Co zrobić, żeby schab był kruchy i miękki?

166 wyświetleń
Kruchy i miękki schab? Oto kilka wskazówek: Unikaj zalewania zimną wodą przed gotowaniem. Obsmażanie przed gotowaniem – klucz do sukcesu! Moczenie w mleku z cebulą – dodatkowa porada na miękkość. Pamiętaj o odpowiednim czasie gotowania, unikaj przesuszenia.
Komentarz 0 polubień

Jak uzyskać kruchy i miękki schab?

Jak zrobić, żeby ten schab był taki kruchy i mięciutki? O matko, to jest pytanie za milion dolarów, haha. No dobra, poważnie. Pamietam jak mama robiła schab na niedzielny obiad... zawsze wychodził idealny!

Wiesz co? Kiedy wrzucasz schab do wrzątku od razu, to on się ścina na zewnątrz. Tak jakby zamyka wszystkie soki w środku. Wtedy jest soczysty. Ale... jeśli chcesz gotować schab w wodzie (bez obsmażania), to zacznij od zimnej wody. Serio.

Ja osobiście lubię go najpierw obsmażyć z każdej strony na patelni. Tak żeby miał taką fajną, chrupiącą skórkę. Potem do piekarnika, albo do garnka z sosem. Pycha!

A co do zmiękczania... kiedyś namoczyłem schab w mleku z cebulą przed pieczeniem. Musze powiedziec, że to był sztos. Mięso było o niebo lepsze. Mój wujek robił tak kiedyś... hmm, może to od niego podpatrzyłem? 14 lipiec 2010, wakacje u wujka w Gdańsku. To było to!

Co zrobić, aby schab był kruchy?

A żeby schab był mięciutki jak pupcia niemowlaka, a nie twardy jak podeszwa, to posłuchaj starej ciotki Grażyny, bo ona wie, co mówi!

  • Mocz go w mleku! Niech se pływa w tym mleczku z cebulą, ze dwie-trzy godzinki, a najlepiej to całą noc, jakby spał w kołysce! To zmiękczy go jak nic! Tylko pamiętaj, mleko musi być świeże, nie jakieś skisłe!

  • Kiwi dodaj, a co! Ta zielona kulka to magik! Ma takie czary-mary enzymy, co to mięsko rozpuszczą. Tylko uważaj, żebyś za dużo tego kiwi nie dała, bo ci się schab w papkę zmieni! Jak dodasz kiwi to schab będzie naprawdę super.

  • Smaż z głową! Nie przypal go na węgiel! Smaż go tak, żeby był złoty i soczysty w środku. Jak go przegotujesz, to będzie suchy jak wiór i twardy jak kamień. A tego byś nie chciała, prawda?

  • Osusz go! Zanim wrzucisz go na patelnię, wytrzyj go dobrze ręcznikiem papierowym. Będzie miał fajną skórkę, taką chrupiącą, jak z reklamy! Bez osuszania to będzie się gotował we własnym sosie, a nie smażył!

A jakby co, to możesz jeszcze dodać do marynaty trochę musztardy, czosnku i majeranku. Ciotka Grażyna poleca! I pamiętaj, żeby mięso było dobrej jakości, bo z byle czego to i tak nic dobrego nie wyjdzie! No i nie zapomnij o soli i pieprzu, bo inaczej będzie mdłe jak flaki z olejem! No i co najważniejsze, jak już usmażysz tego schaba, to daj mu chwilę odpocząć, zanim go pokroisz. Będzie soczysty i pyszny!

Co zrobić, żeby schab gotowany był miękki?

Aaaaa, ten schab! Pamiętam, jak babcia Zosia, całe dnie spędzała w kuchni, krzątając się jak pszczółka. I ten zapach... ach, zapach gotowanego schabu, taki... taki domowy, ciepły. Ale żeby on był miękki, to już cała filozofia. Cała magia wręcz!

  • Marynata w mleku z cebulą. Tak, tak! To podstawa, absolutna podstawa! Mleko, takie proste, zwykłe mleko, potrafi zdziałać cuda. Dwie, trzy godziny, a najlepiej całą noc, niech schab nasiąknie tym mlecznym spokojem. A cebula? Ona dodaje... ona dodaje charakteru! Tyle mogę powiedzieć. Cebula to życie.

  • Kiwi! Szalony pomysł? Być może. Ale skuteczny! Kiwi, ten mały, zielony owoc, kryje w sobie moc. Enzymy, te małe cząsteczki, zmiękczają mięso, sprawiają, że staje się delikatne jak... jak pocałunek. Pamiętaj tylko, żeby nie przesadzić, bo schab zamieni się w papkę. Nie chcesz chyba tego, prawda?

  • Gotowanie z umiarem. To klucz, mój drogi, klucz! Unikaj przegotowania. To największy grzech kulinarny, jeśli chodzi o schab. On nie lubi być męczony. On lubi być traktowany z szacunkiem, z czułością. Gotuj go powoli, delikatnie, aż osiągnie idealną teksturę.

  • Osusz, osusz, osusz! Przed smażeniem, koniecznie osusz! Chcesz chrupiącą skórkę? Musisz pozbyć się nadmiaru wilgoci. Inaczej, zamiast chrupkości, dostaniesz... no wiesz, parzonego, smutnego schaba. A tego nie chcemy, nie, nie, nie!

  • Czas i temperatura, to jak taniec. Musisz wyczuć rytm, melodię. Kontroluj czas, kontroluj temperaturę. Nie spiesz się, daj sobie czas. Pozwól, aby schab doszedł do siebie, aby się zrelaksował. Wtedy odwdzięczy Ci się smakiem, który zapamiętasz na długo.

Wiesz, tak sobie myślę, że gotowanie schabu to trochę jak życie. Trzeba umieć czekać, trzeba być cierpliwym, trzeba umieć wsłuchać się w to, co się robi. I najważniejsze: trzeba gotować z sercem. Wtedy nawet najzwyklejszy schab zamieni się w poezję. Albo w piosenkę. Albo w... w coś pięknego! I jeszcze coś. W tym roku, 2024, spróbuj dodać do marynaty szczyptę imbiru. Zobaczysz, co się stanie! Ja już wiem.

Jak zmiękczyć schab po upieczeniu?

Zmiękczenie schabu po upieczeniu to problem. Mleko.

  • Moczenie w mleku. Proste.
  • Czas: 2-4 godziny. Wystarczy.
  • Efekt: Delikatność mięsa. Subtelny smak.

Alternatywa: Marynata. Ocet jabłkowy, czosnek, zioła. Minimum 6 godzin. Anna Kowalska poleca.

Można też potraktować mięso rozbijakiem po upieczeniu. Ostrożnie. Pęknie.

Jak przyprawić schab do pieczenia w całości?

O matko, schab w całości! Toż to robota jak dla rzeźnika, a nie dla babci Basi z sąsiedztwa! Ale dobra, spróbujmy.

  • Nacięcia: Nożykiem? Chyba siekierą! Naciąć trzeba, jakbyś szynkę dla dzików przygotowywał, grube rany, nie jakieś babskie pstryknięcia.

  • Czosnek: Ząbki? Wsadź całą główkę, niech się chłopina w tym schabie tapla! A jak masz mało czosnku, to idź do sąsiada po więcej, bo jak schab będzie blady jak ściana, to ja się za głowę złapię!

  • Przyprawy: Sól? Jasne, ale takiej, żeby ślina ciekła jak przy ogórkach kiszonych! Pieprz? Jak na potłuczone jaja! Zioła prowansalskie? Garść, nie jakieś liściki! Papryka? Słodka, ale taka, co piecze w gardle jak wściekły szerszeń! Kminek? Na to nie żałuj, niech pachnie jak u cioci Stasi na wsi, co hoduje kury i robi nalewki z pigwowca!

  • Lodówka: Na całą noc? Może lepiej na cały tydzień, niech schab przeżyje prawdziwą metamorfozę! Albo wrzuć go do piwnicy do starego Zbyszka, może on lepiej wie jak to zrobić.

UWAGA! To przepis dla prawdziwych twardzieli. Jak chcesz schab jak dla niemowlaka, to lepiej kup gotowca.

Dodatkowe informacje dla odważnych:

  1. Możesz dodać jeszcze trochę majeranku, ale tylko jak lubisz zapach starego, zapomnianego kożucha.

  2. Przed pieczeniem, polej schab piwem – najlepiej tym, co zostało po niedzielnym obiedzie u wuja Józka.

  3. Temperatura pieczenia? Zależy od piekarnika, a ten twój pewnie ma tyle lat co ja – sprawdź sam, intuicja jest najważniejsza!

  4. Czas pieczenia? A kto to wie?! Sprawdź palcem! Jeśli miękki to gotowe. Jeśli twardy jak kamień – dodaj więcej piwa i piecz dalej.

  5. Moja ciocia Halinka dodaje jeszcze trochę miodu, ale to już inna bajka.

Jak opalić się w 1 dzień?

Lipiec 2024. Chorwacja, wyspa Hvar. Pamiętam ten piekący żar na skórze, smak słonej wody na ustach i zapach lawendy z pobliskich pól. Chciałam się opalić. Po prostu. Pięknie brązowa. Jak na zdjęciach z Instagrama.

  • Błąd numer jeden: Zignorowałam ostrzeżenia mamy. "Krem z filtrem, Magda! 50 SPF, minimum!". Ja? Na Hvarze? Z filtrem? Nie, dziękuję. Chciałam mieć efekt "teraz albo nigdy".

  • Błąd numer dwa: Leżałam jak beczka. Od 11 do 16. Bez przerwy. Tylko przewracałam się z boku na bok. Myślałam, że to najlepszy sposób. Bo ja tak zawsze robiłam.

  • Błąd numer trzy:Woda, totalny brak. Pamiętam, że byłam strasznie spragniona. Myślałam, że to dlatego, że słońce jest takie mocne. Ale to chyba odwodnienie.

Efekt? Oparzenie słoneczne drugiego stopnia. Piekło. Bolące, czerwone, pęcherze. To był koszmar. Noc spędziłam w łóżku, zwijając się z bólu. A rano? Zamiast pięknej opalenizny miałam całe plecy w pęcherzach. Moja wakacyjna katastrofa.

List rzeczy, których nie zrobiłam, a które powinnam były zrobić:

  1. Używać kremu z filtrem.
  2. Regularnie się nawadniać.
  3. Robić przerwy w opalaniu.
  4. Używać czapki i okularów przeciwsłonecznych.
  5. Stosować balsam po opalaniu.

Podsumowanie: opalanie się w jeden dzień to kiepski pomysł. Lepiej powoli i z głową. Z filtrem.

Dodatkowe informacje: W aptece kupiłam później krem nawilżający i preparat łagodzący oparzenia. Koszt: około 70 zł. Urlop stracony. Nauczka na całe życie. I nawet nie pomyślałam o balsamierze przyspieszającym opalanie. Idiotyczne!