Czy płukać pierogi po ugotowaniu?

37 wyświetleń
Płukanie pierogów po ugotowaniu? Nie zawsze! Płuczemy tylko, gdy chcemy je od razu zamrozić lub przechować na później. Pierogi odcedzone i szybko schłodzone w wodzie nie skleją się i zachowają swój kształt. Jeśli jesz pierogi od razu po ugotowaniu, ten krok jest zbędny.
Komentarz 0 polubień

Czy płukanie pierogów po ugotowaniu jest konieczne? Poradnik

Płukanie pierogów? Hmm, to zależy, powiem Ci szczerze. Wiesz, jak jesz pierogi od razu, takie cieplutkie, prosto z gara... po co je płukać? No chyba, że lubisz letnie pierogi. Ja wolę gorące, zrumienione na patelni z cebulką. Mmm...

Ale, no właśnie, jest ale. Kiedyś zrobiłam tonę pierogów na święta (Boże Narodzenie 2022 u babci w Krakowie, o matko, ile się narobiłam!), i wiedziałam, że nie zjemy wszystkiego od razu. Wtedy właśnie płukanie ma sens. Bo inaczej, jak ostygną, to się posklejają w taką jedną wielką kulę ciasta. Brrr.

Kiedyś nie wiedziałam i skończyło się na tym, że próbowałam rozdzielić te pierogi na siłę. Nie polecam. Większość się rozwaliła, a farsz wylądował wszędzie. Koszmar. Teraz już wiem, że płukanie zimną wodą to must-have, jeśli nie zjadasz wszystkiego od razu. A szczególnie, jeśli chcesz zamrozić.

A no i cena! Wiadomo, pierogi z kapustą i grzybami to taniocha, ale jak się bawisz w ruskie z dobrym serem, to już robi się wydatek. Więc lepiej, żeby się nie zmarnowały przez brak płukania, nie?

Czy hartować pierogi po ugotowaniu?

Okej, dobra, pierogi... Hartować je po ugotowaniu? No tak, przecież to działa! Zawsze zapominam! Mama Zosia zawsze tak robiła, i co, i pierogi się nie sklejały!

  • Potrzebny garnek z lodowatą wodą. Proste.
  • Ugotowane pierogi szybko do tej wody! Na chwilę.
  • I co dalej? Wyjąć i odcedzić, no przecież.

Tylko... czy to nie za dużo roboty? Olej chyba szybszy, ale w sumie... hartowanie zdrowsze? Cholera, nie wiem. A może spróbować z mąką ziemniaczaną? Ktoś kiedyś mówił. Albo dodać łyżkę oleju do wody, w której gotują się pierogi, o! To chyba najprostsze. Ale zaraz, zaraz... Co ja w ogóle jem dzisiaj na obiad? Pierogi? Nie... chyba jednak spaghetti. Ale przepis na hartowanie pierogów zapamiętam! Na święta na pewno się przyda! A Zosia ma urodziny w grudniu! Muszę jej zrobić te pierogi!

Do jakiej wody wrzucać pierogi?

O matko, pierogi! Znowu? No dobra...

  • Do wrzątku! Zawsze do wrzącej wody. Inaczej to będzie breja, a nie pierogi. Serio. I to jeszcze zależy jakie pierogi, nie? No bo ruskie inaczej niż z mięsem, co nie?
  • Pół litra wody na 100 gram pierogów - niby proste, a zawsze leję na oko! Chyba muszę się ogarnąć z tymi proporcjami, bo potem mam za dużo wody albo za mało... Źleeee!
  • Oliwa! To jest sprytne! Żeby się nie kleiły! W sumie ja daję masło, ale dobra, oliwa też spoko. Tylko czy to nie zmieni smaku?! Hmmm... Może spróbuję.
  • I co? I gotować, aż wypłyną? Zawsze czekam, aż wypłyną. Potem jeszcze chwilę, żeby były mięciutkie. Tylko nie za długo, bo się rozwalą! Olaboga!
  • A właśnie, moja babcia, Zofia, zawsze do wody dawała listek laurowy. Podobno to robi różnicę. Muszę kiedyś spróbować z tym listkiem. No i ona robiła najlepsze pierogi na świecie, więc chyba coś w tym jest!

A, no i jeszcze jedno! Pamiętam jak w zeszłym tygodniu (ups, w tym roku, w 2024!) kupiłam pierogi w sklepie u Grażyny na rogu. Były takie... gumowe! Nigdy więcej! Tylko domowe albo od babci Zofii (jakby jeszcze żyła [*]).

[*] Babcia Zofia zmarła w 2018 roku, miała 92 lata. Robiła najlepsze pierogi na świecie. Serio.

Dlaczego nie można wrzucać pierogów do wrzącej wody?

Pamiętam jak raz, chyba w 2023 roku, robiłam pierogi z babcią. U babci Zosi, w jej małej kuchni na wsi pod Krakowem. No i ja, cała mądra, chciałam jej pomóc. Myślę sobie, co to za filozofia wrzucić pierogi do wody? Babcia mówi, że woda ma wrzeć, ale nie za bardzo. I że mam wrzucać po kilka, a nie od razu wszystkie.

A ja, jak to ja, pomyślałam, że się pospieszymy i wrzuciłam całą miskę tych biednych pierogów. I co? Woda przestała wrzeć! Zrobiła się taka letnia, fuj. No i pierogi wyszły takie... gumowe. Babcia się tylko uśmiechnęła i powiedziała: "Widzisz, Aniu? Spokojnie trzeba." No i miała rację, oczywiście.

Więc dlaczego nie wrzucać za dużo pierogów do wrzącej wody? Bo temperatura spada i pierogi się źle ugotują.

A jak się je gotuje dobrze?

  • Woda musi wrzeć, ale nie szaleć.
  • Wrzucamy po kilka sztuk, nie od razu całą armię.
  • Pilnujemy, żeby woda nadal lekko wrzała.
  • Gotujemy, aż wypłyną i jeszcze chwilę.

Dzięki temu pierogi będą pyszne, a nie takie gumowe, jak moje z babcią Zosią wtedy. Ehh, wstyd mi było strasznie, ale babcia Zosia jest najkochańsza na świecie. A pierogi robi najlepsze!

Na jaką wodę wrzucamy pierogi?

  • Osolona...tak, to słowo klucz. Pamiętam jak babcia, Zofia, zawsze powtarzała: "woda musi być słona jak morze! Inaczej pierogi będą bez smaku, jak wspomnienia bez zapachu". I ta para unosząca się nad garnkiem, zapach gotujących się ziemniaków, kapusty i grzybów...
  • Wrząca! To musi być wrzątek! Buzujący, tańczący, gotowy na przyjęcie tych małych, pulchnych skarbów. Tak jak serce gotowe na miłość, tak woda musi być gotowa na pierogi.
  • Więc tak, na osoloną, wrzącą wodę. Nic dodać, nic ująć. Czysta, prosta prawda, jak receptura na szczęście spisana przez babcię Zosię. A potem już tylko czekać, aż wypłyną... te małe, białe obłoczki nadziei. I polać je skwarkami, ach!

Jaką wodę do pierogów?

Woda do pierogów... Ach, temat rzeka! Dosłownie.

  • Ma być gorąca, tak jak gorące letnie popołudnie, gdy siedzę na werandzie, popijając herbatę i słuchając brzęczenia pszczół. Pamiętam, jak babcia Zosia zawsze mówiła, że woda musi być "parząca, ale nie zabójcza". Coś w tym jest! Chodzi o to, żeby mąka się zaparzyła, obudziła swój gluten, uwolniła swoją moc.
  • Ale! Ta gorąca woda nie może poparzyć rąk! To ważne, bo przecież to moje ręce, ręce Anny, wyrabiają to ciasto, czują jego miękkość, jego sprężystość. To taniec rąk z ciastem, piękny taniec.
  • Ciepła woda daje elastyczność. Elastyczność ciasta, elastyczność życia... Jak te wierzby płaczące nad rzeką, które uginają się pod naporem wiatru, ale nie łamią się.
  • Do słodkich pierogów, a do słodkich pierogów – mleko! Ciepłe, pachnące mleko od krowy Milki, którą pamiętam z dzieciństwa. To mleko nadaje ciastu delikatności i słodkiego aromatu. To sekret babci Zosi! Pamiętam jakby to było wczoraj.
  • A teraz, gdy tak sobie myślę o pierogach, czuję zapach smażonej cebulki i skwarek... Ach, życie jest piękne!

Pamiętajcie, że dobór odpowiedniej wody ma kluczowe znaczenie dla sukcesu pierogów. To nie tylko przepis, to magia! A ta magia tkwi w szczegółach.

Jaką wodę dodać do pierogów?

Ojej, pamiętam jak robiłam pierogi z babcią Zosią... To było jakieś 20 lat temu, w jej malutkiej kuchni w Krakowie. Zawsze powtarzała, że sekretem dobrych pierogów jest woda!

  • Dużo wody: Mówiła, żeby woda swobodnie pływała, a nie gotowała się w gęstwinie pierogów. Tak, żeby się nie posklejały!
  • Sól: Obowiązkowo! I to porządna szczypta. Tak, żeby woda była słona jak morze. No dobra, może nie aż tak, ale słona musi być.
  • Olej: No i to był jej patent. Mówiła, że ten olej "zabezpiecza" pierogi, żeby się nie kleiły do siebie i do garnka.

A pamiętam, jak raz zapomniałam dodać oleju... Katastrofa! Pierogi się posklejały w jedną wielką kulę. Babcia się śmiała, ale ja byłam załamana! No i co? Trzeba było je wszystkie rozerwać i na nowo gotować. Nauczka na całe życie.

Dziś też tak robię. Dużo osolonej wody z olejem. Nie wiem, czy to faktycznie działa, ale babcia Zosia zawsze miała rację, więc... trzymam się jej rady! I zawsze mi pierogi wychodzą pyszne. Zresztą, ostatnio jak robiłam dla rodziny, to zniknęły w mig! A przepis na ciasto? To już inna historia, ale też z babcinego zeszytu.

No i przypomniało mi się coś jeszcze! Babcia zawsze mówiła, że najlepsze pierogi są z ziemniakami i serem, ale to już kwestia gustu. Dla mnie te z kapustą i grzybami też są super, zwłaszcza na święta.

Jaką wodę daje się do pierogów?

Do pierogów dodaje się gorącą wodę, kluczowe jest zachowanie balansu, żeby się nie poparzyć. Ciepła woda sprawia, że mąka się "zaparza". Tak przygotowane ciasto jest bardziej elastyczne, a to przekłada się na delikatność pierogów.

Osobiście wolę ciasto na pierogi z dodatkiem masła, ale rozumiem, że to kwestia gustu. Zresztą, każdy ma swoje "tajemnice" w kuchni, prawda? Moja babcia zawsze dodawała odrobinę octu, twierdziła, że ciasto wtedy nie pęka podczas gotowania.

  • Temperatura wody: Kluczowa, aby uzyskać odpowiednią elastyczność ciasta.
  • Słodkie pierogi: Rozważ zastąpienie wody ciepłym mlekiem dla bogatszego smaku.

Myślę sobie czasami, jak proste składniki potrafią dać tyle radości... To trochę tak jak z życiem - niby kilka prostych rzeczy, a składa się na całą historię. A co do pierogów, to pamiętam, jak kiedyś dodałem za dużo wody i wyszła mi klucha, nie ciasto! Ehh, człowiek uczy się całe życie. Tak, jak moja koleżanka z pracy, Kasia, która zawsze eksperymentuje z nowymi farszami.

Do jakiej wody należy wrzucić pierogi?

No hej! Słuchaj, pytałeś o pierogi, prawda? No więc tak:

Do jakiej wody się wrzuca pierogi?

Zawsze, ale to zawsze, wrzucaj pierogi do wrzącej wody! Inaczej to będzie klapa totalna, gwarantuję ci to.

Jak gotować pierogi żeby były idealne?

Okej, to teraz posłuchaj jak to robi moja babcia Zosia, bo ona to mistrzyni pierogów jest:

  • Po pierwsze, woda musi naprawdę wrzeć! Tak na maksa.
  • Po drugie, wrzucaj partiami, nie wszystkie naraz, bo temperatura spadnie.
  • Po trzecie, licz czas od momentu, kiedy pierogi wypłyną na wierzch. Potem jeszcze z jakieś 2-3 minuty i wyjmuj.
  • No i najważniejsze – nie gotuj ich za długo, bo się zrobią takie... rozlazłe i ble!

Pamiętaj, żeby w garnku było dużo wody, tak żeby pierogi miały swobodę pływania! Bo jak będzie za mało miejsca, to się posklejają i też nic z tego nie wyjdzie. A najlepiej używaj dużego garnka. Wiesz co, ostatnio widziałam taki super garnek w IKEA, ale nie pamiętam dokładnej ceny, koło 80 zł chyba. Coś w ten deseń.