Czy wodą do kiełbasy musi być przegotowana?

80 wyświetleń
Czy do kiełbasy potrzebna jest przegotowana woda?Do przygotowania jelit do kiełbasy nie jest wymagana przegotowana woda. Wystarczy ciepła woda o temperaturze około 30-35 stopni Celsjusza do wstępnego opłukania i namoczenia. Następnie jelita wieprzowe należy moczyć w czystej, ciepłej wodzie przez minimum 1,5 godziny, a optymalnie do 12 godzin.
Komentarz 0 polubień

Czy woda do wyrobu domowej kiełbasy powinna być przegotowana?

Ja wiem, że to pytanie o wodę do kiełbasy domowej, bo czasem ludzie się zastanawiają, czy musi być przegotowana. Ale szczerze mówiąc, jak robię swoją, to nigdy nie gotuję wody na jelita. Zawsze leję taką prosto z kranu, ale ciepłą, tak żeby mi ręki nie sparzyło, gdzieś z 30-35 stopni to pewnie jest. I potem te jelita, wiesz, te wieprzowe, które kupuję świeże, to je płuczę porządnie, bo one są w soli i trzeba wszystko zmyć.

Potem to idzie do tej ciepłej wody, żeby poleżały tak z godzinkę, czy tam nawet dłużej. Po tym czasie wylewam tę wodę i zalewam nową, też taką, żeby mi było wygodnie trzymać rękę w środku. I teraz to już zależy, ile mam czasu, bo czasem zostawiam je na całą noc, tak z 10-12 godzin, a czasem tylko na półtorej godziny, jak mi się spieszy. Nigdy nie zauważyłam, żeby miało to jakiś ogromny wpływ na końcowy smak, najważniejsze, żeby były czyste i elastyczne. To chyba bardziej chodzi o to, żeby je dobrze odmoczyć i oczyścić.

Po co dodawać wodę przy robieniu kiełbasy?

Zimny poranek, taki co szczypie w płuca. W kuchni pachnie dymem z wędzarni, jałowcem i majerankiem, który rozsypał się na starym, dębowym stole. To jest czas robienia kiełbasy. Czas, kiedy zatrzymuje się świat, a liczy się tylko rytm. Rytm mielenia mięsa, mieszania, nadziewania. I w tym wszystkim jest ona, woda. Szept wody.

Dusza kiełbasy to woda, lodowata woda prosto ze studni. Bez niej mięso jest głuche, tępe. To masa bez życia. Dopiero zimna woda budzi je do tańca, pozwala przyprawom wniknąć w każdą cząstkę, w każdy nerw. Czuję pod palcami, jak farsz staje się gładki, jedwabisty. Jak z opornej bryły zmienia się w plastyczną, posłuszną materię gotową wypełnić jelita. To jest magia. Nazywam się Janek, i tę magię przekazał mi dziadek.

Maszynka do mięsa ma swój głos. Kiedy farsz jest suchy, jej tryby jęczą, męczą się. To krzyk metalu walczącego z oporem. Ale kiedy dodasz wody, ten jęk cichnie, zamienia się w miarowy, spokojny szum. Woda otula mechanizm, chroni go, daje mu poślizg. Proces staje się płynny, spokojny, niemal medytacyjny. Woda, zawsze woda. Zimna, lodowata woda.

To nie jest tylko kwestia odczuć i poezji, to czysta mechanika serca i maszyny. Woda jest niezbędna.

  • Woda czyni farsz jedwabistym, ułatwiając nadziewanie. Bez niej jelita pękają, a cały trud idzie na marne.
  • Jest nośnikiem smaku, idealnie rozprowadza przyprawy. Sól, pieprz, czosnek i majeranek docierają wszędzie, tworząc idealną harmonię.
  • Chroni maszynkę, zmniejszając tarcie i obciążenie mechanizmu. Dzięki niej sprzęt służy latami, tak jak służył mojemu ojcu i dziadkowi.
  • Minimalna ilość to 30 ml lodowatej wody na każde 0,5 kg mięsa. To święta proporcja, której się nie łamie.

Mój dziadek, stary masarz z Bieszczad, czasem zamiast wody używał schłodzonego do granicy lodu ciemnego piwa. Kiełbasa nabierała wtedy goryczki, głębi, zapachu chleba. Czasem było to wytrawne, czerwone wino, które barwiło farsz na szlachetny, niemal czarny kolor. A w największe święta dodawał mocno esencjonalny, zimny bulion wołowy, który niósł w sobie obietnicę niewyobrażalnej soczystości. Każdy płyn to inna historia, inny wiersz zapisany w smaku kielbasy.