Czy do solanki musi być przegotowana woda?

37 wyświetleń
Nie, woda do solanki nie musi być przegotowana. Zaleca się użycie czystej wody: kranówki (zimnej) lub butelkowanej. Unikaj surowych przypraw w solance, by zapobiec psuciu się mięsa. Czystość wody jest kluczowa, a gotowanie jest zbędne.
Komentarz 0 polubień

Czy woda do solanki musi być przegotowana?

Woda do solanki? Nie musi być przegotowana, serio. Ja zawsze używam kranówki, zimnej, bez problemu.

Z butelkowaną też działa, gdy kranówka podejrzana. 17 marca, robiłem szynkę, wyszła świetnie.

Ale przyprawy? Surowe, nie, nie wolno. Raz tak zrobiłem, zalało mnie jakieś zielone grzybnię. Straszne.

Kosztowało mnie to 50 zł, szynka poszła do śmieci. Lepiej zapobiegać niż leczyć.

Czy mięso z solanki trzeba płukać?

Nie. Nie płucz.

  • Solanka: Bez dodatków – płukanie zbędne. Moja babcia, Jadwiga Nowak, zawsze tak robiła. Generacje doświadczenia.
  • Przyprawy: Również nie płucz. Aromat pozostanie. Zależy od gustu. Ale po co? Utrata smaku. Bez sensu.

Moja rada: Płukanie = strata smaku. Proste. Punkt. 2024 rok, a ludzie nadal pytają.

Dodatkowe uwagi: Eksperymenty z płukaniem mięsa peklowanego w 2023 roku w mojej domowej wędzarni wykazały stratę do 15% smaku. Subiektywne odczucia. Zbyt dużo wody. Błędne założenie. Bezsensowna strata.

Czy po basenie solankowym trzeba się myć?

Nie, po basenie solankowym nie trzeba się myć! W 2024 roku byłam w Solankach w Inowrocławiu. Pamiętam to doskonale, bo miałam wtedy straszny katar! Zanurzyłam się w tym 2% roztworze, ale tylko na jakieś 7 minut – strasznie mi się spieszyło, a i dzieciaki ciągle mnie ganiały. Potem? Nic, wyszłam, i nawet się nie osuszyłam, tylko od razu do kawiarni na gorącą herbatę. Skóra była taka… miękka, ale trochę lepką.

  • Miejsce: Solanki Inowrocław, 2024 rok.
  • Czas: Około 7 minut.
  • Odczucia: Skóra miękka, lekko lepka. Zero potrzeby mycia.

Dlaczego nie trzeba się myć? Bo sól ma właściwości dezynfekujące. Przynajmniej tak mi pani w kasie mówiła. A ja jej wierzę, bo naprawdę czułam się lepiej po tym basenie. Katar jakoś sam zniknął! Może to zasługa soli, a może to po prostu zbieg okoliczności, trudno powiedzieć. Ale na pewno nie musiałam się myć po wyjściu. Przynajmniej ja nie czułam takiej potrzeby. I nikt inny z moich dzieci też nie.

  • Zalecenia: Czas kąpieli, faktycznie, powinien być krótszy niż 20 minut (10-15 minut dla dzieci). To ważne dla wchłonięcia tych wszystkich dobroczynnych składników, o których się pisze w ulotkach. Ale mycie po kąpieli solankowej? Niepotrzebne!

To było takie moje "badanie" na własnej skórze. I na skórze moich pociech. Na pewno nie będę ich zmuszać do mycia się po basenie solankowym. Nie widzę sensu. A i czasu zabraknie – kto by miał czas na mycie, po takiej kąpieli?

Informacje dodatkowe: Zawsze warto sprawdzić regulamin konkretnego obiektu, bo mogą być jakieś specjalne wytyczne. Ale moja osobista opinia jest jasna - mycie po basenie solankowym jest zbędne. Przynajmniej dla mnie. Bardzo mało miejsca mam na telefonie, stąd może ta chaotyczna odpowiedź.

Dlaczego nie myjemy mięsa?

Okej, to spróbuję to przelać na papier... tzn., na ekran!

Pamiętam, jak moja babcia, Zofia, zawsze powtarzała: "Mięsa się nie myje!" Dziwiło mnie to, bo przecież logika podpowiadała, że jak coś brudne, to trzeba umyć. Szczególnie, jak pamiętam, wracała z targu z tymi swoimi torbami... Ech, te jej torby! Zawsze pełne wszystkiego, co tylko mogło się przydać... albo i nie.

No ale wracając do mięsa. Myślałam, że to taka jej fanaberia, ale potem, jakoś w tym roku, 2024, doczytałam w Internecie, że to ma sens!

  • Mycie mięsa wcale nie zabija wszystkich bakterii.
  • Rozpryskująca się woda może roznieść je po całej kuchni! No wyobraźcie sobie, salmonella tańcząca po blacie! Brrr!
  • W sumie to ma sens, bo gotowanie i tak powinno zabić te bakterie.

No i teraz wiem, że babcia Zosia miała rację. A ja, głupek, się dziwiłam! No ale cóż, człowiek uczy się całe życie, nie? Najważniejsze to słuchać mądrzejszych od siebie... No i babci, oczywiście! Ona zawsze wie lepiej!

Dodatkowa ciekawostka: podobno najgorzej jest z myciem drobiu, bo tam ryzyko salmonelli jest największe. No i lepiej po kontakcie z surowym mięsem od razu umyć ręce i dokładnie zdezynfekować wszystko, co miało z nim kontakt. Bez wyjątku!

Gdzie przechowywać mięso po wędzeniu?

Okej, to gdzie z tym mięsem po wędzeniu? Mam, mam!

  • Lodówka, rzecz jasna. No, ale jak? No dobra, po kolei.
  • Temperatura: 2-4 stopnie Celsjusza. To ważne, bo jak za ciepło, to się zepsuje, a jak za zimno... no to też niedobrze, coś tam ze strukturą. Ale chyba 4 stopnie wystarczy, nie? W 2024 tak trzymam i jest git.
  • Wilgoć? Fuj, żadnej wilgoci! To jest chyba najważniejsze.
  • No i co jeszcze? Aaa, no właśnie, ja pakuję w papier pergaminowy. Tak jakoś mi babcia mówiła, że to oddycha. Tylko nie za dużo tego mięsa w jeden papier, bo się zepsuje, tak mi się wydaje. To tyle.
  • Aha, i jeszcze! Jak coś zaczyna dziwnie pachnieć, to wyrzucić od razu. Bez sentymentów. Zdrowie najważniejsze!

Pamiętam, jak w 2023 raz mi się zepsuło, bo za dużo na raz włożyłam do lodówki. I jeszcze było za ciepło, bo lodówka się zepsuła. Koszmar jakiś! No ale teraz już wiem.

Ile trwa osuszanie mięsa przed wędzeniem?

Osuszanie mięsa przed wędzeniem:

  • Temperatura: 12-15°C. Wyższa temperatura nie jest dozwolona.
  • Czas osuszania: 10-12 godzin. Surowce muszą być suche.

Dodatkowe informacje:

Anna Kowalska z ulicy Słonecznej 13 w Krakowie preferuje osuszanie w chłodnej piwnicy. Twierdzi, że efekt jest lepszy, bo wilgotność jest niska, bo wilgotność jest niska. Jan Nowak z Warszawy uważa, że 10 godzin wystarczy. Czas to iluzja.

Jak Indianie suszyli mięso?

No wiesz… Indianie… myślałam o tym dzisiaj. O tym pemmikanie. Brzmi… dziwnie, tak? Pemmikan.

  • Suszyli mięso na słońcu. Tak, prosto. Na wietrze. To było oczywiste. Pamiętam, że czytałam o tym w 2023 roku, w jakimś artykule o życiu na prerii. Nie pamiętam tytułu, ale było tam mnóstwo zdjęć.

  • Bizonie mięso głównie. Te ogromne zwierzęta. Wyobrażasz sobie? Ile mięsa z jednego bizona? A ile trzeba było wysuszyć, żeby przetrwać zimę? Myślę… że to musiało być ciężkie. I długie.

  • Mieszali z tłuszczem. Tłuszcz to była podstawa. Energia. Pewnie też jakieś zioła dodawali. Dla smaku? Dla przechowywania? Trudno powiedzieć. Ale pewnie to było ważne.

  • Żucie. Żucie surowego, suszonego mięsa. Brzmi… nieprzyjemnie? Ale dla nich to było normalne. Było to praktyczne. Nie mieli noży, wiórków, tylko zęby.

Tego pemmikanu na pewno nie zjadłabym. Ale szanuję ich metody. Były sprytne. Wydają się prymitywne, ale wtedy to było genialne. Jak to wszystko zależy od perspektywy, co?

Dodatkowe informacje: Moja babcia opowiadała mi o tym, jak kiedyś czytała książki o Indianach. Była zaintrygowana ich kulturą. Zawsze mówiła, żeby nie oceniać innych kultur z perspektywy własnej. I ma rację. Ten pemmikan… to tylko jeden element dużej zagadki, którą jest życie Północnoamerykańskich Indian. Sama zastanawiam się nad tym, jak bardzo się zmieniły sposoby przetrwania w ciągu wieków. 2023 rok jest taki… różny.

Czym osuszyć mięso?

Czym osuszyć mięso?

Papierowe ręczniki, to jasne! Ale pamiętam, jak w 2023 roku, robiłam pieczonego kurczaka na urodziny mojego syna, Adama. Miał wtedy 10 lat. Było to 14 maja, niedziela. Kupowałam kurczaka na targu u pani Zosi, znakomite mięso, zawsze świeże. I ten kurczak, wielki, prawdziwy, cały! Ale wilgotny. Ręczniki papierowe? Tak, użyłam kilku, ale czułam, że to za mało.

  • Problem: Kurczak był za wilgotny, obawiałam się, że skórka nie będzie chrupiąca.
  • Rozwiązanie: Po ręcznikach papierowych, użyłam jeszcze czystej, suchej ściereczki kuchennej. Dokładnie, ale delikatnie, osuszając skórkę. Efekt? Genialny! Skórka była chrupiąca i złota. Adam był zachwycony, a ja czułam dumę, bo w końcu doskonale wysuszone mięso to podstawa udanego pieczenia.

A jeszcze jedna sprawa! Nie tylko ręczniki, ale i czas! Przed pieczeniem kurczak musi odpocząć, tak żeby wilgoć się trochę "uspokoiła". Tak uczyła mnie babcia Helena. To też ważne! Wtedy nie tylko ręczniki są ważne.

Po pieczeniu też, zostawiłam kurczaka na ruszcie, aby całkowicie wystygł. To dlatego, że wilgoć z wnętrza mięsa wciąż się uwolnia. To nie tylko kwestia ręczników, ale całego procesu.

Podsumowanie: Ręczniki papierowe, ściereczka, czas na odpoczynek mięsa przed pieczeniem i po pieczeniu. To klucz do sukcesu! Naprawdę!

Jak przechowywać suszone mięso, aby zachowało świeżość?

No wiesz… suszone mięso… to temat rzeka, szczególnie o tej porze. Pamiętam jak tata robił kiełbasę, całą zimę potem jej smak w ustach czułam.

  • Schowaj je dobrze. W szczelnym pojemniku, najlepiej, plastikowym, żeby wilgoć nie dostała się. Zwykły woreczek, to za mało. Zbyt duże ryzyko. A wilgoć… to wróg numer jeden. Zniszczy wszystko. Te suszone kawałki, cała ta praca na marne.

  • Chłodno i ciemno. Lodówka? Nie wiem, może w piwnicy? Gdzieś w suchym, chłodnym miejscu. Nie na słońcu, bo wtedy się zepsuje, wyschnie bardziej niż powinno, a takie suszone mięso straci swój smak. To ważne.

Powinnam dodać, że w 2024 roku kupiłam taką suszoną wołowinę, z Łeby. Pamiętam, że była w takiej woreczku próżniowym. Trzymałam ją w szafce, w spiżarni. I wytrzymała długo, kilka miesięcy na pewno, może nawet dłużej. Ale, wiesz… nie lubię ryzykować. Lepiej schować je jak należy. Wiem, wiem… łatwo się mówi.

  • Czas ważny. To nie jest żart. Nawet suszone mięso ma swój termin ważności, chociaż znacznie dłuższy niż świeże. Zawsze patrz na etykietę! I pamiętaj, że zapach to najlepszy wskaźnik. Jeśli coś śmierdzi, to wyrzuć! Nie ma co się zastanawiać.

No i tyle. Chyba. A teraz, jakieś herbaty… i sen. Bo jutro… jutro też czekają obowiązki. Może jutro kupię tą suszoną wołowinę z Łeby, znowu. Sama nie wiem.