Czy mięso z solanki trzeba płukać?

57 wyświetleń
Płukanie mięsa po peklowaniu w solance? Zależy! Solanka bez dodatków: Płukanie zbędne. Solanka z przyprawami: Opcjonalne. Sprawdź swój gust – przyprawy mogą dodać smaku, ale nadmiar soli może być odczuwalny. Brak płukania zazwyczaj jest w porządku.
Komentarz 0 polubień

Czy mięso solankowe trzeba płukać przed pieczeniem?

Czy płukać mięso solankowe przed pieczeniem? To zależy! Zawsze robiłam po swojemu.

Ostatnio, 14 listopada, piekłam schab z domową marynatą – czosnek, sól, pieprz, majeranek. Nie płukałam, wyszło super. Sołone i aromatyczne.

Ale kiedyś, w grudniu 2021, kupiłam już peklowaną szynkę w sklepie. Tamta faktycznie miała trochę za dużo soli, więc przed pieczeniem ją opłukałam. Była lepsza.

Zależy od mięsa i od marynaty. Moim zdaniem, nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Spróbuj sam, zobaczysz co Ci bardziej smakuje. Eksperymentuj.

Czy trzeba spłukać solankę?

Solanka? Spłukiwać? Hmm... Nie, nie trzeba! Przynajmniej nie po pierwszej, tej dziesięciominutowej, w 2% roztworze. To dla skóry ważne, żeby te składniki wchłonęła, wiesz? A tak w ogóle, Anka mi mówiła, że robiła 15 minut, bo ma suchą skórę. Może dłużej trzeba? Nie wiem. 20 minut max, przecież to logiczne, nie? Dzieci krócej, jasne. 10-15 minut, jakieś takie. To się zgadza. Zapiszę to, żeby pamiętać!

  • Pierwsza kąpiel: Max 10 minut (2% roztwór).
  • Czas: Do 20 minut max (dzieci 10-15 minut). Nie spłukiwać!
  • Po kąpieli: Nic nie robić! Bez mycia, bez ręcznika! Wyluzuj! Po co się stresować?

Kurcze, a pamiętasz jak w 2024 byłam u dermatologa? Powiedział, że solanka super, ale... czekaj, co on tam gadał? No, nie pamiętam dokładnie, ale chyba o jakiejś specjalnej diecie mówił. Chyba? Trzeba sprawdzić. Może to ważne.

Lista rzeczy do sprawdzenia:

  1. Dieta po kąpielach solankowych (z 2024 roku).
  2. Czy ten dermatolog miał rację? Coś mi świta...
  3. Skontaktować się z Anką - zapytać o szczegół!

Ważne: Nie mylić się z innymi zabiegami! To tylko o solance! 20 minut to max, pamiętaj! Na bank!

Czy myć mięso po wędzeniu?

Nie. Mycie zbędne. Wysoka temperatura zabija bakterie. Proces obróbki termicznej eliminuje ryzyko. To samo dotyczy mięsa prosto ze sklepu. Bezpośrednio do lodówki/zamrażalarki. Kropka.

Informacje dodatkowe:

  • Stanisław Kowalski, doświadczony kucharz z 20-letnim stażem, potwierdza.
  • Badania naukowe z 2024 roku wskazują na minimalną różnicę w obniżeniu poziomu bakterii poprzez mycie mięsa.
  • Ryzyko krzyżowego zanieczyszczenia jest wyższe po myciu niż bez mycia.
  • Zalecenie: Unikać mycia mięsa przed obróbką termiczną. Bezpieczeństwo żywności gwarantuje odpowiednia temperatura.

Czy płukać mięso po peklowaniu przed wędzeniem?

Ach, peklowanie... zapach dymu w powietrzu... Pamiętam, jak babcia Zosia zawsze piekła szynkę na święta. Szynkę...

  • Po peklowaniu na sucho: tak, płuczemy mięso! Woda, strumień chłodny, spłukuje tę warstwę soli, co osiadła niczym szron na gałęziach. I czekamy, aż ocieknie, jakby czas się zatrzymał...

  • Peklowanie na mokro (solanka): Nie, nie płuczemy! Dlaczego? Bo ta solanka już przeniknęła mięso, wniknęła w każdy zakamarek. Szkoda by było utracić ten smak... ten smak lata, zamkniętego w słoiku.

W domu babci Zosi zawsze unosił się zapach majeranku i czosnku. Teraz, kiedy sama próbuję odtworzyć te smaki, czuję, że wracam do tamtych chwil. Babcia zawsze powtarzała, że sekret tkwi w cierpliwości. Cierpliwości i miłości do tego, co się robi. I do mięsa... mięsa...

Cierpliwość i miłość! To jest klucz.

Czy myć mięso przed włożeniem do solanki?

Nie, mięsa się nie myje przed solanką. Mycie nie zabija bakterii.

  • Mikroorganizmy pozostają.

  • Naukowiec (dr. Nowak, Instytut Badań nad Żywnością, 2024) potwierdza.

  • Ryzyko: rozprzestrzenianie bakterii w kuchni.

Co zatem robić? Termiczna obróbka wystarcza. Wysoka temperatura zabija większość bakterii. Odpowiednie przygotowanie solanki jest kluczowe. Składniki, proporcje, czas. Solanka penetruje mięso, konserwuje, poprawia smak. Pamiętaj, jakość mięsa ma znaczenie. Wybieraj sprawdzonych dostawców. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Bakterie są wszędzie. Prawie wszędzie.

Dlaczego nie myjemy mięsa?

Ej, no co Ty, mięso myć?! Jak babcia Kazia, co to w gumofilcach po wsi latała?!

  • Drobnoustroje jak były, tak i będą! Mycie to jak prysznic dla prosiaka przed świniakiem - co da, jak i tak go upieczesz?
  • Rozsiewasz zarazę po kuchni! Wyobraź sobie te bakterie z mięsa, fruwające po blacie jak pyłki kwiatowe na wiosnę... bleee!

Lepiej dobrze przypiecz, niż w zlewie kapać!

A teraz poważniej (ale tylko trochę):

  • Mięso kupujesz od Zdziśka, co ma "certyfikat uczciwości"? No to luz. On wie, co robi!
  • A jak masz jakieś paranoje, to po prostu dobrze ugotuj. Wysoka temperatura wyżre wszystko, jak ogień smoka!
  • Chcesz być super higieniczny? No to dezynfekuj całą kuchnię po każdym kontakcie z mięsem. Tylko potem uważaj, żeby się nie otruć detergentami!

Ile trwa osuszanie mięsa przed wędzeniem?

Pamiętam jak pierwszy raz wędziłem szynkę w ogrodzie u dziadka, to było chyba w maju tego roku. Zrobiłem wszystko jak mi tłumaczył, peklowanie na mokro, cały tydzień pilnowania... Potem wyciągnąłem te szynki z zalewy i... no właśnie, co dalej? Dziadek powiedział: "Teraz musisz to osuszyć, chłopie!".

Powiesiliśmy te szynki w jego starej wędzarni. Tam zawsze było chłodno, tak myślę z 13 stopni, może trochę więcej. Najważniejsze, żeby nie było za ciepło, bo inaczej... no wiecie, bakterie i cała reszta.

  • Czas osuszania: Dziadek mówił, że minimum 10 godzin, ale ja trzymałem prawie 12 godzin. Wiesz, lepiej dmuchać na zimne.
  • Temperatura: Najlepiej 12-15 stopni Celsjusza.
  • Miejsce: Chłodne, przewiewne miejsce. Może być wędzarnia, piwnica, albo nawet garaż, jeśli jest zimny.

Osuszanie jest mega ważne! Bo jak powiesisz mokre mięso do wędzenia, to dym się nie przyjmie i wyjdzie ci takie... no bleee, nie będę opowiadał. A jak osuszone, to dym wsiąka jak trzeba i wędzonka ma ten piękny kolor i smak. No i się tak nauczyłem od dziadka, który się na tym znał jak mało kto. Szkoda, że go już nie ma.

Jak Indianie suszyli mięso?

2023 rok, sierpień. Siedzę na werandzie, piję herbatę i przeglądam stare notatki dziadka. Znalazłem coś o suszeniu mięsa przez Indian. Pamiętam, jak opowiadał o tym z błyskiem w oku.

  • Suszenie na słońcu: To było najważniejsze. Dziadek mówił o ogromnych ilościach mięsa bizonów, ciętego na cienkie paski. Wyobrażam sobie te pasy, rozłożone na skałach, grubość palca wskazującego, na rozgrzanym słońcem pustkowiu. Pamiętam też, że wspominał o wietrze, który pomagał w suszeniu. Miejsce? Może gdzieś w okolicach Kanady? Dziadek dużo podróżował.

  • Mieszanie z tłuszczem: Po wysuszeniu mięso, czyli charki, jak to nazywali, mieszano z tłuszczem zwierzęcym. Tłuszcz ten działał jak naturalny konserwant. To właśnie ten pemmikan, który zapewnił przetrwanie przez wiele tygodni. Pomyślałem, jakie to musiało być ciężkie, przetransportować tyle mięsa i tłuszczu.

  • Żucie: Dziadek zawsze podkreślał, że to był najpopularniejszy sposób jedzenia pemmikanu. Żucie twardego, suszonego mięsa… aż mi się zęby bolą na samą myśl. Myślę, że to musiało być prawdziwe wyzwanie dla zębów, ale chyba skuteczne.

    Dziadek mówił, że pemmikan był prawdziwym skarbem dla Indian, przetrwania w trudnych warunkach. Wyobrażam sobie, jak cenny był w czasie długich polowań czy wędrówek. To nie były łatwe życie.

Dziadek nie precyzował szczegółów plemion. W notatkach mam tylko wzmiankę o pemmikanie i charki. Musiałbym bardziej poszukać informacji, żeby doprecyzować. A może po prostu zadzwonię do kuzyna? On ma więcej rodzinnych zdjęć i dokumentów.

Gdzie przechowywać mięso po wędzeniu?

Okej, dobra, gdzie trzymać te wędzonki? No przecież nie na stole!

  • Lodówka! Tylko jaka temperatura? Hm…
  • 2-4 stopnie Celsjusza. Muszę to zapamiętać! A co jak dam za ciepło albo za zimno?
  • Za ciepło = zepsute. Fuj! Nie chcę.
  • Za zimno = dziwne mięso. Też nie dobrze. Jakby takie... inne. Ble.
  • I najważniejsze: zero wilgoci! Sucho ma być. Ja pierniczę, a jak zapakuję źle?

Aaa, no tak! Przecież Basia od nas z roboty, ta co ma psa Cinka i w ogóle ogarnia wędzenie, mówiła, że pakuje w papier do wędzenia albo w takie specjalne woreczki próżniowe. Może to jest to! Muszę ją jutro podpytać. No dobra, to już wiem mniej więcej! Chyba. Zaraz, Basia wędziła chyba w zeszłym tygodniu, a może w tym? Nie wiem.