Jak zrobić kotlety z gotowanego mięsa z rosołu?
Przepis: Kotlety z mięsa z rosołu? Szybki i łatwy sposób!
Robiłam kiedyś kotleciki z mięsa z rosołu, 17 listopada, w moim małym mieszkanku w Krakowie. To była niedziela, miałam mało czasu, a lodówka świeciła pustkami.
Mięso, takie szarpane, po rosole, przepuściłam przez maszynkę. Nie miałam specjalnej, użyłam tej od babci, pamiętam że ta stara miała chyba z 30 lat.
Dodałam jajko, trochę bułki tartej – na oko, i sporo natki pietruszki, bo akurat miałam pod ręką. Sól, pieprz, wszystko razem.
Formowałam kotleciki, ręce miałam mokre, wyszły takie trochę „zbyt” puszyste.
Smażyłam na maśle, wyszły całkiem smaczne, choć trochę suche, ale zjadłam wszystko. Zrobiłam je szybko i w sumie byłam zadowolona.
Jak usmażyć mięso z rosołu?
No wiesz… to mięso z rosołu… zawsze mnie to zastanawiało. Takie suche, po tym długim gotowaniu.
Listopad, pamiętam, mama robiła rosół, ten jej przepis z 2023 roku… kurczak, marchewka, pietruszka, zawsze sporo seler.
Potem… wyciąganie tego mięsa. Takie blade, nie?
- Obsuszenie – to ważne, żeby dobrze obciekło. Na ręczniku papierowym, aż przestanie kapać. Takie mokre mięso, to później tłuste będzie.
- Doprawienie – sól, pieprz, rozgnieciony czosnek. Pamiętam, mama zawsze używała sporo czosnku. A ta mać… to jej patent, trochę nietypowy.
- Panierka – jajko, bułka tarta. Standardowo. Ale… czasem dodawała jeszcze trochę przypraw do bułki. Kurkuma, chyba. Nie jestem pewna.
- Smażenie – głęboki olej, aż do zarumienienia. Trzeba uważać, żeby się nie przypaliło.
Wiesz… ten smak. Ciepły, ale taki… trochę samotny. Jak ten listopadowy wieczór. Może dlatego tak lubiłam to mięso. Bo przypominało te chwile przy stole, z rodziną. Teraz już tego nie ma. Chyba.
A teraz… siedzę sama. I patrzę na to puste talerz. I myślę o tym mięsie… i o tym rosole… i o mamie.
Jak zrobić pulpeciki z mięsa gotowanego z rosołu?
Pamiętam jak babcia robiła te pulpeciki z rosołu. Zawsze czekałam na niedzielę, bo to znaczyło rosół, a potem... magia!
Robiła to tak:
- Resztki mięsa z rosołu, takie już mięciutkie, ale też trochę warzyw, marchewkę albo pietruszkę, przepuszczała przez maszynkę. Muszę sobie kupić lepszą, bo moja się zacina okropnie!
- Do tego dodawała namoczoną w mleku bułkę, taki patent żeby pulpeciki były pulchniejsze.
- Potem leciał czosnek – babcia dawała sporo, ja daję mniej, bo mama nie lubi, a cebulę ja siekam bardzo drobno.
- Żółtko – koniecznie! To spaja wszystko, a białko ubijała na pianę i delikatnie wmieszała. Pamiętam, że zawsze się złościła, jak mi się to nie udawało delikatnie wmieszać, wychodziła jej piana i cała zabawa.
- No i przyprawy: sól, pieprz i natka pietruszki, zawsze świeża, z ogródka. Teraz kupuję w sklepie, ale to już nie to samo.
- Formowała małe pulpeciki, takie na jeden gryz, obtaczała w mące i smażyła na oleju, aż były złociste. Najlepsze były takie chrupiące!
Pamietam że Zawsze czekałam i podkradałam po kryjomu te najmniejsze.
Dzisiaj, jak robię te pulpeciki, to zawsze myślę o babci i o tamtych niedzielach w jej kuchni w 2005 roku. Niby prosty przepis, ale smak dzieciństwa nie do podrobienia. A wiecie co? Ostatnio dodałam do masy trochę startego parmezanu. Spróbujcie! Niby nic, a robi robotę!
- Jakie wódki kupił Maspex?
- Kto przejmie hotel Marriott w Warszawie?
- Z jakiego regionu Polski pochodzą pierogi ruskie?
- Ile netto emerytury od 4600 brutto?
- Kiedy ING oblicza saldo początkowe?
- Czy bitcoin osiągnie 100k?
- Gdzie jechać z zapaleniem płuc?
- Ile można stracić w 21 dni?
- Co w banku uważa się za nowe pieniądze?
- Ile kosztuje pizza w Norwegii?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.