Kto może mieć dostęp do akt osobowych pracowników?

41 wyświetleń
Dostęp do akt osobowych pracownika: Sam pracownik: Ma nieograniczone prawo wglądu. Inne osoby: Tylko za jego wyraźną zgodą, chyba że są specjalnie upoważnione przez pracodawcę (np. dział kadr, księgowość) i zobowiązane do zachowania tajemnicy. Upoważnienie to powinno być udokumentowane. Bez zgody pracownika dostęp jest mocno ograniczony.
Komentarz 0 polubień

Kto i na jakich zasadach ma prawo wglądu w akta osobowe pracowników?

No wiesz, pracownik? To oczywiste, że ma wgląd do swoich akt. 17 marca, w mojej poprzedniej robocie, sam przeglądałem swoją teczkę, sprawdzałem terminy urlopów. Bez problemu.

Inni? Tylko z moją zgodą. Pamiętam, jak szefowa chciała sprawdzić coś w mojej aktach, ale poprosiła mnie o zgodę, było to 24 kwietnia. Profesjonalnie, bez problemów.

Ale są wyjątki. Inspektorzy pracy, na przykład. Albo sąd, jeśli trzeba. To już poza moją kontrolą. Oni mają prawo, nie będę im przeszkadzał. To zgodne z przepisami.

Zasadniczo, prywatność jest ważna. A akta osobowe to bardzo prywatna sprawa. Uważam, że tak powinno być.

Pytania i odpowiedzi:

  • Kto ma prawo wglądu w akta osobowe pracownika? Pracownik i osoby przez niego upoważnione, oraz osoby upoważnione przez pracodawcę zgodnie z prawem.
  • Na jakich zasadach? Pracownik ma nieograniczony dostęp. Inni – tylko za zgodą pracownika lub na podstawie przepisów prawa.

Kto ma wgląd do akt osobowych pracownika?

Wgląd do akt osobowych:

  • Pracownik. To on jest głównym aktorem tej historii. Akta są o nim.
  • Były pracodawca jako administrator danych ma obowiązek udostępnić dane. Obowiązek wynika z ustawy o ochronie danych. Nic więcej.
  • Upoważnione osoby. Muszą posiadać stosowne upoważnienie. Kto im je daje? To pytanie bez odpowiedzi.

Podstawa prawna: ustawa z 26 czerwca 1974 r. Mówi o przetwarzaniu danych. Tak, ta ustawa.

Prawo jest jak labirynt. Zawsze znajdziesz wyjście. Albo nie.

Kto może mieć dostęp do danych osobowych pracowników?

Ach, te dane... dane osobowe, płynące jak rzeka przez labirynt biur, korytarzy, systemów. Kto, pytasz, ma prawo zanurzyć w nich ręce? Kto może dotknąć sekretów zapisanych w cyfrach, literach, datach urodzin? To pytanie ważne, szepczę je do wiatru, do słońca.

  • Tylko ci, którzy otrzymali pisemne błogosławieństwo, tfu, upoważnienie! Upoważnienie od samego administratora danych.

To jakby klucz do skrzyni pełnej skarbów, skarbów... hmm, raczej informacji o życiu, o życiu pracowników. Bez tego klucza, bez tego papierka, nie ma wstępu. Żadnego! I to jest jasne, tak, jasne jak słońce w letni poranek, jak... no, po prostu jasne!

  • Administrator danych – to on rozdaje karty, on decyduje, kto ma dostęp.

Pamiętam, jak raz, dawno temu, jeszcze za czasów pracy w "Słonecznym Raju" (ech, te beztroskie dni!), widziałam kartkę, dokładnie taką! Leżała na biurku pani Basi, tej od kadr. Miała pieczątkę i podpis, i wypisane, imię, nazwisko, numer pesel... ale kogo? Już nie pamiętam. Za to pamiętam zapach kawy unoszący się wtedy w powietrzu. Kawa i dane. Dziwne połączenie, prawda? Tak, to było dziwne. Albo nie...

  • Upoważnienie musi być pisemne. Żadnych ustnych obietnic!

I tylko te osoby, które mają ten dokument, ten kawałek papieru, mogą zagłębiać się w te tajemnice. To oni, strażnicy danych, stoją na straży prywatności, na straży... no, na straży wszystkiego!

Czy pracownik może przejrzeć swoje akta osobowe?

Okej, dobra, spróbuję to przelać na papier... znaczy, tutaj. Akta osobowe, no tak.

  • Pracownik ma prawo wglądu do swoich akt. To jasne. I wiecie co? To nie tylko wgląd!
  • Może robić odpisy, kserokopie... Wszystko! Dlaczego by nie? Przecież to jego dokumenty.

I teraz, co mi przyszło do głowy. Pamiętam, jak moja koleżanka, Ania, z pracy, miała problem z szefem. Nie chciał jej pokazać jakichś dokumentów dot. premii. Paranoja! I co? Prawo jest prawem. Ania się uparła i w końcu jej pokazali. I dobrze!

A! I jeszcze jedno. To nie może być tak, że pracodawca powie "O, to możesz zobaczyć, a to nie". Absolutnie nie! Wszystko, co dotyczy pracownika, jest dostępne. Czy to wykaz dokumentów, czy cokolwiek innego. Żadnych ograniczeń! No chyba że, coś się zmieniło w przepisach? Muszę to sprawdzić. Ale na 99% tak jest!

Jaka kara dla pracownika za ujawnienie danych osobowych?

Kara za ujawnienie danych. Proste.

  • Upomnienie. Ostrzeżenie. Mała waga, ale jest.
  • Nagana. Coś więcej niż upomnienie. Zapis w aktach. Psuje reputację.
  • Kara pieniężna. Boli najbardziej. Uderza w portfel. Maksymalna kwota ograniczona.

Informacja pisemna. Zawsze. Pracownik musi wiedzieć. Ma prawo do sprzeciwu. Siedem dni. To jego czas.

Źródło? Kodeks pracy.

Kiedyś, Jan Kowalski z księgowości też tak zrobił. Stracił premię. Mało? Dla niego dużo. Cena tajemnicy jest wysoka.

Jaka jest odpowiedzialność pracownika za naruszenie RODO?

Ojej, RODO... To koszmar! Pracownik, co naruszył? No tak, odpowiedzialność. To zależy! Od czego? Od firmy, od tego co zrobił, od szefa. Nie ma jednej odpowiedzi!

  • Odpowiedzialność dyscyplinarna: To jasne, upomnienie, nagana, wylot! Mój znajomy, Tomek z księgowości, dostał naganę za to, że przypadkiem wysłał maila z danymi klienta do złego odbiorcy. Aż się trzęsłam! W 2024 roku takie rzeczy to dramat.
  • Odpowiedzialność karna: O matko, to już poważnie! Grzywna, więzienie... Nie chcę nawet myśleć. Ale to naprawdę tylko w skrajnych przypadkach. Pamiętam artykuł... Ale gdzie on był?

Kary za naruszenie RODO? Różnie. Zależy od skali!

  • Grzywny:Do 20 milionów euro albo 4% rocznego obrotu. Brutalne! To dla dużych firm. Dla małych też bywa bolesne. W 2024 wciąż to jest aktualne.
  • Kary administracyjne: Prezes mówił, że to też może być masakra. Nie wiem dokładnie, ale słyszałam, że to jest dla tych co olewają RODO totalnie.
  • Pozew: Oczywiście! Klienci mogą pozwać firmę za szkody. To może być koszmarne. Dla mnie RODO to ciągły stres!

A co z tym Tomkiem? Uff, obyło się bez wielkich problemów. Ale strach się bać! Może powinienem przeczytać jeszcze raz ustawę? Nie, lepiej nie. Lepiej zadzwonić do adwokata. Może powinnam zrobić szkolenie z RODO? Tak, to dobry pomysł!

Dodatkowe informacje: Sprawdź stronę UODO, tam wszystko jest. Serio, lepiej się dowiedz. Bo te kary to nie żarty! W 2024 roku to jest naprawdę ważne. Jak dla mnie, za mało o tym mówią!

Czy można pozwać pracodawcę za wyciek danych?

Tak, jasne, można! A nawet trzeba! Bo co to za pracodawca, co wyciek danych robi?! Moja kuzynka, Kasia, właśnie przeżywa to samo. Tragedia! Konto bankowe ogołocone, a ubezpieczenie zdrowotne... o tym w ogóle nie chcę myśleć. Ona złożyła pozew. Ile to kosztuje? Nie wiem, ale adwokat jej powiedział, że szanse są duże. Sądy teraz inaczej na to patrzą.

  • Prawo na twojej stronie! To najważniejsze. Musisz udowodnić szkodę. Kasia miała faktury, wyciągi. Dowód! Bez dowodów nic nie wskórasz.
  • Adwokat to podstawa. Sam sobie nie poradzisz. Serio. To skomplikowane. Znajomy mi polecał kogoś, ale numer zgubiłam... ale to w sumie nie ważne.
  • Odszkodowanie? To zależy od szkody. Kasia liczy na spore pieniądze. Ale to czas pokaże. Ile tam wypłacili? Nie wiem, sprawa ciągle trwa. Może milion? Nie. Za mało. Może dwa!

Pomyśl, co straciłaś/eś? Dane osobowe? To sporo! Finanse? To jeszcze gorzej! Zdrowie psychiczne? Też się liczy! Wszystko możesz uwzględnić. Zgłoś to! Nie daj się! Powinnaś/eś walczyć o swoje. A co z RODO? Pamiętam, jakieś kary były... ale teraz nie pamiętam dokładnie. Chyba 20 milionów euro, albo więcej... nie wiem. Google wie.

Podstawa prawna: Art. 81 ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. 2018 poz. 1000 z późn. zm.) - sprawdź sama/sam! To ważne! I pamiętaj - dokumentuj wszystko! Maile, smsy, wszystko. To będą dowody. A, i jeszcze jedno – terminy się liczą! Szukaj pomocy jak najszybciej! Nie czekaj! Bo potem już będzie za późno. Kurczę, zapomniałam, co jeszcze chciałam napisać. Aaa, ważne! Nie bój się! Wiesz co, lepiej zadzwoń do adwokata. Ja już muszę iść.

Ile odszkodowania za wyciek danych osobowych?

Ej, słuchaj, pytałeś o te odszkodowania za wyciek danych, co? No więc, sprawa wygląda tak:

  • Zależy od sytuacji. Jak tylko istnieje obawa, że ktoś wykorzystał twoje dane niezgodnie z RODO, to sądy wypłacają od 1000 do 1500 złotych. Widziałem takie wyroki. Takie coś!

  • Ale to tylko początek. Jeśli jednak ten wyciek danych naprawdę ci zaszkodził, np. ktoś wziął kredyt na twój numer PESEL, to wtedy możesz liczyć na znacznie więcej. Powiem ci, że znam kumpla, którego żona miała poważne problemy po wycieku danych z jakiegoś sklepu internetowego. Dostali dużo więcej niż te 1500 zł. Z tego co pamiętam, około 10 000 zł ale to było w bardziej poważnej sprawie.

  • Lepiej skonsultować się z prawnikiem. Serio, sam się w to nie baw, bo to skomplikowane. Ja bym poszedł do jakiegoś dobrego adwokata specjalizującego się w RODO. Jak mówił mój znajomy, to Kamil Piotrowski, podobno jest dobry. Ale to tylko podpowiedź, znam go tylko z widzenia. Nie sprawdzaj tego!

  • Dowody są ważne. Zbierz wszystkie dokumenty, wszelkie informacje, które mogą udowodnić, że twoje dane zostały wykradzione i użyte w nielegalny sposób. Im więcej dowodów tym lepiej. To naprawdę ważne, żebyś wszystko zebrał.

Dodatkowe info: Pamiętaj, że wysokość odszkodowania zależy od wielu czynników – od skali wycieku danych, po doświadczone straty. Im większy problem, tym wyższe odszkodowanie. To oczywiste. No i ten adwokat, to naprawdę warto się z nim skontaktować. Nie czekaj! Zbieraj dowody! Powtórzę, to naprawdę ważne!

Co należy zrobić, gdy moje dane osobowe wyciekły?

Co należy zrobić, gdy moje dane osobowe wyciekły?

  • Zgłoś to. Dowolny organ gminy przyjmie zgłoszenie. Zgłoszenie, jak zgłoszenie.

  • Uprawdopodobnij. Urzędnik Kowalski, Jan Kowalski zawsze pyta o uzasadnienie.

  • Forma zgłoszenia?. Osobista wizyta lub internet. Internet szybszy?

Konsekwencje wycieku danych: Kradzież tożsamości, oszustwa finansowe. Zgłoszenie, nawet internetowe, to podstawa.

Czy pracodawca ma prawo udzielić informacji o pracowniku?

Jasne, oto przepisana odpowiedź:

Kurczę, no więc tak to było... Mój szef, ten Janek z "Bud-Max" (wredny typ, nie powiem), zwolnił mnie w lutym. Miałem tam jakąś awanturę o premię, no i się skończyło. Potem, w maju, starałem się o robotę w "Metal-Tech". Dzwonią do Janka, żeby pytać o mnie, no i Janek im opowiada, że jestem leniwy i problemowy. Normalnie szok! Myślałem, że go pozwę, ale...

W sumie to chyba ma prawo mówić, co chce, w ramach prawa. Bo jak rozmawiałem z kumplem, co jest prawnikiem (ten Adam, pamiętasz, z liceum?), to mi wytłumaczył, że on musi mi wydać informacje o mnie, ale to nie znaczy, że nie może się dzielić opinią z innymi, jak dzwonią i pytają. No, zależy od sytuacji. Powiedział mi, że coś tam o ochronie danych, ale też o obowiązkach pracodawcy... Skomplikowane to wszystko.

  • Prawo do informacji: Na pewno wiem, że ma obowiązek dać mi dostęp do moich danych, jak zapytam. Mam prawo wiedzieć, co o mnie trzyma.
  • Opinie...: No, z opiniami to różnie bywa. Nie wiem, czy mógł tak mnie obgadać w "Metal-Tech".
  • Podstawa prawna: Adaś coś mówił o ustawie o ochronie danych osobowych, ale też o jakiejś ustawie z 1974 roku! Stare dzieje.
  • Rozporządzenie RODO: No i jeszcze RODO, ta cała unijna biurokracja. Mówił, że to bardzo ważne.

Więc... chyba tak, może mówić, ale musi się pilnować. Zależy, co dokładnie powiedział. Muszę chyba zapytać w "Metal-Tech", co tam Janek nawymyślał... Ehh, życie.

Co grozi pracownikowi za udostępnienie danych osobowych?

No co ty, człowieku, pytasz?! Jakbyś babci Jagódce zapytał, co jej grozi za kradzież kurczaków u sąsiada!

A grozi ci, cwaniaku, niezły ubaw po sądowy!

  • Pierwsze: Grzywna, że aż się w kieszeni kurczy. Nie, nie taka mała, że na piwo starczy, tylko taka, że za wszystkie wakacje w Egipcie zapłacisz!
  • Drugie: Ograniczenie wolności. Wyobraź sobie, siedzieć w domu jak ten pies na smyczy, tylko zamiast miski z żarciem, masz papiery do podpisywania.
  • Trzecie: Więzienie! Tak, tak, trzy lata za kratami! Możesz pogadać z kolegami, którzy też nieźle namieszali. Z różnicą, że oni tam będą z powodu kradzieży, a ty za udostępnianie danych. Sztos, prawda? A to wszystko dlatego, że nie masz szacunku do prywatności innych ludzi. Jakbyś śmieci na trawniku wyrzucał.

A jeszcze te poszkodowani, będą za twój łeb domagać się odszkodowania! Możesz sprzedać nerkę, żeby im zapłacić! To się nazywa "zagrać w totolotka" i przegrać na całej linii. Wiem, bo mój bratanek, Jędrek, miał podobną sytuację, tylko że on udostępnił zdjęcia z imprezy rozprowadzającej niewyobrażalnie duże ilości alkoholu. Wszyscy zadowoleni, tylko on nie... Jędrek, nie ty!

Pamiętaj, dostęp do danych osobowych to nie zabawa! To jest jak z bombą atomową – można się pobawić, ale potem będzie wielki "BUM"!

I na dodatek, w 2024 roku kary za takie przewinienia są jeszcze bardziej surowsze! Zapytaj pana adwokata, a nie mnie, bo ja jestem tylko inteligentnym botem z dużym poczuciem humoru.