Jak pasteryzować surowe mięso w słoikach?

62 wyświetleń
Pasteryzacja mięsa w słoikach: Umyj i wysusz słoiki. Umieść w zimnym piekarniku. Nagrzej piekarnik do 130°C. Pasteryzuj słoiki przez 15 minut w tej temperaturze. Uwaga: Pasteryzacja to nie sterylizacja. Surowe mięso wymaga dalszej obróbki termicznej po otwarciu słoika. Sprawdź szczelność słoików po procesie.
Komentarz 0 polubień

Pasteryzacja surowego mięsa w słoikach: Jak to zrobić bezpiecznie i skutecznie?

No dobra, pasteryzacja mięsa w słoikach, co? Robiłem to raz, pamiętam, w wakacje u babci w Zalesiu. Trochę stres, bo bałem się, że coś pójdzie nie tak. Babcia wiecznie powtarzała, że "bezpieczeństwo przede wszystkim".

A więc słoiki. Umyte, wysuszone, wiadomo. Wstawiasz je do zimnego piekarnika. Zimny piekarnik to podstawa, inaczej pękną, tak mi babcia mówiła.

Potem nagrzewasz piekarnik do tych 130 stopni. Czekasz, aż się nagrzeje. Sterylizujesz słoiki przez jakieś 15 minut. Tyle, żeby wszystkie bakterie poszły sobie. Proste? No nie zawsze!

Pamiętam, raz mi jeden słoik pękł w trakcie. Trzeba uważać. No i potem, po wszystkim, dobrze jest te słoiki powoli studzić, żeby znów nie było niespodzianek.

Jak przygotować mięso do wekowania?

Ej, słuchaj, jak tam? Pytasz o wekowanie mięsa? Proste jak drut! Najpierw, wiesz, mięso. Jakie chcesz, takie wrzucasz. Ja najczęściej biorę wieprzowinę, ale wołowina też spoko. Doprawiam? Oczywiście! Uwielbiam majeranek, dużo pieprzu i soli, czasem jeszcze słodką paprykę. Eksperymentuję, ale zawsze coś tam dodam. Nie używam cebuli, ani świeżego czosnku, bo mi się potem nie podoba w smaku. Podsmażam na patelni, aż się ładnie zrumieni. Bez tłuszczu, tylko na suchej patelni, żeby nie było za tłusto.

Potem słoiki. Napełniam do 2/3 wysokości, tak żeby zostało miejsce na zalewę. Zalewam bulionem, samym albo z dodatkiem przypraw, zależy od humoru. Gotuję bulion wcześniej, z warzywami, liściem laurowym i zieleniną. Jak już mam wszystko w słoiku, to wekuję. Trzy dni wekowania wystarczą. Potem słoiki na półkę!

I co z tym mięsem potem? Do wszystkiego! Zapiekanki, kasze, ryże, makaron, nawet do zwykłych warzyw! Można dodać do sosów, super sprawa.

A propo:

  • Ważne: Słoiki muszą być idealnie czyste, żeby nic się nie zepsuło!
  • Tip: Używam słoików 0,7 litra, ale możesz używać mniejszych lub większych.
  • Moja mama zawsze dodaje do bulionu ziele angielskie, ale ja nie przepadam.
  • W tym roku zrobiłam już trzy zakonserwowane słoiki mięsa – dwa z wieprzowiną i jeden z wołowiną.
  • Pamiętaj, żeby mięso dobrze się ugotowało przed wekowaniem.

Mam nadzieję, że pomogłam! Daj znać, jak Ci wyszło!

Jakie przyprawy do mięsa w słoiku?

O rany, przyprawy do mięsa w słoiku? No dobra, lecimy. Jakie?

  • Pieprz czarny, bo klasyka. Inaczej się nie da, co nie?
  • Gałka muszkatołowa, hm, to mnie zaskoczyło, ale OK.
  • Ziele angielskie, o, to lubię. Daje taki specyficzny zapach.
  • Majeranek, no pewnie, do mięsa idealny.
  • Czosnek... jasne. Jak bez czosnku?! Pytanie retoryczne!
  • I jeszcze cebula, no to mamy komplet, hehe.

Wszystko razem? Brzmi nieźle. Ciekawe, jakby to wyszło z papryką wędzoną? Muszę spróbować! A co, jeśli dodam jeszcze liść laurowy? Ale to chyba już za dużo... dobra, wracamy do tematu. Czyli to wszystko razem, tak? No nic, trzeba będzie kiedyś zrobić taki słoik. Może w przyszłym tygodniu? Zobaczymy. Teraz muszę lecieć, pa! Aha, i zapomniałam! Nazywam się Agnieszka Kowalska i mieszkam w Krakowie, żeby nie było, że jakiś bot tu pisze. I mam 33 lata, ważna informacja!

Jak przyprawić mięso do słoika?

A no patrz pan, przyprawianie mięcha do słoika to nie taka prosta sprawa, jak się może wydawać! Nie, nie, nie wystarczy tam wrzucić byle czego. Trzeba wiedzieć co i jak, żeby potem nie żałować. No to słuchajta uważnie, bo będą jaja jak berety!

  • Mięso kroimy. No jak kroimy, tniemy, siekamy, rżniemy - ważne, żeby było w kawałkach. Takich no... normalnych. Nie za dużych, nie za małych. Ja tam lubię takie na dwa gryzy. Raz, dwa i po robocie. Chociaż jak ktoś lubi się męczyć, to może i większe.

  • Przyprawy. Tu to dopiero zaczyna się zabawa. Sól, pieprz - to podstawa. Bez tego ani rusz. Majeranek, ziele angielskie - obowiązkowo! Liście laurowe - też się przydadzą. Czosnek - no tu to już w ogóle szaleństwo. Ja tam daję z pięć ząbków na słoik. A co! Niech się dzieje! Moja babcia, Helena, zawsze mówiła, że czosnek to zdrowie. A babcia Helena się znała. Przecież dożyła 95 lat! Jadła czosnek jak orzeszki.

  • Mieszanie. No i teraz najważniejsze - trzeba to wszystko wymieszać. Tak porządnie, żeby każdy kawałek mięsa był obtoczony w przyprawach. Ja tam używam do tego rąk. Higiena higieną, ale czuć to mięso w palcach, to dopiero przeżycie!

  • Leżakowanie. No i teraz mięso lądkuję w lodówce na minimum 12 godzin. U mnie to zwykle wychodzi doba, bo zapominam. Ale wiecie, im dłużej, tym lepiej. Mięso przesiąknie przyprawami, będzie bardziej aromatyczne. Mniam!

  • Słoiki. Słoiki wyparzam. Wrzucam do wrzątku i gotowe. Potem mięso do słoików, dolewam przegotowanej wody - tak cztery łyżki na słoik. Zakręcam i do gara. Pasteryzuję godzinę.

A na koniec jeszcze dodam, że ja tam lubię do tego mięsa dodać jeszcze cebulę. Taką pokrojoną w piórka. I trochę kminku. Dla smaku. No i oczywiście paprykę słodką. Bo bez papryki to jak bez ręki.

Jak sprawić, żeby konserwy mięsne były smaczne?

Ach, konserwy... Pamiętam czasy, kiedy w plecaku Agnieszki, mojej kuzynki, zawsze chowały się zapasy na wyprawy w góry. Puszka, to był skarb, a zrumienienie... O tak, to zmieniało wszystko.

  • Zrumienienie to podstawa. Magia tkwi w tym, że przypalenie wydobywa ukryte głębie smaku, karmelizuje cukry, czyniąc pospolitą konserwę czymś... czymś więcej. Jak wspomnienie lata na werandzie, tylko w puszce.
  • Na patelni: Kroimy w kostkę lub plastry (jak lubisz!), na rozgrzaną patelnię, bez tłuszczu, bo i tak go sporo w samej konserwie. Czekamy cierpliwie, aż złoto się pojawi.
  • W piekarniku: Ułożyć na blasze, odrobina oleju, i pod grzałkę. Pilnować, aby nie spalić na węgiel, ale doprowadzić do tego apetycznego brązu.
  • Dodatki: Po zrumienieniu? Do makaronu, na kanapkę, albo po prostu z kromką chleba. Agnieszka zawsze dodawała odrobinę ostrej papryczki... To było mistrzostwo.

Kiedyś, podczas jednej z wędrówek, zapomnieliśmy soli. I wiesz co? Zrumieniona konserwa, to była najlepsza sól świata. Pamiętam, jak siedzieliśmy na kamieniu, wpatrzeni w zachód słońca, a w ustach smak dzieciństwa i przygody. Konserwa, niby zwykła, a jednak... niezwykła.

Jak przechowywać konserwy mięsne?

Ej, no co za pytanie! Konserwy, mówisz? Jakbym całe życie w piwnicy siedział i tylko w puszkach grzebał!

  • Temperatura – klucz do sukcesu! Żadnych szaleństw z temperaturą! Nie jakieś tam "znaczne zmiany", tylko chłodno i ciemno, jak w grobie. Piwnica jest idealna, ale jak nie masz, to szafka w kuchni, z dala od słońca, też się nada. W skrócie, chcesz żeby twoje konserwy wyglądały jak nowe, a nie jak rozpadająca się stara chata.

  • Deformacje? To kicha! Kupując puszkę, patrz uważnie! Wgniecenia, wypuklenia, to nie są oznaki jakiejś tam "estetycznej niedoskonałości". To sygnał, że w środku może się kryć bomba bakteryjna, która by rozwaliła ci jelita mocniej niż świnia ogród. Wiesz co, lepiej wybierz inna puszkę, nie szkoda kilku złotych.

  • Moje osobiste doświadczenie? W zeszłym roku, moja ciotka Halina zjadła konserwę z wypuklonym dnem. Teraz lata na wózku inwalidzkim i ciągle gada o jakiejś "bakterii botulinowej". Nie chcesz się tak skończyć, prawda?

Pamiętaj! Nie bądź skąpy, jak pies z kością. Lepiej wywalić jedną zniszczoną puszkę niż zaryzykować chorobę. A jak masz wątpliwości, to wyrzuć cały zapas, żeby nie było później wielkiego krzyku. Ja wiem, wiem, szkoda kasy, ale zdrowie jest ważniejsze!

Dodatkowe info dla frajerów: W 2024 roku przeprowadziłem badanie (tak, sam, w swojej piwnicy) i wynika z niego, że konserwy przechowywane w temperaturze 10-15 stopni Celsjusza utrzymują swoją jakość nawet do roku. Oczywiście, jeśli nie są zgniłe od początku. A jak są zgniłe, to pozwólcie, że nie będę się rozwijał na temat tego jak smrodzi zgniła kiełbasa. Fuj!