Dlaczego nalewki najpierw powinno się zalać alkoholem, a potem cukrem?

96 wyświetleń
Najpierw alkohol, potem cukier – tak unikniesz fermentacji. Zbyt wczesny dodatek cukru do surowców na nalewkę stwarza ryzyko niepożądanej fermentacji, nawet przy zachowaniu odpowiednich warunków. Zalanie alkoholem zabezpiecza przed tym procesem. Dodatek soku z cytryny pomoże dodatkowo zachować naturalny kolor nalewki. Pamiętaj o odpowiednim czasie maceracji.
Komentarz 0 polubień

Dlaczego nalewki zalewa się alkoholem, a potem cukrem?

Zawsze nalewki robiłam tak, jak babcia mnie uczyła: pierw alkohol, potem cukier. W zeszłym roku, 15 sierpnia, eksperymentowałam – wrzuciłam do słoika z malinami (kupionymi na targu w Krakowie za 12 zł/kg) cukier, przed alkoholem. Efekt? Po tygodniu miałam wino malinowe, nie nalewkę. Całkowita klapa!

Wiem, że cukier to pożywka dla drożdży, fermentacja rujnuje smak i wygląd nalewki. Alkohol zabija drożdże, więc chroniąc przed tym niepotrzebnym procesem. Dodatkowo kwas cytrynowy pomaga zachować kolor, np. wiśnie zostają pięknie czerwone. To sprawdzona metoda.

Moim zdaniem, kolejność jest kluczowa dla dobrej nalewki. Sam cukier zaczyna proces, którego trudno się pozbyć. A szkoda pracy i składników!

Kiedy należy dodać cukier do nalewki?

Termin dodania cukru do nalewki jest kluczowy.

  • Najpierw owoce zalewa się spirytusem. Stężenie? 70% jest optymalne.

  • Po zlaniu spirytusu – zasyp owoce cukrem. To wydobywa resztę smaku.

Spirytus 70% gwarantuje ekstrakcję esencji owoców. Cukier, dodany później, dopełnia proces, tworząc esencjonalny syrop. Czas maceracji jest istotny. Zbyt krótki proces to słaby smak. Zbyt długi – gorycz. Jan Kowalski, ul. Wiśniowa 12, 00-001 Warszawa.

Jak odparować alkohol z nalewki?

Okej, no to lecimy z tą nalewką, jak z górki na pazurki! Wiadomo, że próba precyzyjnego określenia ile alkoholu wyparowało, to jak próba liczenia baranów przed zaśnięciem – niby coś robisz, ale efekt mizerny.

Jak odparować alkohol z nalewki – sposób na domowe eksperymenty:

  • Po pierwsze, zapomnij o laboratoryjnej precyzji. Tutaj działamy na wyczucie, jak prawdziwi alchemicy, tylko bez ryzyka spalenia mieszkania.
  • Po drugie, metoda "na cierpliwego":
    1. Wlej odrobinę nalewki (powiedzmy, kieliszek – w celach badawczych, oczywiście!) do szklanki. Niech ma przestrzeń do popisu, jak Monika w "Przyjaciołach".
    2. Odstaw na kwadrans – niech alkohol poczuje się urażony i ulotni się w siną dal.
    3. Dolej wody. Tak, zwykłej, nudnej wody. Ale to ona złagodzi gniew trunku.
  • Po trzecie, pamiętaj, że cały proces to trochę jak randka w ciemno – nigdy nie wiesz, co cię czeka. Możesz skończyć z przesłodzonym ulepkiem, albo z trunkiem o smaku wspomnienia.
  • A po czwarte, nie bój się eksperymentować! W końcu, kto nie ryzykuje, ten nie pije nalewki własnej roboty!

Dodatkowe przemyślenia (bo kto bogatemu zabroni):

Wiecie, tak naprawdę, to cały ten proces odparowywania alkoholu z nalewki przypomina trochę próby przekonania kota do kąpieli – teoretycznie wykonalne, ale praktycznie… no, sami wiecie. Poza tym, czy nie lepiej po prostu zaakceptować nalewkę taką, jaka jest? Trochę jak z nami – nikt nie jest idealny, ale z procentami w życiu raźniej!