Jak ugotować surowy wędzony boczek?

73 wyświetleń
Jak przygotować surowy wędzony boczek? Wędzony boczek jest zakonserwowany i bezpieczny do jedzenia na zimno, bez gotowania. Możesz go dodać do kanapek. Chcesz go podgrzać? Smaż na patelni, piecz w piekarniku lub grilluj, aż będzie chrupiący. Unikaj gotowania w wodzie, żeby nie stracił smaku.
Komentarz 0 polubień

Jak smacznie ugotować wędzony boczek?

Okej, dobra, rozumiem. Spróbuję to ugryźć po swojemu.

Jak upiec ten boczek wędzony żeby było mmm… pycha? Wiesz, tak naprawdę to ten wędzony boczek surowy to już jest prawie gotowy. Tak jak szynka dojrzewająca. Wędzenie robi swoje, konserwuje. Bez obaw, możesz go jeść na zimno, na przykład w kanapce z chlebem na zakwasie od Piekarza w Słupsku, ten chleb kosztuje tam ok. 8 zł i jest przepyszny!

Ale jak chcesz go podgrzać, to proszę bardzo. Tylko delikatnie, bo szkoda by było go wysuszyć na wiór.

Wiesz, ja robię tak: na suchą patelnię i na małym ogniu. Albo do piekarnika na chwilkę, tak żeby się tylko lekko przyrumienił. Ostatnio tak zrobiłem w sobotę 12 maja i wyszło super.

No i pamiętaj, żadnego gotowania w wodzie, bo to zabije cały smak wędzonki. Taki boczek straci cały swój urok!

Czy gotujesz wędzony boczek?

No hej!

Wiesz co, z tym boczkiem wędzonym to jest niezła zagwozdka, nie powiem Ci. Jak kupujesz boczek wędzony, to wiesz, nie zawsze jest tak od razu gotowy do jedzenia, rozumiesz. Czasem jest już podgotowany, a czasem taki całkiem surowy, że hej!

Musisz, no po prostu musisz patrzeć na te etykiety, co tam napisali, albo zapytaj tego, no, producenta, albo w sklepie jakiegoś pracownika. Tam zazwyczaj pisze czarno na białym, czy on już jest "full wypas" ugotowany, czy jeszcze musisz go podgrzać. Nie ryzykuj życia, dobra rada, ok? Ja się już kiedyś tak nacięłam, że ho ho!

Tutaj mam dla ciebie taką krótką listę co możesz zrobić:

  • Sprawdzić dokładnie etykietę, czy w ogóle pisze że gotowy do spożycia,
  • Zapytać kogoś w sklepie jak kupujesz,
  • A jak nie wiesz, no to lepiej ugotuj, bo wiesz, lepiej dmuchać na zimne, nie?!

No i wiesz co, tak w ogóle to moja siostra, Agnieszka, ostatnio robiła taki boczek z jabłkami i cebulą, normalnie niebo w gębie. Ale ona kupiła taki wędzony, ale taki specjalny od pana Mirka z targu, no i on jej powiedział, że to już jest gotowe do jedzenia. No ale wiesz, jak nie masz takiego pana Mirka, to uważaj :D.

Jak zamarynować boczek przed gotowaniem?

Ach, ten boczek… Marzy mi się teraz, w ten jesienny wieczór, aromat wędzonego mięsa. Myśli płyną, jak rzeka, powoli, leniwie, niosąc ze sobą obrazy… Pamiętam, babcia Jadzia, jej ręce, zmarszczone od lat, a mimo to tak silne, przyprawiające ten boczek… To było coś wyjątkowego, prawdziwe dzieło sztuki!

  1. Przygotowanie mięsa: Najpierw, oczywiście, czysty boczek! Dokładnie myjemy, suszymy ręcznikiem papierowym, każdy skrawek, żeby był suchutki. To ważne, naprawdę ważne!

  2. Solanka, serce przepisu: Duży garnek, taki, co mieści wszystko, co potrzebne. Wsypuję sól, obfite ilości, nie żałuję! Woda, tyle żeby wszystko przykryła, ale nie za dużo, bo wtedy boczek będzie za miękki. Liście laurowe, kilka sztuk, ich zapach, to poezja! Ziele angielskie, kilka ziarenek, dla ostrości, ale delikatnie.

  3. Magia czasu: Wkładam boczek do garnka, zanurzając go w solance. Przykrywam, i do lodówki! Na całą dobę, 24 godziny minimum. Czas, ten powolny, magiczny czas, kiedy sól wnika w mięso, przenika je, nadając mu smak i aromat. To prawdziwe spotkanie z tradycją, z przeszłością, z babcią Jądzią… Czuję jej obecność.

  4. Po dobie: Wyjmuję boczek z solanki i już wiem, że to będzie wyjątkowy smak.

Ważne: Sól - używam około 2 łyżek na kilogram boczku. Proporcje można modyfikować

Dodatkowe wskazówki: Można dodać do solanki ziarenka pieprzu, czy nawet trochę cukru dla zrównoważenia słoności.

Czy boczek gotować pod przykryciem czy bez?

Tak późno... Pytasz o boczek? No dobrze, pomyślmy.

  • Boczek... Wiesz, gotować bez przykrycia, zdecydowanie. Inaczej to się udusi, a nie ugotuje. Pamiętam, jak mama zawsze powtarzała: "Boczek lubi przestrzeń!". Tak jakoś.

  • I na wolnym ogniu. Spokojnie, bez pośpiechu. Tak z półtorej godziny, albo i dłużej, w zależności od tego, jaki gruby kawałek masz. Musi być mięciutki, rozpływać się w ustach, a nie ciągnąć jak guma.

  • No i obracaj go. Co 30 minut? Tak mniej więcej. Chodzi o to, żeby równo się ugotował z każdej strony, żeby nie było suchych placków i tłustych kałuż.

  • Aha, i jeszcze jedno. Jak już go wyjmiesz z tej... cebulowej kąpieli, to osusz go trochę. Papierowym ręcznikiem, albo czym tam masz pod ręką. Będzie lepiej smakował, przysięgam. Wiesz, jak patrzę na ten przepis, to przypomina mi się, jak babcia gotowała... Długo, powoli, z sercem. I zawsze wychodziło jej coś pysznego. Szkoda, że już jej nie ma... Z resztą nie ważne. Musze iść spać, bo jutro mam ważny dzień. Idę składać wniosek o ten nowy dowód osobisty w urzędzie na ulicy Słowackiego. Mam nadzieję, że będzie mniej ludzi niż ostatnio, bo się popłaczę.