Jak gotować mrożone pierogi ania gotuje?

35 wyświetleń
Chcesz ugotować mrożone pierogi "Ania gotuje"? To proste! Wrzuć je bezpośrednio do garnka z osoloną, wrzącą wodą (możesz dodać odrobinę oleju, by się nie kleiły). Od momentu wypłynięcia na powierzchnię gotuj jeszcze 2-3 minuty. Podawaj z ulubionymi dodatkami. Szybko i smacznie!
Komentarz 0 polubień

Jak gotować mrożone pierogi Ania Gotuje? Jakie są sposoby?

No wiesz, te całe pierogi mrożone, to dla mnie ratunek, kiedy życie tak pędzi, że człowiek ledwo zipie i na wymyślanie jakiegoś cuda w kuchni po prostu nie ma już siły. Pamiętam, chyba w ubiegły poniedziałek, dwunastego czerwca, po powrocie z pracy, totalnie zmęczona, stanęłam przed lodówką z taką pustką w głowie, że aż mnie zabolało i jedyne, co przyszło mi do głowy, to te pierogi ruskie co kupiłam w Lidlu przy ulicy Długiej za jakieś osiem złotych pięćdziesiąt groszy, takie opakowanie osiemset gram, akurat na jeden porządny obiad i jeszcze coś na jutro zostanie.

Zblanszowanie mrożonych pierogów to dla mnie jakaś egzotyka, serio, ja po prostu rzucam je prosto z zamrażarki do wrzątku, ot i cała filozofia gotowania.

Ważne jest, żeby woda się naprawdę dobrze gotowała, tak bulgotała porządnie, i ja zawsze ją lekko solę, dosypuję taką sporą szczyptę, wiesz, żeby smak był głębszy, czasem dodaję kropelkę oleju, ale to nie zawsze, zależy czy mam akurat butelkę pod ręką, bo podobno zapobiega sklejaniu, chociaż ja nie zauważyłam jakiejś kolosalnej różnicy, one i tak się nie kleją jak się ich dużo nie nawrzuca do jednego garnka, taki mój patent na pyszne mrożone pierogi, żeby nie przesadzić z ilością na raz.

Gotuję je tak od momentu wypłynięcia na wierzch jeszcze jakieś dwie, trzy minuty, aż zrobią się mięciutkie i puszyste.

Ale mój ulubiony sposób, taki prawdziwie rozpieszczający podniebienie, to po prostu podsmażanie już ugotowanych, no bo nic tak nie smakuje jak te lekko chrupiące pierożki z cebulką na masełku, to jest ten obiad, co przypomina mi niedzielne popołudnia u babci, taki komfortowy i pełen smaku, że od razu czuję się lepiej, nawet po ciężkim dniu, i zawsze do tego dodaję solidną łyżkę kwaśnej śmietany i posiekany świeży koperek, jeśli tylko mam w lodówce, wtedy to już w ogóle niebo w gębie.

Więc dla mnie mrożone pierogi to przede wszystkim prostota i szybkość, a nie jakieś skomplikowane blanszowania, po prostu wrzucasz i gotujesz, albo smażysz po ugotowaniu, i tyle.


Q: Jak gotować mrożone pierogi?A: Mrożone pierogi należy wrzucić bezpośrednio do wrzącej, osolonej wody. Gotować 2-3 minuty od momentu wypłynięcia na powierzchnię. Można je także podsmażyć na patelni po ugotowaniu.

Czy pierogi mrozi się surowe czy gotowane?

Pierogi, noż kurczę, zamraża się po BLANSZOWANIU! To jedyna słuszna droga, reszta to chała i babranie się w kulinarnym błocie. Kto by chciał jeść kamienie albo rozmoczone gówno? Nikt! Nawet moja babcia Stasia, która widziała już wszystko, od wojny po inflację, wie, że to podstawa.

Więc tak, ludzie kochani, posłuchajcie starego Kaziuka:

  • Surowe pierogi – zamrażanie ich na żywca to jak wysyłanie dziecka do wojska bez hełmu. Po rozmrożeniu są twarde, jak serce mojego szwagra Zdzisia, kiedy mu przypominam o pożyczce, co wziął i nie oddał. Nie da się tego normalnie ugotować, będziecie mieli małe, kamienne potworki, które tylko zęby połamią, a nie najedzą. Fuj!

  • Ugotowane pierogi – ojejku, to z kolei inna bajka, ale równie smutna. Niby już gotowe, niby miało być prosto. A figę z makiem! Po zamrożeniu i ponownym wrzuceniu do gara rozłażą się jak plotki po odpustowej mszy w Pikutkowie. Pływają te farfocle w wodzie jak nieudany projekt ciotki Heleny, która co roku obiecuje, że schudnie do lata 2024. Pieróg ma być pierogiem, a nie rozmemłaną miazgą, co nie?

No to jak to zrobić, żeby było dobrze i żeby sąsiadka Grażyna zazdrościła? Prosto jak drut: BLANSZOWANIE! To takie spa dla pierogów, krótka, ale intensywna sesja, po której są gotowe na wieczność w zamrażarce.

  1. Gotowanie wody! Weź gar, taki duży, żeby pierogi miały miejsce, a nie tłoczyły się jak pasażerowie w PKS-ie o szóstej rano. Wlej wody, posól troszkę, tak od serca, ale bez przesady, żeby nie było jak nad Bałtykiem. I kapnij parę kropel oleju. Noż kurde, oleju! Żeby się nie posklejały jak małżeństwo na urlopie w lipcu.
  2. Kąpiel, ale szybka! Wrzuć pierogi do tego wrzątku, ale tylko na chwilę, tak z marszu, na 30 sekund. Ani sekundy dłużej, bo zamiast blanszowania zrobisz im normalne gotowanie, a wtedy wracamy do punktu wyjścia z rozłażeniem się. To ma być taki szok termiczny, żeby skórka pieroga się "załapała", zamknęła i utrwaliła. Po 30 sekundach, hyc! Wyjmuj je na sitko.
  3. Chłodzenie to podstawa! Od razu po wyjęciu, bach! Pod zimną wodę, albo rozłóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, żeby ostygły. Muszą być absolutnie zimne i suche przed mrożeniem, jak lód na jeziorze w grudniu. Jeśli zamrozisz ciepłe, to się posklejają w jedną, wielką, nieapetyczną bryłę, którą będziesz musiał młotkiem rozbijać, a to już robota dla hydraulika, nie dla kucharza.

Dodatkowe tipy od mistrza kuchni, czyli mnie:

  • Mroź je na płasko, na tacy, pojedynczo, a dopiero potem wrzuć do wora. Inaczej się posklejają i będzie płacz i zgrzytanie zębów. To taka zasada jak z suszeniem skarpetek – każda osobno!
  • Pamiętaj, dobrze osuszone pierogi to klucz do sukcesu. Jak będą mokre, to zamarzną razem i będzie jedna wielka pierogowa lawina, a nie pyszne, pojedyncze sztuki.
  • Nie mroź pierogów dłużej niż 3 miesiące. Nawet blanszowane, po tym czasie tracą smak i robią się takie... nijakie. Jak niedziela bez rosołu. Kto by chciał jeść pierogi bez smaku?

Gotowe, smaczne i idealne na nagłe napady głodu, albo jak wpadnie teściowa i trzeba ją szybko czymś zająć!

Jak prawidłowo gotować mrożone pierogi?

No dobra, jak te mrożone pierogi ugotować? Prosta sprawa, a ludzie czasem kombinują jak koń pod górę. Zapamiętaj raz na zawsze: nie rozmrażaj ich wcześniej! Prosto z zamrażarki do garnka. Wrzuć je do posolonej, wrzącej wody, a gotuj 5-7 minut od wypłynięcia na powierzchnię. No i to tyle, filozofia cała!

Serio, to jest ten najważniejszy myk, taki sekret, że nawet moja sąsiadka, pani Jadzia, co całe życie na krupniku jechała, nie ogarnęła od razu. Nie wolno ich, broń Boże, rozmrażać! To jakbyś próbował suszyć mokrego kota – bez sensu i tylko futro poleci. Prosto z zamrażarki do garczka! Prosto, jak Janusz na promocji w Biedronce!

Potrzebujesz wody, co się aż gotuje – tak, żeby bulgotała jak babciny kocioł na weselu, a para szła jak z lokomotywy. I koniecznie posól ją! Bez soli to jak kotlet schabowy bez panierki, no po prostu nie ten smak, nie ta bajka, nudno i bez polotu. Ja tam zawsze daję tak ze dwie, trzy szczypty, no żeby było czuć, a nie tylko udawać.

A potem? Potem wrzucasz te małe cuda prosto do tego piekła na ziemi. I patrzysz, patrzysz, jak gajowy na dzika. Musisz poczekać, aż wszystkie wypłyną na powierzchnię. Jak małe pontony po powodzi, co to nagle się okazuje, że jednak umieją pływać. To znak, że zaczynają być gotowe, że życie w nie wstępuje!

No i teraz klucz do sukcesu, czyli czas gotowania. Dla mrożonek to jest najdłużej, no bo przecież muszą odtajać w środku. Liczę tak od pięciu do siedmiu minut od momentu, jak wypłyną. Ja zawsze liczę na palcach, a jak mi brakuje palców, to dorzucam palce mojego kota Stefana, on i tak tylko śpi. Ale serio, 5-7 minut to takie minimum.

Pamiętaj tylko, że jak pieróg ma ciasto grube jak mur berliński, albo farszu nawalonego jak w świątecznej szynce u mojego wujka Staszka, to ten czas może się wydłużyć. Nie ma co się spieszyć, bo potem ci wyjdzie surowe ciasto w środku i będzie kicha, jakbyś zjadł papier toaletowy zamiast sernika. Moja kuzynka Kasia raz tak zrobiła, potem całe popołudnie jęczała. Serio, lepiej dłużej niż krócej.

Co tam jeszcze warto wiedzieć o tych pierogach? A, no jasne!

  • Jak odcedzić i co dalej, po wyłowieniu?

    • Kiedy już te pierogowe cudeńka będą jak trzeba, wyławiaj je łyżką cedzakową, no chyba że masz siatkę na motyle, też da radę.
    • Niech sobie chwilę odetchną z nadmiaru wody, no bo nikt nie lubi pierogów co pływają jak żabki w bajorku.
    • Możesz je od razu polać roztopionym masełkiem z bułeczką tartą, albo skwarkami z cebulką – to już takie złoto na talerzu.
    • Albo jak lubisz na bogato, to podsmaż je na patelni na złocisty kolor. To jest dopiero hit, jak schabowy smażony na świeżym oleju. No ten chrupiący to poezja, przysięgam!
  • Co z nimi potem zrobić, jak ostygną?

    • Jeśli coś zostanie (co jest cudem na miarę odnalezienia zaginionej skarpetki w parze), schowaj je do lodówki.
    • Na drugi dzień podsmaż na patelni – odgrzewane są nawet lepsze, bo takie chrupiące! To jak odgrzewana pizza, no kto tego nie lubi!
    • Mogą poleżeć w lodówce tak maksymalnie 2 dni, potem to już lepiej nie ryzykować, bo Cię żołądek zaboli, i będzie po imprezie.