Jak stworzyć wspólny plik?

6 wyświetleń
Aby stworzyć wspólny plik: Wybierz plik. Kliknij Udostępnij. Wybierz Każda osoba mająca link. Określ rolę (Przeglądający, Komentujący, Edytujący). Skopiuj link. Kliknij Gotowe. Udostępniony link umożliwia dostęp do pliku.
Komentarz 0 polubień

Ech, te udostępnianie plików… Czasem proste, czasem… no sami wiecie. Niby "kliknij tu, kliknij tam", ale ileż to razy człowiek się męczył, zanim doszedł do tego, jak to właściwie działa? Pamiętam, jak kiedyś miałam przygotować prezentację ze znajomymi. Koszmar! Każdy miał swoją wersję, poprawki gubiły się w kosmosie… W końcu odkryłam ten magiczny "Udostępnij".

No dobra, jak to w końcu zrobić, żeby się nie pogubić? Bierzemy nasz plik – obojętnie, czy to dokument, zdjęcie, czy cokolwiek innego. Klikamy "Udostępnij". Proste, prawda? No niby tak. Ale potem pojawia się to całe menu… "Każda osoba mająca link" – to jest to! Czyli każdy, kto dostanie link, będzie mógł zobaczyć plik. Ale uwaga! Trzeba jeszcze określić, co ten ktoś będzie mógł z tym plikiem zrobić. Tylko oglądać? („Przeglądający”). Dodać komentarz? („Komentujący”). A może go edytować, czyli zmieniać? („Edytujący”). Pamiętajcie o tym, bo potem może być… no, niezręcznie. Wyobraźcie sobie, że ktoś przez przypadek skasuje wam połowę pracy! Brrr… Dlatego lepiej dwa razy sprawdzić, zanim się kliknie.

Skopiować link – to chyba jasne. Ctrl+C albo kliknięcie prawym przyciskiem myszy. I "Gotowe"! Uff… Wreszcie. Link działa jak magiczny klucz – otwiera dostęp do pliku. Proste? W teorii tak. Ale ileż to razy zdarzyło mi się skopiować link, wysłać go, a potem… okazało się, że coś poszło nie tak. Albo źle ustawiłam uprawnienia, albo link się nie skopiował… Eh, technologia! Czasem pomaga, czasem… no cóż. Mimo wszystko, udostępnianie plików to niesamowita rzecz. Pomyślcie tylko, ile czasu i nerwów oszczędza! Nie trzeba już wysyłać gigabajtowych załączników mailem, ani biegać z pendrive’m. Wszystko w chmurze, dostępne dla każdego, kto ma link. Cudownie, prawda? Chociaż… czasem tęsknię za tymi czasami, kiedy wszystko było prostsze… Ale może to tylko ja?