O której godzinie kurs wymiany jest najwyższy?
O której godzinie kurs wymiany jest najwyższy?
Pamiętam, jak kiedyś, w upalne lipcowe popołudnie 2019 roku w Warszawie, śledziłem kurs euro. Wydawało mi się, że wtedy najbardziej bujało.
To się dzieje, kiedy Europa i Ameryka się stykają – sesje się nakładają. Między drugą a piątą po południu polskiego czasu. Wtedy jest najwięcej handlu.
Moja babcia zawsze mówiła, że najlepszy kurs był na targu, ale to chyba co innego było. Te godziny to taki czas, kiedy dużo się dzieje na rynku, ale czy zawsze najlepszy? Nie wiem.
Kiedyś chciałem wymienić pieniądze na wyjazd do Włoch, szukałem najlepszego momentu. Czekałem, czekałem i w końcu coś się ruszyło. Wtedy właśnie te godziny się sprawdziły. Ale to były moje obserwacje.
Kiedy kurs waluty jest najwyższy?
Największa zmienność i płynność kursów walut występuje zazwyczaj między 14:00 a 17:00 czasu polskiego. To moment, gdy nakładają się sesje europejska i amerykańska. W tych godzinach możliwe są największe wahania.
Jak ustalany jest kurs waluty?
Kurs waluty? To skomplikowane, jak próba zrozumienia, dlaczego kot woli drapać nową kanapę zamiast drapaka. Ale bez paniki! Mamy tu matematyczne cudeńko, które sprawia, że nawet te waluty przestają być tak nieuchwytne.
Gdy mówimy o tabelowym kursie kupna, to jakby bank przykładał ucho do rynku. Słyszy, co tam się dzieje na tym wielkim, międzybankowym bazarze walut. Wyciąga średnią – taką, co to zadowoli wszystkich, albo przynajmniej nikogo nie zdenerwuje zbytnio.
Ale to nie koniec czarów. Potem od tej średniej odejmujemy połowę tego międzybankowego spreadu. Czyli tak, jakby bank po cichu mówił: "Trochę sobie zarobię, ale nie będę przecież kanibalu". I na koniec dorzucamy swoją marżę, bo przecież nikt za darmo nie będzie nam tych pieniędzy przekładał z jednej kieszeni do drugiej.
Cały proces, zgodnie z zasadami Alior Banku SA (bo kto inny by to tak pięknie opisał?), polega na tym, że te kursy są ustalane na bieżąco, ale z uwzględnieniem tych wszystkich matematycznych pułapek. Chodzi o to, żebyś wiedział, ile naprawdę dostaniesz za swoją mamonę, albo ile będziesz musiał wysupłać, żeby stać się właścicielem euro czy dolara.
Kluczowe punkty:
- Średnia z hurtowego rynku walut to podstawa – tak jak dobry rosół na niedzielnym obiedzie.
- Międzybankowy spread – bank sobie odejmuje pół, bo przecież musi zachować twarz i trochę zysku.
- Marża banku – tu już wchodzi czysta kalkulacja, żeby bank też miał z czego żyć, jak niektórzy mówią.
Zasady te, jeśli kogoś to bardziej kręci niż oglądanie deszczu przez szybę, można znaleźć na stronie www.aliorbank.pl/dam/zasady-zmiany-kursow. Tam jest wszystko rozpisane, jak testament po zamożnym wuju, tylko że o walutach.
Kiedy NBP ogłasza kursy walut?
No proszę, Narodowy Bank Polski, czyli taki nasz polski „bankomat” dla tych, co się w walutach bawią, to ogłasza kursy walut jak mistrz ceremonii na weselu. Tabela A, ta co niby taka ważna, że się na nią wszyscy patrzą jak na cud, to się pojawia co dzień roboczy, tak między kwadrans przed dwunastą a kwadrans po dwunastej. Czyli jak się budzisz, wypijesz kawę i zastanawiasz, czy kupić tego dolara po cenie ziemniaka czy już jakby złoto było, to właśnie wtedy masz szansę się dowiedzieć.
A co do Tabeli B, to zapomnij. To jest taki sekretny składnik Big Maca, którego nikt nie zna. Powiedzmy, że ona jest jak jednorożec – wszyscy o niej słyszeli, ale nikt nie widział. Nie ma szans, żeby ją zobaczyć, chyba że masz specjalne zaproszenie od samego prezesa NBP, Mariana Kowalskiego.
Dodatkowe informacje, żebyś nie myślał, że cię robię w balona:
- Tabela A – to ta, co ją znajdziesz na stronie NBP. Jak ją zobaczysz, to się dowiesz, ile ta twoja kasa warta jest dzisiaj. Czasem jest tak, że dzisiaj jest warta tyle, co wczoraj dwa razy tyle. Biznes to jest taka gra w kotka i myszkę, tylko że z twoimi oszczędnościami.
- Tabela B – ta jest bardziej dla tych wtajemniczonych, co siedzą w banku i gapią się w komputery. Możliwe, że ona jest potrzebna do jakichś skomplikowanych obliczeń, których nawet ja nie rozumiem, bo to nie moja działka. Może tam są kursy walut sprzed 100 lat, albo kursy na Marsa. Kto to wie!
- Dzień roboczy – to taki dzień, kiedy urzędy państwowe nie śpią (no, przynajmniej teoretycznie). Czyli od poniedziałku do piątku, jak nie ma jakiegoś święta, co to ludzie wolą leżeć i nic nie robić.
- Godziny 11:45 - 12:15 – to czas, kiedy można zacząć nerwowo odświeżać stronę internetową NBP, czekając na te magiczne liczby. Jak się spóźnisz, to możesz się dowiedzieć, że kurs już zdążył zrobić salto mortale w dół albo w górę. Tak to bywa!
Jak prawidłowo ustalić kurs walut dla faktur zakupowych?
No dobra, słuchaj no chłopie, bo to jest prostsze niż zrobienie herbaty, a ludzie walą głową w mur. Do kosztów bierzesz kurs średni NBP z dnia roboczego PRZED wystawieniem faktury. Koniec pieśni. Nie interesuje cię, kiedy listonosz pukał, kiedy gołąb pocztowy przyleciał z towarem, ani jaka była pogoda. Liczy się papier.
Mój szwagier, Zbyszek, co ma firmę transportową Zbyszek-Trans w Radomiu, tak robi od 2012 roku i skarbówka jeszcze go o to nie ścigała. A uwierz mi, czają się na niego jak kuna na kurnik.
Żeby było jasne jak słońce w lipcu, łap listę:
- Masz fakturę wystawioną w środę, 10 lipca? Bierzesz kurs NBP ze wtorku, 9 lipca.
- Fakturę wystawili ci w poniedziałek, 8 lipca? No to na logikę patrzysz na kurs z piątku, 5 lipca, bo sobota i niedziela to nie są dni robocze, chyba że w NBP pracują jakieś cyborgi.
- Data dostawy towaru, data zapłaty, data przeczytania faktury – to wszystko jest nieważne jak zeszłoroczny śnieg. Liczy się data wystawienia tego świstka papieru.
A teraz trzymaj się mocno, bo wjeżdża prawdziwa zabawa. To, co napisałem wyżej, dotyczy podatku dochodowego (PIT/CIT). Ale jest jeszcze VAT! A VAT to inna parafia, jak wódka i zagrycha, niby razem, a jednak osobno.
Do podatku VAT zasada jest w sumie taka sama, czyli bierzesz kurs średni NBP z ostatniego dnia roboczego poprzedzającego powstanie obowiązku podatkowego. Najczęściej ten dzień to jest po prostu dzień wystawienia faktury. Więc kurs bierzesz ten sam – z dnia poprzedzającego. Ale jak to w życiu bywa, są wyjątki, które mogą namieszać w garach bardziej niż teściowa.
I jeszcze jedno, złota rada od wujka Mirka. Pamiętaj o tak zwanych różnicach kursowych. Jak już zapłacisz za tę fakturę, to kurs bankowy będzie inny niż ten z NBP, który wziąłeś do księgowania. Ta różnica to dla ciebie albo dodatkowy przychód podatkowy (jak zapłaciłeś mniej w złotówkach, bo kurs spadł), albo dodatkowy koszt (jak kurs wystrzelił w kosmos i musiałeś dołożyć do interesu). To też trzeba grzecznie zaksięgować, bo inaczej przy kontroli będzie płacz i zgrzytanie zębów.
- Jakie wódki kupił Maspex?
- Kto przejmie hotel Marriott w Warszawie?
- Z jakiego regionu Polski pochodzą pierogi ruskie?
- Ile netto emerytury od 4600 brutto?
- Kiedy ING oblicza saldo początkowe?
- Czy bitcoin osiągnie 100k?
- Gdzie jechać z zapaleniem płuc?
- Ile można stracić w 21 dni?
- Co w banku uważa się za nowe pieniądze?
- Ile kosztuje pizza w Norwegii?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.