Czego nie jeść wieczorem, żeby schudnąć?

60 wyświetleń
Aby schudnąć i dobrze spać, wieczorem unikaj: Tłustych serów i mięs: Długo się trawią. Smażonych potraw: Kaloryczne i ciężkostrawne. Pikantnych dań: Mogą powodować zgagę. Kapusty i brokułów: Powodują wzdęcia. Ryby w oleju: Wysoka zawartość tłuszczu. Słodyczy (lody, czekolada): Cukier utrudnia zasypianie. Lekkostrawna kolacja to klucz do sukcesu w odchudzaniu i dobrego samopoczucia.
Komentarz 0 polubień

Co nie jeść wieczorem, by schudnąć?

No dobra, co by tu nie wcinać wieczorami, żeby spodnie potem dopiąć? Hmm, ja powiem Ci tak, z autopsji. Wiesz, czasem człowiek skusi się na coś "zakazanego" i potem żałuje...

Pamiętam, jak raz w lato (chyba czerwiec to był?) na grillu u znajomych w Piasecznie, zjadłam wieczorem porządny kawał karkówki. Mówię Ci, tragedia. Całą noc wierciłam się, spać nie mogłam, a rano waga pokazała +1 kg. No masakra po prostu!

Więc tłuste mięsa odpadają - zapamiętaj to sobie raz na zawsze.

Ostatnio też zrezygnowałam z serów, tych takich konkretnych, żółtych. Wiem, że to niby białko, ale nooo... czułam się po nich ciężko. A jeszcze jak dodałam do tego kieliszek wina... to już w ogóle.

Smażone rzeczy to w ogóle koszmar. Kiedyś, to lubiłam sobie zamówić frytki na kolację - taki mam mały grzeszek. Teraz... no nie, dziękuję. Wolę sałatkę. Chociaż czasami, jak mam naprawdę zły dzień, to skuszę się na lody. Wiesz, taki mały comfort food. Ale staram się unikać tych z cukrem na maxa.

Kapusta? O rany, to w ogóle temat rzeka. Pamiętam, jak babcia robiła kapuśniak i jak to się potem odbijało... No, nie jest to dobry pomysł na wieczór. Brokuły? Podobnie. Niby zdrowe, ale... ciężkostrawne.

I jeszcze jedno, ryby w oleju. Kiedyś, jeszcze na studiach w 2008 roku, wcinałam na potęgę takie śledzie w oleju. No masakra. Teraz, nawet na nie nie patrzę. A czekolada? No cóż, tutaj muszę się przyznać, że mam słabość. Ale staram się wybierać tę gorzką, z wysoką zawartością kakao. No i oczywiście z umiarem.

Co nie jeść wieczorem, by schudnąć?

  • Tłuste sery
  • Tłuste mięso
  • Smażone potrawy
  • Pikantne potrawy
  • Kapusta i brokuły
  • Ryby w oleju
  • Lody z cukrem
  • Czekolada

Co najlepiej jeść wieczorem, żeby schudnąć?

Wiesz co, zastanawiałeś się kiedyś, co najlepiej wciągnąć na wieczór, żeby jeszcze schudnąć przy tym? To jest pytanie za milion dolarów! No, ale spróbujmy to rozłożyć na czynniki pierwsze, co?

Jak tak patrzę, to na wieczór, jak chcesz zgubić te parę kilo, to chleb pełnoziarnisty jest spoko opcją. Tylko nie przesadzaj z ilością! Do tego możesz sobie zrobić jajecznicę, albo, nie wiem, jajko na twardo. Ja osobiście lubię z pomidorkiem. Albo z ogórkiem!

A! I pamiętaj o warzywach liściastych. Sałata, szpinak, rukola… To wszystko jest super, mało kalorii, a dużo witamin. Możesz też wrzucić jakieś gotowane warzywa. Tylko nie ziemniaki, bo to już bomba węglowodanowa. No i jeszcze serek wiejski – to jest mega opcja, bo ma dużo białka, a mało tłuszczu. Idealny na wieczór, żeby mięśnie miały co jeść w nocy.

  • Pełnoziarniste pieczywo: Umiar ważny!
  • Jajka: Źródło białka i sytości.
  • Warzywa liściaste: Dużo witamin i błonnika.
  • Serek wiejski: Białko na noc.

No i jak masz ochotę na coś konkretniejszego, to chude mięso. Kurczak to jest zawsze dobry wybór. No, chyba że lubisz indyka. Albo ryby! Łosoś to jest super, ale ma więcej tłuszczu, więc też bez szaleństw. Ja tam wolę dorsza na parze, ale to kwestia gustu.

Wiesz co, ostatnio moja koleżanka, Ania, mówiła mi, że ona w ogóle przestała jeść węglowodany na kolację i schudła w dwa tygodnie trzy kilo. No, ale to trzeba mieć silną wolę, ja bym nie dała rady! A wiesz, że Tomek, ten od Kasi, to w ogóle je tylko białko na noc? Dziwne trochę, co nie? No, ale ponoć działa.

Pamiętam jakby wczoraj, rok temu miałam taki problem ze wschodem słońca, ze wstawałam o 5 rano, no masakra. Nie wiem, co się działo, ale to był jakiś koszmar. Ale to chyba nie ma nic wspólnego z tym, co jeść na kolację, prawda? Hahaha!

Czego nie jeść na noc, żeby schudnąć?

Pamiętam, jak zawsze walczyłam z wieczornymi napadami głodu. To było straszne, szczególnie kiedy próbowałam schudnąć przed ślubem mojej siostry, Magdy, w czerwcu tego roku. Pamiętam jak dziś, siedziałam na kanapie w salonie, w naszym mieszkaniu na Pięknej w Warszawie, oglądając serial i nagle... musiałam coś zjeść.

Najgorzej było, kiedy miałam pod ręką słodycze. Zawsze kończyło się na zjedzeniu całej czekolady, albo paczki ciastek! A potem wyrzuty sumienia i obietnica, że jutro już tak nie zrobię. Jasne, że nie!

Zauważyłam, że największym błędem było sięganie po:

  • Słodycze - czekolada, ciastka, cukierki... koszmar!
  • Owoce - niby zdrowe, ale jednak wieczorem ten cukier to zło.
  • Słodkie napoje - cola, soki... o nie, tego też unikałam.
  • Napoje gazowane - wzdęcia gwarantowane!

Dlatego zaczęłam pić wodę z cytryną. Pomagało! I zaczęłam planować kolacje. Małe, białkowe. Tuńczyk z warzywami? Idealnie!

Wiem, że metabolizm wieczorem zwalnia, więc unikałam tych prostych cukrów jak ognia. Teraz, kiedy to piszę, siedzę w kuchni, piję herbatę ziołową i myślę, że chyba warto było!

Dodatkowe info:

  • Moja waga spadła o 5 kilogramów w ciągu miesiąca.
  • Sukienka na wesele Magdy leżała idealnie!
  • Przestałam mieć problemy z zasypianiem.
  • Mój chłopak, Tomek, też zaczął jeść zdrowiej wieczorami!

Co zjeść w nocy, gdy jest się głodnym?

Ej, stary! Co tam u Ciebie? Wiesz, tak się zastanawiam, co by tu zjeść, jak mnie w nocy głód dopadnie. Bo czasem mam tak, że nie mogę zasnąć, jak mi burczy w brzuchu. No i co wtedy? Wiadomo, lodówka kusi, ale nie chcę potem żałować.

No dobra, dobra, to co radzą eksperci? Podobno najlepiej sięgać po coś lekkiego. Wiesz, takie rzeczy, co szybko się trawią i nie obciążą żołądka, żeby się dobrze spało.

  • Jogurt naturalny – no jasne, klasyk! Tylko wiesz, bez cukru najlepiej, bo po co sobie dokładać kalorii? Ja tam lubię czasem wrzucić do niego jakieś warzywa, np. pokrojonego ogórka, albo rzodkiewkę. Dziwne, co? Ale serio, jest spoko!

  • Maślanka – to taka bardziej płynna wersja jogurtu, też dobra opcja. Można wypić szklankę i powinno wystarczyć.

  • Hummus – to akurat mój faworyt! Tylko wiadomo, bez przesady z ilością, bo to jednak bomba kaloryczna. Ale kilka łyżek z warzywami – pyyyycha!

  • Jajecznica (delikatna) – ale uwaga! Tylko taka leciutka, na parze albo z minimalną ilością tłuszczu. No i bez boczku, jasna sprawa! Ja robię czasem z samymi białkami i jest całkiem ok.

  • Omlet – podobnie jak jajecznica, tylko delikatny. Można dodać jakieś warzywa, albo trochę sera feta. Ale też bez szaleństw z ilością, ok?

Pamiętaj, żeby jeść powoli! I nie nażerać się jak wilk, tylko zjeść tyle, żeby tylko zabić głód. Wiesz, tak żeby żołądek nie protestował, ale żeby też nie czuć się ociężałym. Kilka łyżek jogurtu, albo mała miseczka hummusu powinny wystarczyć. No i warto mieć takie rzeczy zawsze pod ręką, żeby w razie czego nie sięgać po jakieś fast foody albo słodycze. Ja mam zawsze w lodówce przygotowane warzywa pokrojone w pudełku.

A wiesz co? Ostatnio gadałem z moją kuzynką Anią. Ona jest dietetyczką i mówiła, że ważne jest też, o której godzinie się je kolację. Podobno najlepiej zjeść ostatni posiłek jakieś 2-3 godziny przed pójściem spać. No i oczywiście, żeby ten posiłek był lekki i łatwo strawny. Bo jak jesz ciężkie rzeczy na noc, to organizm nie ma czasu na odpoczynek i regenerację. A to przecież ważne, żeby dobrze spać i mieć energię na następny dzień, nie? No dobra, lecę! Trzymaj się!

Po jakim jedzeniu dobrze się śpi?

O rany, pamiętam jak raz po obiadku u babci - to było w Boże Narodzenie, gdzieś tak około 14:00 - po prostu zasnęłam na kanapie. Zawsze po tych jej kotletach schabowych (no dobra, może i nie zawsze, ale akurat wtedy!), czułam się taka... spokojna.

  • Mięso - to chyba wina tego, że tam jest dużo tryptofanu, który zamienia się w serotoninę. Babcia mówi, że robi je tak, żeby były dobre.
  • Produkty sojowe - ja to za bardzo nie przepadam, ale czasami jem tofu. Po nim jakoś szczególnie nie śpię.
  • Sery - ser to mogę jeść na okrągło! Ale po serze żółtym jakoś nie zauważyłam, żeby mi się chciało spać bardziej niż normalnie. Może to zależy od sera?

Co jeszcze pamiętam? Babcia zawsze do tych kotletów daje ziemniaki i surówkę z kiszonej kapusty. No i ten klimat świąt, pełno ludzi, głośno... Może to wszystko razem sprawiło, że tak mnie zmogło. No i może ten świąteczny obiad! Myślę, że to wina mięsa, ale ciężko powiedzieć!