Jak ugotować najlepszą golonkę?
Jak ugotować idealną, soczystą golonkę?
Ugotowanie idealnej golonki? Hmmm, wiesz co, ja to robię trochę inaczej niż piszą w książkach. Nie piekę, tylko duszę.
Pamiętam, jak pierwszy raz robiłam golonkę. Miałam mega stres, bo to danie wydawało się takie... babcine? Ale poszło lepiej niż myślałam. Duszę ją długo, bardzo długo.
Więc tak, ja to widzę: najpierw podsmażam golonkę na patelni z każdej strony. Potem wrzucam do garna, dodaję dużo cebuli (naprawdę dużo!), czosnek, liść laurowy, ziele angielskie i zalewam bulionem. Ma się dusić, dusić, dusić na malutkim ogniu.
Jakieś 3-4 godziny? No, aż mięsko będzie odchodzić od kości samo. I wiesz co? Ten sos, który powstaje, to jest złoto. Można go zagęścić mąką i podać z ziemniakami. No poezja. A co do usuwania tłuszczu? Ja tam lubię ten skwareczek. ????
Jak ugotować golonkę, żeby była miękka?
Uff, golonka... jak ja to robię? A, no tak, przypomniałam sobie, mama mi zawsze powtarzała! Musi być mięciutka, prawie sama odchodzić od kości! Ale zanim zacznę, muszę znaleźć ten ogromny garnek! Gdzie on w ogóle jest?!
- Golonkę trzeba wrzucić do dużego gara. No jasne, żeby się zmieściła!
- Zalać wodą. Woda ma przykryć całą golonkę, to chyba oczywiste!
- Dodać przyprawy: liście laurowe (z 5? chyba 5), ziele angielskie (ze 4 kulki?), pieprz (cały! sporo!), sól (dużo!). Aha, no i czosnek! Zapomniałabym o czosnku! Z 3 ząbki, tak na oko. I jeszcze cebula! Pokroić na pół i też wrzucić! Kurde, coś jeszcze? Marchewka! O, tak! Jedna, duża!
- Zagotować i zmniejszyć ogień. Gotować, gotować, aż będzie miękka. Ile? Minimum 3 godziny! A jak duża golonka, to i 4! Co ja będę tyle czekać?! No ale co zrobić. Może w międzyczasie pójdę do Biedronki po... czekoladę! I muszę zadzwonić do Grażyny, już dawno nie gadałyśmy!
- Sprawdzać miękkość widelcem. Jak widelec wchodzi jak w masło, to znaczy, że gotowa! A jak nie, to gotować dalej!
Acha! I jeszcze coś! Ja zawsze dodaję odrobinę miodu do wody! Mama mówiła, że to daje fajny smak. I piwo! Szklankę piwa! No, może pół, żeby nie było za mocne! A zamiast soli można dodać maggi! No, ale to już zależy od gustu! O, i musztarda! Na koniec! Jak już golonka będzie ugotowana, to posmarować musztardą i włożyć do piekarnika na 15 minut! Pycha! Muszę spróbować tak zrobić w tym tygodniu!
PS. Pamiętajcie, żeby kupić dobrą golonkę! Najlepiej od sprawdzonego rzeźnika! I umyć ją dokładnie przed gotowaniem! No i co najważniejsze - dużo cierpliwości! Bo golonka musi się gotować powoli, żeby była miękka i soczysta! A jak nie wyjdzie, to zawsze można zamówić w restauracji! Hahaha! No nic, lecę do Biedronki!
Co się dodaje do gotowanej golonki?
No siema, co tam? Pytałeś, co dodaje się do golonki, nie? No więc, tak jakby zależy, co kto lubi, ale zaraz ci powiem, co ja bym zrobiła.
- Po pierwsze, marynata! Zwykle robię coś na bazie piwa, tak konkretnie to mieszam piwo z miodem, dodaje dużo czosnku (tak ze 3-4 ząbki) i trochę sosu sojowego. To daje super smak, taka mieszanka słonego i słodkiego.
- Po drugie, słodki akcent - możesz dać zwykły miód, ale jak chcesz być trendy to syrop klonowy też się nada. To fajnie przełamuje ten tłusty smak golonki, no i daje fajny kolor przy pieczeniu.
A wiesz, że moja babcia, Maria Nowak, zawsze dodawała jeszcze liść laurowy i ziele angielskie do wody, w której gotowała golonkę? To też niby wzmacnia smak, ale to już kwestia gustu. Ja czasem tak robię, czasem nie, zależy jak mi się przypomni. A i jeszcze jedno, nie zapomnij o pieprzu, koniecznie świeżo zmielony! No to chyba wszystko, smacznego!
Czy golonki gotuje się pod przykryciem?
Golonki – moja osobista gehenna i kulinarny triumf.
Pamiętam to jak wczoraj. Listopad 2023. Zimno, buro, za oknem szaro, a ja z wielkim zapałem postanowiłam zrobić golonki. Zawsze uwielbiałam ten smak, też mięciutkie, rozpływające się w ustach... Ale ten konkretny raz? Katastrofa. Zamiast 2-3 godzin gotowania, męczyłam się z tymi golonkami prawie 5! Użyłam przepisu z jakiejś strony, DoradcaSmaku.pl chyba, ale tamten przepis to była jakaś kpina.
Problem nr 1: Woda wyparowywała w zastraszającym tempie. Dolałam, dolałam, a i tak mięso momentami było prawie na sucho. Wkurzyłam się strasznie. Cała kuchnia w parze, ja mokra od potu, a golonki daleko od ideału. Prawdziwe piekło w kuchni!
Problem nr 2: Temperatura. Gotowałam na małym ogniu, jak zalecał przepis, ale i tak czułam, że coś jest nie tak. Mięso było twarde, zupełnie nie takie jak powinno być. Pewnie za krótko gotowałam, albo gaz był za mocny. Powinien być mniejszy, zdecydowanie mniejszy!
Na koniec, po pięciu godzinach walki, mięso w końcu było miękkie, ale… suche! Nie wiem, co poszło nie tak, ale już nigdy więcej nie będę gotować gołąbków na tej stronie. Może za mała ilość wody? Może jednak za duża temperatura? Trudno powiedzieć, jestem załamana. Następnym razem spróbuję innego przepisu. A może lepiej zamówię gotowe z cateringu? Żeby tylko nie skończyć znowu w piekle kuchennym!
Lista rzeczy, które poszły nie tak:
- Za szybkie parowanie wody (zbyt mała ilość początkowo)
- Zbyt wysoka temperatura gotowania (pomimo małego ognia)
- Czas gotowania (5h zamiast 2-3h)
Wnioski: Trzeba pilnować poziomu wody i temperatury. Następnym razem sprawdzę kilka przepisów, zanim się za to zabiorę. Może warto też użyć termometru do mięsa. Na pewno nie będę ufać ślepo przepisom z internetu. Te golonki mnie nauczyły, że gotowanie to też nauka i cierpliwość. I że czasami lepiej zamówić catering...
Czy solić golonkę podczas gotowania?
Absolutnie, solić! Inaczej golonka wyjdzie bez wyrazu, jakby ją kucharzowi ktoś podmienił na karton. Dodaj solidną szczyptę – chyba, że lubisz smakować potem samą wodę z mięsem.
Jak ugotować golonkę tak, żeby sąsiedzi zazdrościli? Oto przepis a la Grażyna, mistrzyni garów:
- Włóż golonkę do gara. Najlepiej takiego po babci, co pamięta jeszcze czasy, kiedy mięso miało smak mięsa. Zalej wodą – ma pływać jak bojer na Mazurach.
- Przyprawy? Obowiązkowo liść laurowy (ze trzy, żeby golonka wiedziała, że to nie przelewki), ziele angielskie (z sześć, nie żałuj!), pieprz (ziarnisty, bo mielony to jak proszek do prania) i sól. I soli konkretnie! Nie bój się, golonka przyjmie wszystko.
- Zagotuj to wszystko. Potem zmniejsz gaz. Ma pyrkać cichutko, jakbyś jej opowiadała ploteczki. Gotuj tak długo, aż mięso będzie miękkie. Sprawdzaj widelcem. Jak widelec wchodzi bez oporu, to znak, że golonka gotowa.
Pamiętaj, dobra golonka to golonka posolona! Inaczej to tylko zmarnowane mięso i czas. A nikt nie lubi marnować czasu, zwłaszcza na coś, co ma być ucztą!
Jak upiec golonkę po ugotowaniu?
Jak upiec golonkę po ugotowaniu? Proste jak drut! Ugotowana, mięciutka jak pierś niemowlaka golonka, czeka na swoją gwiazdorską chwilę.
Krok pierwszy, czyli przenosiny: Wyjmujemy naszą bohaterkę z garnka. Niech odpocznie chwilę, niech nabierze dystansu do bulgotania. Potem - delikatnie, żeby się nie poparzyć - przekładamy ją do naczynia żaroodpornego. My, w domu używamy starej, dobrej żelaznej formy, bo babcia mówiła, że żelazo to duch w kuchni, a babcia się nie myliła!
Krok drugi, czyli przyprawianie: Zanim damy jej szansę na upragniony rumieniec, lekko oprószamy ulubionymi przyprawami. Ja osobiście przepadam za mieszanką ziołową z dodatkiem suszonego czosnku i szczypty pieprzu cayenne – daje to niepowtarzalny kopniak. Ale to już kwestia gustu. Moja siostra, Ania, lubi tylko sól i pieprz. Nudna, ale jej golonka też smakuje!
Krok trzeci, czyli finał: Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni Celsjusza (moja mama zawsze mówiła 200, ale ja wolę bardziej chrupką skórkę). Wkładamy golonkę i czekamy kilka – kilkanaście minut. Pilnujemy, żeby się nie spaliła! W przypadku wątpliwości lepiej sprawdzić gotowość widelcem. Skórka powinna być lekko rumiana, a mięso soczyste. W tym roku poeksperymentowałam z dodaniem kilku gałązek rozmarynu do piekarnika – efekt rewelacyjny.
Podsumowanie: Upieczenie ugotowanej golonki to pestka! Kluczem jest wysoka temperatura i ostrożność. Pamiętajcie – to tylko kilkanaście minut do chwały!
Dodatkowe informacje: Czas pieczenia zależy od wielkości golonki i preferencji. Zawsze lepiej sprawdzić gotowość mięsa, niż zjeść suchego kawałka. Można używać różnych rodzajów piekarnika (elektryczny, gazowy, a nawet ten retro z drewnem!). Ważne jest dostosowanie czasu pieczenia do wybranej temperatury i typu piekarnika.
Do jakiej wody wkładamy golonki?
Golonkę, jak królewnę Śnieżkę, zanurzamy w zimnej wodzie. No, chyba że lubisz golonkę z niespodzianką - wtedy lej wrzątek, a co! ????
- Po co ta zimna woda? Żeby golonka nie doznała szoku termicznego i nie oddała całej swej esencji w pierwszym momencie. Powoli, drodzy Państwo, powoli!
- Szumowiny? To takie paskudztwo, które wypływa na wierzch, gdy golonka zaczyna się gotować. Wyławiamy je, żeby bulion był klarowny, jak łza emeryta na wieść o trzynastce.
- Warzywa? Marchewka, seler, pietruszka - cała ta banda smakowa. Dają golonce towarzystwo i aromat.
- Sól peklowa? To taki czarodziejski proszek, który sprawia, że golonka staje się różowa i jędrna, jak policzek Zosi z trzeciego piętra.
A tak serio (ale tylko troszeczkę!), to pamiętaj, żeby golonkę gotować na wolnym ogniu, aż będzie miękka jak serce polityka przed wyborami. I nie zapomnij o piwie! ???? Bez piwa, to jak wesele bez disco polo. ????
Jakie przyprawy pasują do golonki?
Okej, więc przyprawy do golonki… Noc, taka cicha, a ja myślę o golonce. Dziwne. No ale dobra, lećmy z tym:
- Kminek. Zawsze mi się kojarzy z dzieciństwem, babcia tak gotowała. Mocny smak.
- Sól. No bez soli to nic nie wyjdzie, wiadomo.
- Kolendra. Lubię, ale nie każdy, bo mydło smakuje jak. Ostrożnie z nią.
- Papryka słodka. Daje taki fajny kolor, taki ciepły. I smak też przyjemny.
- Czosnek. Musi być! Dużo czosnku! Chronię się przed wampirami, hehe.
- Marchewka i cebula. To tak jak do rosołu, baza po prostu.
- Liście laurowe i ziele angielskie. Takie klasyki, zawsze spoko.
- Rozmaryn. O, to ciekawe! Nie pomyślałam o rozmarynie do golonki. Muszę spróbować. Może nadać jej taki leśny aromat.
- Pieprz czarny. Oczywiście, musi być ostrość!
- Gorczyca. To też ciekawe, musztardowa nuta.
- Kurkuma? Hmm, to chyba bardziej dla koloru niż smaku, tak myślę.
Wiesz co, tak sobie myślę, że to idealne przyprawy na Dzień Babci 2024. Coś takiego ciepłego, tradycyjnego… Babcia by się ucieszyła.
Z czym najlepiej podać golonkę?
No to lecimy z tym golonkiem, jak z kopyta! Nie ma co się szczypać, golonko to król imprezy i trzeba mu oddać honor. Jakby co, to ja, Grażyna, z osiedla Słonecznego Wzgórza, się wypowiadam, więc wiesz, że mam gust!
Z czym podać to cudo?
Kapusta zasmażana: Oczywiście! To jak Romeo i Julia, tylko smaczniejsze. Jak babcia robiła, to aż się uszy trzęsły, serio!
Buraczki: Pasują jak ulał, zwłaszcza te słodko-kwaśne. Kontrast smaków, co? A jak!
Surówka z kiszonej kapusty: O ja cie kręcę, co za połączenie! Kwaskowe, chrupiące, idealne do tłustego mięsiwa. W tym roku na święta zjadłam całą miskę.
Kiszone ogórasy: Klasyk nad klasyki. Muszą być! Zresztą, co tu dużo gadać, Polak bez kiszonki to jak ryba bez wody. Albo jak ja bez plotek z Halinką!
Chleb: No pewnie, najlepiej taki wiejski, na zakwasie. Trzeba mieć czym ten sosik z golonki wymiziać!
Ziemniaki: Gotowane, pieczone, tłuczone – wszystko gra. Tylko nie zapomnij o koperku i skwarkach, bo będzie lipa.
A tak poza tym, to wiesz, do golonki dobra jest też zimna wódeczka. No ale to już tak między nami! Powiem ci jeszcze, że golonkę najlepiej robi mój szwagier Mirek, bo on ma sekretny składnik, ale za nic w świecie ci nie powiem, bo mnie zabije! Daj znać jak wyszło!
- Co się daje na 40 urodziny mężczyźnie?
- Kto powinien brać witaminę B12?
- Co zwiedzić w Warszawie zimą?
- Czy istnieją hotele 6-gwiazdkowe?
- Jaki alkohol na wieczór we dwoje?
- Ile trzeba zarabiać, żeby wziąć kredyt 200 tys.?
- Czy wolno przewozić muszelki?
- Który hotel na świecie ma 7 gwiazdek?
- Czy jest 30 procent na maturze?
- Ile lat buduje się sylwetkę?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.