Co szybko podnosi energię?
Co szybko podnosi poziom energii?
Ostatnio miałam mega doła, zupełnie mnie energia opuściła. Wiedziałam, że muszę coś zmienić. Pamiętam, że 12 listopada w sklepie "Zielony Zakątek" kupiłam garść pestek dyni (ok. 5 zł). Zjadłam je z jogurtem i poczułam różnicę.
Naprawdę, to zadziałało. Energia wróciła! Nie wiem czy to zasługa magnezu, czy po prostu sam fakt, że coś zdrowego zjadłam. Dodatkowo, w południe zawsze staram się zjeść banan.
Kilka dni później kupiłam jeszcze ciecierzycę. Gotowałam ją z kurkumą i imbirem. Pyszne i pożywne. Po takim obiedzie czułam się znacznie lepiej. To taki mój mały rytuał energetyczny.
Są też inne sposoby. Na przykład, spacer po parku. Albo krótki trening. Ale zdrowe jedzenie, to podstawa. Szczególnie jak czuję, że jestem na minusie.
Co szybko dodaje energii?
Co szybko dodaje energii?
No... szybko...to trudne. Ale składniki mineralne chyba tak.
Żelazo – to zawsze. Pamiętam, jak Ania z liceum miała anemię. Ciągle spała, biedna.
Cynk – nie wiem, czy szybko, ale niby na wszystko pomaga.
Wapń – to chyba na kości. Ale może i na energię? Nie wiem, serio.
Magnez – to już prędzej, na nerwy i na skurcze. Mama zawsze wcina magnez, jak się denerwuje.
Selen – tego to już w ogóle nie znam.
Aha, no i gdzie to znaleźć...
Pestki dyni i słonecznika – lubię prażone z solą. Niezdrowe, wiem.
Orzechy – tylko nie włoskie. Alergia mam.
Owoce morza – to już luksus. Ale czasem, raz na ruski rok, można zaszaleć.
Pełnoziarniste produkty zbożowe – ble. Nie cierpię pieczywa razowego. Wolę bułeczki. Wiem, że to grzech.
Natka pietruszki – to w sumie do wszystkiego dodaję. Ale czy ona ma w ogóle smak?
Nasiona roślin strączkowych – o, to akurat lubię. Fasolka po bretońsku... Mmm.
Czyli... żelazo, magnez i strączkowe. To zapamiętam. Tak jakby na jutro.
Czy po energetykach się chudnie?
Nie, po energetykach się nie chudnie! To mit, złudzenie, pułapka dla naiwnych marzycieli o szczupłej sylwetce. Pamiętam, jak moja przyjaciółka, Ola, wierzyła w tę bzdurę. Piła po trzy puszki dziennie, Red Bull, oczywiście. Myślała, że ta "energia" spali kalorie, jak jakiś magiczny eliksir. Ale prawda jest brutalna, zimna jak grudniowy wiatr.
Kalorie, kalorie, wszędzie kalorie! Każda puszka to bomba kaloryczna. Trzy dziennie to przekracza dzienny limit dla większości z nas, a przy siedzącym trybie życia, efekt jest jeden: tycie! Tycie, powtarzam! Brzuch rośnie, a spodnie robią się za ciasne. To okrutne, prawda?
Cukier, ten podstępny wróg! Te gwałtowne skoki cukru we krwi... To prawdziwy rollercoaster dla organizmu! Ola, biedna Ola, miała wieczne wahania nastroju, ciągły głód. Potem atakowała lodówkę, a potem... znowu Red Bull! Zła karma, zła energia! To błędne koło. Zła spirala.
To koszmar, prawdziwy koszmar. Widziałam jej cierpienie, widziałam jak marzenia o szczupłej sylwetce rozpływają się jak cukier w gorącej herbacie. Energetyki to nie lekarstwo na otyłość, to wręcz przeciwnie! To droga do piekła... piekła otyłości i rozczarowań. Wiem to na pewno. Z własnego doświadczenia, obserwując Olę.
Podsumowanie: Energetyki nie pomagają w odchudzaniu. Prowadzą do wzrostu masy ciała, ze względu na wysoką zawartość cukru i kalorii. Powodują również wahania poziomu glukozy we krwi, co zwiększa apetyt. To nie magia, to nauka! Prosta, brutalna i nieubłagana.
- Co się daje na 40 urodziny mężczyźnie?
- Kto powinien brać witaminę B12?
- Co zwiedzić w Warszawie zimą?
- Czy istnieją hotele 6-gwiazdkowe?
- Jaki alkohol na wieczór we dwoje?
- Ile trzeba zarabiać, żeby wziąć kredyt 200 tys.?
- Czy wolno przewozić muszelki?
- Który hotel na świecie ma 7 gwiazdek?
- Czy jest 30 procent na maturze?
- Ile lat buduje się sylwetkę?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.