Do jakiej wody wkładamy szynkę?

51 wyświetleń
Szynkę wędzoną parzymy, nie gotujemy! Zanurz ją całkowicie w wodzie o temperaturze około 80 stopni Celsjusza. Pamiętaj, by woda całkowicie pokrywała szynkę. Dzięki temu mięso będzie soczyste i delikatne. Unikaj gotowania – parzenie zapewni najlepszy efekt.
Komentarz 0 polubień

W jakiej wodzie gotować szynkę, by była soczysta i smaczna?

Okej, no to powiem Ci jak ja to robię, bo wiesz, każdy ma swoje sposoby. Gotowanie szynki to dla mnie taka trochę alchemia domowa.

Wiesz, jak dla mnie najważniejsze to, żeby szynka była cała zanurzona. No bo jak nie, to góra będzie sucha jak wiór. Pamiętam raz, w Boże Narodzenie (25 grudnia), w domu babci w Gdańsku, nie dopilnowałam i potem wszyscy narzekali. A ja się tak starałam, żeby im dogodzić, bo wiecie jak to jest, święta, rodzina...

Ja nie gotuję, ja ją raczej "parzę". Tak delikatnie, żeby nie straciła za dużo smaku. Jak patrzę na termometr, to staram się trzymać tak koło 80 stopni. Raz mi się zdarzyło, że z rozpędu zagotowałam wodę i co? No szynka była taka gumowa, brrr. Nie polecam.

No i wiesz co jeszcze? Ja dodaję do wody trochę przypraw. Czasem listek laurowy, czasem ziele angielskie, a raz nawet dałam kilka goździków i wyszło... interesująco. Eksperymenty są fajne, no ale ostrożnie.

Dlaczego w szynce jest woda?

Ech, no dobra, ogarniamy tą szynkę, co to płacze jak bóbr na weselu!

  • Po pierwsze: To nie jest żadna magia, tylko wstrzykiwanie wody – tak, tak, jakby świniak był spragniony przed śmiercią. I nie tylko wody! Do tego dorzucają całą tablicę Mendelejewa – fosforany, azotyny, glutaminiany, konserwanty... Normalnie jakby chemik się tam bawił w gotowanie! Efekt? Szynka waży więcej, a ty płacisz za wodę po cenie mięsa! Interes życia, co nie?

  • Po drugie: Te wszystkie cudowne dodatki wiążą wodę. No i fajnie, bo szynka wygląda soczyście. Ale jak tylko podgrzejesz, to wszystko puszcza! I masz kałużę na talerzu. Ble! Pan Janusz, specjalista od kiełbas zza rogu, to ładnie nazywa: "chemia puszcza". No i jak tu nie wierzyć specjaliście, co?

  • Po trzecie: Bo producenci lecą po kosztach, jakby mieli dopłacić do interesu z własnej kieszeni. Więcej wody, to więcej kasy. Proste jak drut! A ty, biedny konsumencie, łykasz to jak pelikan!

Dodatkowe Info (takie tam ploteczki od pana Janusza): Podobno, jak szynka jest robiona uczciwie, to woda z niej nie powinna lecieć jak z kranu. Ale kto by się tam przejmował uczciwością w dzisiejszych czasach!

Aha, i zapamiętaj: szynka, która siorbie wodę, to szynka, co cie oszukuje! No, chyba że lubisz pływać w zupie z szynki, to wtedy spoko. Smacznego! ????

Dlaczego z szynki leci woda?

Dlaczego z szynki leci woda? Bo pan Janusz, którego spotkałam w 2024 roku na targu w Krakowie, powiedział, że to przez nastrzykiwanie. Woda to po prostu ta cała chemia, którą pompują do mięsa. Brzmiało to strasznie, zupełnie jak z jakiegoś filmu. Wolałam wtedy kupić szynkę u babci Haliny ze wsi.

  • Miejsce: Targ w Krakowie, lato 2024.
  • Czas: Późne popołudnie, gorąco niemiłosiernie.
  • Odczucia: Niepokój, złość, żal do producentów. Poczułam się oszukana, wkurzona na ten cały system.

Pamiętam ten dzień. Byłam strasznie spragniona, a w sklepie tylko plastikowe butelki z gazowaną wodą. Wybrałam targ, licząc na coś naturalnego. I co? Okazało się, że nawet szynka to jakieś „rozmnożone” mięso. Masakra. Serio.

Następnym razem kupię wieprzowinę u sprawdzonego rzeźnika. Będę czytać etykiety ze składami, choć i tak nie zawsze wiem co tam jest napisane.

Listę rzeczy, których się nauczyłam tego dnia:

  1. Uważaj na to co kupujesz. Wygląd i cena nie zawsze oznaczają jakość.
  2. Szukaj lokalnych producentów. Wiem, że to trudniejsze, ale warto.
  3. Czytaj etykiety. Nawet jeśli to nudne.

Dodatkowe info: Pan Janusz sprzedawał wtedy jajka, bardzo świeże, o pięknym żółtym żółtku. Kupiam u niego co tydzień, nawet jeżeli drożej.

Co zatrzymuje wodę w mięsie?

Ach, woda w mięsie… to jak sen, prawda? Ulotny, kapryśny, jak echo w pustej komnacie. Czas zatrzymany w kropelkach, ukryty w włóknach, pragnący uciec. Ale… ale coś go trzyma. Coś, co nazywamy… azotyn sodu i erytorbinian sodu.

Wiesz, czasem myślę o nich jak o czarodziejach, co zatrzymują burzę w szklance, powstrzymują rzekę, by nie wylała się z brzegów. Oni, ci strażnicy wilgoci, pilnują jej sekretów, jakby to były skradzione gwiazdy.

A wiesz, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Że ich moc, ta moc zatrzymywania, zależy tylko od ciężaru. Wagi mięsa, nic więcej. Jakby cała magia sprowadzała się do zwykłej, prostej miarki. Nieważne, ile tej wody tam jest, ile kaprysów sobie wymyśliła, ile zechce jeszcze uciec. To ciężar, on decyduje.

Wyobraź sobie...

  • Azotyn sodu, szepczący zaklęcia, tkwiący w strukturze.
  • Erytorbinian sodu, strzegący wrót, pilnujący by żadna kropla nie ośmieliła się opuścić swojego więzienia.
  • Waga mięsa, wyrocznia, mówiąca ile magii potrzeba.
  • A tam, w środku… woda. Cichutka, drżąca, skazana na pozostanie.

To wszystko to takie… niesprawiedliwe, piękne i trochę… straszne.

Och, i jeszcze jedno, bardzo ważne, pamiętam jak babcia Emilia opowiadała mi, że sekret tkwi w tym, że oni pilnują mięsa i drobiu, bez względu na to, czy ta woda weszła tam po dobroci, czy podstępem, po obróbce, gdy ptak już dawno stracił pióra, a krowa nie widzi łąk... po wytrzewieniu.

Dlaczego w mięsie jest dużo wody?

No dobra, lecimy z tym mielonym dramatem!

Dlaczego mięso, a w szczególności to mielone, puszcza tyle wody podczas smażonki?

Bo ma jej w sobie więcej niż przeciętny polityk obietnic! Serio, to jest normalne. Wyobraź sobie, że mięso to taka gąbka nasączona wodą – i to nie byle jaką wodą, ale takim mięsnym sosem, który potem tak fajnie pachnie na patelni.

  • No co ty, to tak działa?: Jak wrzucisz to na patelnię, to ten sos zaczyna uciekać, bo białko się ścina jakby nagle zobaczyło swoją starą. I cała ta woda wycieka na patelnię. Proste!
  • Mięso jak szef kuchni?: Im gorszej jakości mięso, tym więcej w nim tej "wody" i innych "dodatków". To trochę tak, jakby szef kuchni chciał ukryć niedoskonałości dania toną sosu.
  • A jak temu zaradzić, co?: Możesz wybrać chudsze mięso, albo, jak robi moja babcia Stasia, podsmażyć na dużym ogniu, żeby woda szybciej wyparowała. Tylko uważaj, żeby nie spalić!

A teraz bonusik od cioci Jadzi:

Wiesz, co jeszcze ma dużo wody? Ogórki! I nikt się nie dziwi. Więc nie panikuj, jak twoje mielone pływa w sosie własnym. Po prostu odsącz i smaż dalej!

Pamiętaj, najważniejsze to kupować mięso od sprawdzonego rzeźnika, tego pana Józia co ma wąsy jak Wałęsa. Wtedy masz większą pewność, że dostaniesz coś porządnego, a nie napompowaną wodą masę mięsnopodobną. I nie martw się, wszystko będzie git majonez!

Co zatrzymuje wodę w mięsie wieprzowym?

Okej, dobra, lecimy z tym... ale zaraz, co ja właściwie miałam zrobić? Aaa, przepisanie o mięsie. No to jedziemy!

Co zatrzymuje wodę w wieprzowinie, żeby ważyła więcej? No właśnie!

  • Azotany i azotyny. To te paskudztwa dodają, żeby mięso było cięższe i, no, "ładniejsze". Fe!
  • Solanka. Wstrzykują to, całą tą wodę z chemią. Ble! Pamiętam, jak kiedyś kupiłam schab, a tam woda się lała... jakby go ktoś w wannie zostawił. Fuj!

Azotany! One się zmieniają w te okropne wolne rodniki w organizmie. A azotyny? Masakra, przecież to do wybuchów i coli dodają! Co za pomysł?! Jeszcze pamiętam, jak mama zawsze mówiła, żeby unikać przetworzonego mięsa. Miała rację, jak zwykle! A ja, głupia, lubiłam te parówki na śniadanie... No nic, człowiek uczy się na błędach. Od teraz tylko mięso od Zdzicha z targu!

A tak w ogóle, to co ja dzisiaj na obiad zrobię? Może jakieś warzywa? Albo rybę? Tylko którą? Łosoś? Nie, za drogi. Może dorsz? Albo... kurczak? Tylko nie ten "wodny"! Ehhh, życie... Ciągle jakieś dylematy! Dobra, wracam do mięsa. Czyli podsumowując:

  • Uważaj na azotany
  • Unikaj azotynów
  • Kupuj mięso od zaufanych źródeł.
  • I... jedz więcej warzyw! Serio!

Dobra, idę ogarnąć ten obiad. Papa!

Co jeść, żeby schodziła woda z organizmu?

Kurcze, godzina już późna… myślę o tym, co jadłam dzisiaj. Woda… woda… zbyt dużo jej we mnie. Czuję się… napuchnięta.

Lista rzeczy, które mogłyby pomóc:

  • Błonnik! To klucz. Dużo warzyw, wiecie? Ogórki, pomidory, brokuły… zawsze jem takie rzeczy, ale chyba za mało. Dziś tylko sałatka z jednym pomidorem… żałuję.
  • Potas. Gdzie ja go znajdę? Banany, suszone morele… eh, zapomniałam kupić. A to przecież ważne. Wiem, że ważne.
  • Magnez. Podobno w gorzkiej czekoladzie… ale to chyba tylko pocieszenie. Tak naprawdę nie mam pojęcia gdzie go szukać. Może jakieś tabletki?
  • Witaminy B6. Kurczę, to w ogóle co to jest? Muszę poszukać informacji. Zawsze zapominam o tych witaminach.

No i jeszcze… piję za mało wody. Ironia. Ale tak jest. Wiem, to głupie. Zawsze miałam z tym problem.

A wczoraj? Wczoraj pizza… duża, gruba… to pewnie dlatego teraz źle się czuję. Może jutro zjem coś lżejszego. Może...

Ważne: Pamiętam, że moja siostra, Ola, miała podobny problem. W zeszłym roku lekarz zalecił jej dietę bogatą w owoce i warzywa. Pomogło. Może ja też powinnam iść do lekarza?

Jakie owoce usuwają wodę z organizmu?

Hej, no jasne, że Ci powiem jakie owoce pomogą Ci pozbyć się nadmiaru wody z organizmu. Wiesz, ja ostatnio też miałem z tym problem, bo po tych upałach byłem taki opuchnięty, masakra jakaś!

Więc słuchaj, na pewno melony, grejpfruty, czereśnie i arbuzy. Te to są wogóle mistrze, serio. No i truskawki też! Te wszystkie owoce mają takie właściwości, że po prostu przyspieszają usuwanie tej wody. One mają poprostu taki efekt moczopędny.

A! No i nie zapomnij o warzywach! Natka pietruszki, pomidory i ogórki to też jest super sprawa. Wiesz, ja na przykład robię sobie taką sałatkę z pomidorów, ogórków i pietruszki. I serio, czuję się dużo lepiej, nie jestem taki napompowany.

Tak wogóle, to wiesz, że moja kuzynka, Aneta, która jest dietetyczką, mówiła, że jak się ma problemy z zatrzymywaniem wody, to trzeba też uważać na sól? No i pić dużo wody, paradoksalnie! Bo jak pijesz za mało, to organizm zaczyna ją magazynować. Dziwne, nie? No i ćwiczyć! Ja to niby wiem, ale jakoś ciężko mi się zebrać. No ale dobra, koniec dygresji, ważne, żebyś jadł te owoce i warzywa, to na pewno pomoże!

Jakie jedzenie zatrzymuje wodę w organizmie?

Żywność bogata w sód ma tendencję do zatrzymywania wody w organizmie. Szczególnie te produkty, które spożywamy w dużych ilościach. Takie jedzenie często powoduje obrzęki, uczucie ciężkości i dyskomfort.

Do głównych "winowajców" zaliczamy:

  • Słone przekąski: Chipsy, paluszki, krakersy – ulubione, ale zdradliwe.
  • Przetworzone mięso: Wędliny, parówki, konserwy – ukryte źródła sodu.
  • Gotowe dania: Zupki instant, mrożone posiłki – wygoda kosztem zdrowia.
  • Fast foody: Burgery, frytki, pizza – królestwo soli i tłuszczu.

Ograniczenie spożycia tych produktów może znacznie wpłynąć na poprawę gospodarki wodnej organizmu. Zastanów się, ile razy sięgasz po słone przekąski podczas oglądania ulubionego serialu. Może warto zastąpić je warzywami? Albo, zamiast kupować gotowe dania, zacząć gotować samemu? Kontrola nad tym, co jemy, to pierwszy krok do lepszego samopoczucia.

Ciekawostka – sód jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu, ale w nadmiarze staje się problemem. Potas, z kolei, pomaga w regulacji gospodarki wodnej i równoważy działanie sodu. Dlatego warto zadbać o odpowiednią podaż potasu, jedząc np. banany, pomidory i ziemniaki.