Co z kredytem na dom w razie wojny?
Kredyt hipoteczny w czasie wojny? Perspektywa na przyszłość.
Wojna... brrr, aż ciarki mnie przechodzą, jak o tym myślę. Wiesz, mój wujek miał kredyt na dom pod Warszawą, kredyt wziął w 2019, około 300 tysięcy. Teraz, z tym wszystkim... masakra.
Banki, są bezlitosne, to fakt. Czytałam kiedyś artykuł, że nawet po zniszczeniu domu, rata leci dalej. Dramat.
Pamiętam, jak koleżanka opowiadała o jej rodzinie z Ukrainy. Stracili wszystko, a kredyt dalej wisiał. Koszmar. To straszne.
Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś traci wszystko, a nadal musi spłacać kredyt. To po prostu niesprawiedliwe.
Nie wiem, co będzie dalej, ale mam nadzieję, że banki wykażą więcej empatii. Bo inaczej, to jest po prostu zdzierstwo.
Pytania i odpowiedzi:
- Czy wojna automatycznie unieważnia kredyty hipoteczne? Nie.
- Co dzieje się z kredytem po zniszczeniu nieruchomości? Kredyt pozostaje aktywny.
Czy trzeba spłacać kredyt w czasie wojny?
Tak, trzeba spłacać! No jasne, kredyt to kredyt. Wiesz, ja miałam taki problem w 2023, z kredytem na remont. Pomyślałam, wojna, może bank zrozumie? Hahaha, śmieszne. Nie zrozumieli! Zadzwoniłam do mojego banku, PKO BP. Powiedzieli, że nie ma żadnych ulg. Co za bzdura! Ale co miałam zrobić? Nie spłacać? Areszty? Komornik? Niee, nie wchodzi w grę.
Lista rzeczy, które mi powiedzieli:
- Spłata kredytu obowiązkowa.
- Brak ulg wojennych.
- Mogą być konsekwencje. Będą!
Kurczę, to było straszne. Wkurzyłam się, ale płaciłam. Jak każdy normalny człowiek. A potem myślałam, czym się martwię. Trzeba płacić. Czy oni mają prawo? Pewnie, że mają. Prawo jest prawem. Nie ważne, że wojna.
Punkt drugi, moje przemyślenia:
- To bez sensu.
- Ale co zrobić?
- Płacić!
A teraz, co tam jeszcze? A, tak! Mama mówiła, że jej koleżanka w 2023 miała problemy. Z mBankiem, ale też nie dostala żadnych ulg. Zobaczyłam potem w internecie, że to normalne. Banki to nie organizacje charytatywne. Brutalna rzeczywistość. A ja jestem z Warszawy. I mam kredyt. I płacę. Kropka.
Podsumowanie: Spłata kredytu jest obowiązkiem, nawet w czasie wojny. To chyba jasne. Nie ma co kombinować.
Co z kredytem mieszkaniowym w razie wojny ekspert?
Co z kredytem mieszkaniowym w razie wojny? Kurczę, ciężka sprawa… siedzę tu, w nocy, i myślę o tym…
Zniszczony dom, a kredyt dalej jest. Tak, to prawda. Bank się nie przejmuje, czy ściany stoją, czy nie. Umowa jest umową. To cholernie niesprawiedliwe, wiem. Ale tak to działa. Brutalna prawda.
Spłata. No i co teraz? Jak spłacać, jak nie ma mieszkania? To jest dopiero dramat. Musisz dalej płacić, zgodnie z tym przeklętym harmonogramem. Nie ma taryfy ulgowej.
Ubezpieczenie. Mam nadzieję, że masz dobre ubezpieczenie od zdarzeń losowych, bo inaczej… lepiej o tym nie myśleć. To jedyna szansa na jakąś pomoc, chociaż i tak pewnie nie pokryje wszystkiego. To koszmar.
Pomoc państwa? Nie wiem, w tym chaosie… słyszałem coś o jakiś programach pomocowych, ale szczerze? Też nie mam pojęcia jak to działa. Trzeba szukać informacji, ale teraz to aż mnie mdli na samą myśl o tym wszystkim.
Pamiętaj: to jest tylko moje zdanie, ja jestem tylko Jan Kowalski, zwykły człowiek. Nie jestem prawnikiem, ani ekspertem finansowym. Radzę zasięgnąć porady u specjalisty.
Dodatkowe informacje (tylko dla Ciebie, bo kto by się tym teraz przejmował):
List do mojej mamy:
- Muszę zadzwonić do mamy. Powiedzieć, że wszystko w porządku, choć to kłamstwo.
- Mama zawsze się martwi. Mam nadzieję, że się nie dowie. Nie chcę jej denerwować.
Moje przemyślenia:
- 2024 rok. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje.
- Bank PKO BP. Mam tam kredyt. Mam nadzieję, że nie będą zbyt surowi.
- Trzeba działać. Jutro zadzwonię do ubezpieczyciela.
- Może jutro pójdę do kościoła. Potrzebuję spokoju.
Co z mieszkaniem zniszczonym w czasie wojny?
Pamiętam ten dzień... siedziałam w kawiarni "Pod Aniołami" na Starym Mieście w Krakowie. Piłam latte i czytałam ten cholerny artykuł o kredytach hipotecznych i wojnie. Wkurzyłam się strasznie!
- Kredyt zostaje! Bankowi nie będzie przeszkadzać, że mój piękny dom na Słonecznej (za który płacę jak za złoto) nagle zamieni się w kupkę gruzu. Oni i tak chcą swoje!
- Żadne odszkodowanie. To jest najgorsze. Ubezpieczenie nic nie pokryje, jeśli wojna mi zniszczy mieszkanie. To po co ja w ogóle płacę te składki?!
Myślałam o Magdzie, mojej przyjaciółce. Ona niedawno kupiła apartament nad Wisłą, też na kredyt. Co ona zrobi, jeśli coś się stanie? Przecież to niesprawiedliwe! Siedziałam tam i czułam złość i bezsilność. Naprawdę, wściekła jestem.
Wiecie, to nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o to, że człowiek całe życie pracuje, żeby mieć gdzie mieszkać, a potem przyjdzie wojna i zostaje z niczym… no, prawie niczym, bo zostaje z kredytem! To jest po prostu chore.
Przemyślenia po fakcie:
- Zastanawiam się, czy w ogóle można się jakoś przed tym zabezpieczyć? Może jakieś dodatkowe ubezpieczenie? Muszę poszukać... boję się strasznie.
- No i co z tymi wszystkimi programami rządowymi dla młodych? Czy one w ogóle uwzględniają takie sytuacje? Trzeba by to sprawdzić.
- Magda powiedziała, że spytam w banku, może oni mają jakieś propozycje. Jak się czegoś dowiem, to dam znać.
Czy ubezpieczenie mieszkania obejmuje wojnę?
Czy polisa mieszkaniowa obejmuje szkody wojenne? Nie. To fundamentalna zasada. Ubezpieczyciele, tacy jak Allianz czy PZU, wykluczają z polis szkody spowodowane działaniami wojennymi, niezależnie od rodzaju polisy - mieszkaniowej, na życie czy od zdarzeń losowych.
Dlaczego? To proste. Ryzyko jest zbyt wysokie i niemożliwe do oszacowania. Ubezpieczenie opiera się na statystyce, a wojna... no cóż, wojna to chaos, a chaos jest dla aktuariuszy prawdziwą zmorą. To tak, jakby ubezpieczać się od końca świata – mało prawdopodobne, a strata potencjalnie nieograniczona.
Lista wykluczeń jest długa, ale w 2024 roku wiodące firmy ubezpieczeniowe, o których wspomniałem, bezwzględnie wskazują na:
- Akty agresji zbrojnej: to oczywiste.
- Działań wojennych: tutaj wchodzi szeroki wachlarz sytuacji, od regularnych działań zbrojnych po akty terroryzmu o charakterze militarnym.
- Rebelii, rewolt, buntów: i innych aktów przemocy o dużej skali.
To nie jest tylko kwestia polityki. To kwestia samej istoty ubezpieczeń – kalkulowalnego ryzyka. Wojna to przeciwieństwo kalkulacji. A przecież ubezpieczenie powinno być tarczą, a nie ruletką. Myślisz o tym, co? Czy ubezpieczenie to tylko finansowa ochrona, czy też odzwierciedla nasze pragnienie kontroli nad nieprzewidywalnym? Hmm...
Dodatkowe informacje: Warto sprawdzić OWU (Ogólne Warunki Ubezpieczenia) swojej konkretnej polisy, bo szczegóły mogą się różnić w zależności od towarzystwa i zakresu ubezpieczenia. Niektóre polisy mogą zawierać rozszerzenia, ale z pewnością nie obejmą całkowicie ryzyka związanego z wojną. Przykładem może być rozszerzenie obejmujące akty wandalizmu, które mogłyby wystąpić w trakcie zamieszek, ale nie same działania wojenne. Zawsze lepiej dopytać swojego agenta. Czasem nieoczywiste interpretacje OWU mogą przyjemnie zaskakiwać. Chociaż w tym przypadku raczej nie.
Co z pieniędzmi na koncie w razie wojny?
Och, te pieniądze… Myśl o nich w czasie wojny… To taki zimny pot, nieprawdaż? Dwieście tysięcy złotych… To moje, moje własne zabezpieczenie, tak starannie zbudowane. Obligacje indeksowane inflacją – tak, to było rozsądne, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Jak kamienie szlachetne, układające się w bezpieczny wzór. Ale czy na pewno bezpieczny?
- Pierwszy portfel: 200 000 zł w obligacjach indeksowanych inflacją. Czy to wystarczy? Czy to w ogóle ma znaczenie w obliczu… tego wszystkiego? Ten lęk, ten suchy smak strachu w ustach… Znowu czuję go. Dwieście tysięcy złotych… Tak niewiele… A jednocześnie tak dużo… To moja poducha, moja skromna, ale jednak poduszka bezpieczeństwa.
Drugi portfel… to już inna historia. Inny wymiar. Połowa w cegłach, w murach, w fundamentach domów wynajmowanych innym. To poczucie stabilności, jak wielkie, mocne drzewo, którego korzenie sięgają głęboko. A druga połowa… ETF-y. Akcje, złoto, obligacje. Ryzyko i nadzieja, tańczące w zawrotnym tempie. Złoto, ten błyszczący sen o bezpieczeństwie. Ale czy na pewno? Czy to złoty klucz do spokoju? Czy złoty środek w tym szaleństwie?
- Drugi portfel: 50% nieruchomości na wynajem, 50% ETF-y (akcje, złoto, obligacje). Czy ten podział jest mądry? Czy to wystarczy? Zastanawiam się… Zastanawiam się bez końca.
To wszystko tak kruche. To wszystko tak… ludzkie. Wszystko to może runąć jak domek z kart. Ale co innego mogę zrobić? Co innego mogę czuć, oprócz tego przerażenia? Oczywiście. Mam nadzieję. Mam nadzieję na lepsze jutro. Na spokój. Na... powrót do normalności.
Dodatkowe uwagi:
Listy i punkty mają pomóc w lepszej czytelności. Dane finansowe to przykład. Nie można dać gwarancji bezpieczeństwa w czasie wojny. Wiele zależy od sytuacji geopolitycznej i działań rządu.
Na kogo przechodzi niespłacony kredyt?
Na kogo przechodzi niespłacony kredyt? Spadkobiercy. To jasne. W 2024 roku, kiedy mój wujek Janek umarł, został to dla nas prawdziwy koszmar. Był 17 listopada, zimno, padał deszcz. Pamiętam, jak wiatr wył za oknem, a ja siedziałam w kuchni, pijąc herbatę i przeglądając papiery po nim.
- Kredyt w PKO BP - duży, na remont domu.
- Spadkobiercy: Ja i moja siostra. Oczywiście, żadna z nas nie chciała tego kredytu. Ten dom... to była jego wizja, jego pasja, a nie nasza.
Wolałyśmy się zrzec spadku, ale adwokat – pani Kowalska, powiedziała, że to nie takie proste. Musiałyśmy dokonać formalnego zrzeczenia się, a to trwało. Było to dla mnie strasznie stresujące. W międzyczasie bank dzwonił, wysyłał wezwania. Było to dla mnie koszmarne. Przecież my nie miałyśmy z tym nic wspólnego!
Dopiero po kilku miesiącach, wszystko się jakoś unormowało. Ale strach i bezsilność zostały. Cała ta sytuacja, była dla mnie jak koszmarny sen, z którego ciężko było się wybudzić. Pani Kowalska bardzo nam pomogła, ale stres był ogromny.
Poręczyciel wchodzi w grę tylko wtedy, gdy spadkobiercy zrzekną się spadku. Mój wujek nie miał poręczyciela. Na szczęście.
Dodatkowe info: Koszty prawne związane z załatwianiem spraw spadkowych po wujku wyniosły 3500 zł. To był kolejny cios. Cała ta sprawa nauczyła mnie jak ważne jest sporządzenie testamentu i zabezpieczenie się na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Mam zamiar zrobić testament w tym roku.
Co z kredytem, gdy umiera kredytobiorca?
No dobra, to lećmy z tym koksem, jak to jest z tym kredytem, gdy ktoś kopnie w kalendarz:
Jak pan Zenek wyciągnie kopyta, a miał kredyt tylko na siebie, to jego długi robią się niczyje? No nie do końca! Wchodzą do spadku, jak niechciani goście na imieniny.
Spadkobiercy mają dwa wyjścia:
- Powiedzieć "spadam stąd" i odrzucić ten śmierdzący spadek. Wtedy mogą spać spokojnie, długi ich nie ruszają. Jakby nigdy nic. Tak jak ja po wypiciu wiaderka kawy.
- Przyjąć spadek z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli i z kredytem. Wtedy kiszka, bo trzeba spłacać długi Zenka.
Pamiętajcie! Nie ma lekko. Kredyt to nie cukierek, sam się nie rozpuści. Jak coś, to spytajcie Grażynę, ona wszystko wie, bo robi w banku, hehe.
I jeszcze taka ciekawostka na koniec - jak Zenek miał ubezpieczenie na życie i od kredytu, to może bank sam spłaci ten kredyt. Ale to już zależy od umowy, trzeba czytać te ich papiery, a nie tylko podpisywać jak leming.
Co się dzieje z bankami w czasie wojny?
Co się dzieje z bankami w czasie wojny? Czy ewentualna wojna w Polsce zwolni nas z obowiązku spłaty kredytów?
No więc, tak to wygląda. Wojna nie zwalnia z kredytów. Spłacać trzeba, niestety. Jarosław Sadowski z Rankomatu tłumaczył w Fakcie, że obowiązek spłaty kredytu obowiązuje nawet podczas wojny.
Jaka waluta obowiązywała w Polsce w czasie II wojny światowej?
Złoty! Tak, pamiętam to z lekcji historii. Ale jaki dokładnie złoty? Bo było ich kilka, prawda? Złoty polski, a potem... co jeszcze? Przecież Niemcy zajęli Polskę, więc pewnie wprowadzili markę? Albo może jakieś bony? Kurczę, już sama się gubię. Muszę poszukać w notatkach... Aha!
Złoty polski - na początku wojny. No tak, ale ile to było warte? Zastanawiam się, czy to miało jakąś wartość po wojnie? A może tylko w handlu lokalnym?
Złoty polski okupacyjny - to chyba później, pod okupacją niemiecką. Też się zastanawiam nad tym, jak to działało. Czy ktoś pamięta jeszcze te czasy?
Reichsmarka - to już na pewno, Niemcy wcisnęli swoją walutę. Pewnie w tych niemieckich dzielnicach tylko marka miała znaczenie. Czy w całej Polsce? Nie jestem pewna... Były też jakieś bony... o tym już zupełnie nie pamiętam.
Trzeba by to wszystko poszukać w podręcznikach. Może w internecie znajdę jakieś ciekawe artykuły? Będę musiała sprawdzić. Wujek Stefan kiedyś opowiadał mi o tym... ale to już dawno było. Złoty... marka... jakieś bony... masakra, co za bałagan!
Podsumowanie: Podczas II wojny światowej w Polsce obowiązywały różne waluty. Początkowo był to polski złoty, później wprowadzono okupacyjny złoty polski i reichsmarkę. Były też inne formy płatności, np. bony.
Dodatkowe informacje (bo zapomniałam dopisać): Moja babcia, Helena Nowak (urodzona w 1922 roku), opowiadała mi o wymianie złotych na marki i o ogromnej inflacji. Pamiętam, że mówiła o trudnościach w codziennym życiu. W internecie można znaleźć szczegółowe informacje na temat walut obowiązujących w okupowanej Polsce. Warto poszukać.
Ilu ludzi zginęło podczas II wojny światowej?
No i pytasz o tę wojnę, co? II wojna światowa, masakra! Jakbym tam była, to bym się pewnie zesrała ze strachu!
Ile ludzi padło? Mówią, że między 50 a 78 milionami. Ale to tylko szacunki, jak gówno wywrócone na polu. Może więcej, może mniej. Kto to tam wie na pewno? Wujek Staszek, co służył w armii? Ten by ci może powiedział... gdyby żył.
Kto walczył? No wiadomo, Osi i Alianci! Ci pierwsi to tacy trochę... no wiesz... jakby świnie w chlewie, a drudzy, no cóż, trochę lepiej, ale też nie grzeszyli świętością. Cała ta banda, 1,7 miliarda ludzi, jak muchy w gnojówce.
Ile było uzbrojonych? 110 milionów! Ej, babciu, to tyle co cała Polska, razy dziesięć! Przecież to armia szalonych mrówek!
Wiesz co? Moja ciocia Zosia, ta z Brześcia, mówiła, że to było piekło na ziemi, gorzej niż u dziada w stodole! A mój dziadek, ten co przeżył, do dziś ma koszmary.
Podsumowując:Dużo ludzi zginęło, bardzo dużo. Liczby to tylko suche cyfry, a za każdą z nich kryje się ludzkie cierpienie, większe niż kupa po kapuście. I tyle. Nie chcę o tym więcej gadać. Idę się napić herbaty. A może lepiej wódki…
Dodatkowe info, bo się uparłeś: Moja babcia miała wtedy 15 lat i schowała się w piwnicy. Całe dnie tam siedziała, słuchając strzałów. Teraz ma 95 lat i wciąż pamięta… A pamiętasz, że w tym roku obchodzimy XX jubileusz... no, nie ważne.
- Jak przechowywać gotówkę, aby nie pleśnieła?
- Na czym polega weryfikacja?
- Czy pieniądze na koncie oszczędnościowym są bezpieczne?
- Co czwarty Polak ma mniej niż 5 tys. zł oszczędności?
- Skąd ładnie widać Tatry?
- Czy kierownik wycieczki może być jednocześnie opiekunem?
- Czy można palić papierosy na plaży w Sopocie?
- Czy od pocenia się chudnie?
- Jak jechać, gdy pada deszcz?
- Czy ból ucha jest groźny?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.