Jak przytyć 10kg w 2 miesiące?

62 wyświetleń
Zdrowy przyrost masy ciała to proces stopniowy. 10 kg w 2 miesiące to zbyt dużo. Lepiej skupić się na 0,5-1 kg tygodniowo. Kluczem jest dieta bogata w kalorie (ok. 500 kcal więcej niż zapotrzebowanie), zawierająca zdrowe tłuszcze (awokado, orzechy, oliwa), pełnotłuste produkty mleczne i białko. Trening siłowy buduje masę mięśniową. Regularne posiłki i odpowiednie nawodnienie są niezbędne. Konsultacja z dietetykiem lub lekarzem jest zalecana.
Komentarz 0 polubień

Jak skutecznie przytyć 10 kg w 2 miesiące? Bezpieczny plan?

Okej, ogarniemy to po mojemu. 10 kilo w 2 miechy? Ładnie, ale... trochę za szybko, nie? Pamiętam, jak sam próbowałem kiedyś nabrać masy... Szło opornie, bo od razu chciałem mega efekty.

Zacznij powoli. Dorzuć do swojej diety jakieś 500 kalorii dziennie. Niech to będą dobre kalorie! Awokado to mój hit – zdrowe tłuszcze i smak obłędny. Orzechy też spoko, tylko uważaj, bo łatwo się zapomnieć i zjeść całą paczkę.

Siłownia! Tu nie ma co kombinować. Ćwiczenia siłowe to podstawa, żeby te kalorie poszły w mięśnie, a nie od razu w boczki. Serio, to robi różnicę.

Ja na początku robiłem ten błąd, że jadłem nieregularnie. A to ważne, żeby organizm wiedział, kiedy dostanie paliwo. I pij dużo wody, jasne?

Pamiętaj, to Twoje ciało. Konsultacja z lekarzem lub dietetykiem to nie wstyd, a przejaw dbania o siebie. Oni naprawdę wiedzą, co robią. Ja żałuję, że sam nie poszedłem wcześniej.

Czy da się przytyć 10kg w 2 miesiące?

O rany, 10 kg w dwa miesiące? To dużo! Da się, no pewnie że się da, ale... czy warto? Sama nie wiem. Zależy pewnie, po co Ci to? Ale dobra, załóżmy, że musisz.

  • Białko: No tak, 2g białka na kg masy ciała. Czyli jak ważysz 60 kg, to 120g białka dziennie! Jezu, to mnóstwo kurczaka!

  • Węglowodany: I węgle! To ważne! Jak nie zjesz węgli, to nic z tego nie będzie. 6g węgli na kg masy ciała! To jeszcze więcej niż białka. Makaron górą!

  • Żarcie: No i w ogóle, dieta na masę, tak jakby... Nabiał i mięso. Czyli serki, jogurty, pierś z kurczaka... bleee, znudzi się szybko. A co z wege? Da się w ogóle przytyć 10kg na wege? Muszę poszukać.

Pamiętam jak mój brat, Marek, próbował przytyć przed wakacjami, żeby lepiej wyglądać na plaży. Robił te wszystkie shake'i z białkiem. Wyglądał komicznie! Ale coś tam mu się udało chyba. Też jadł dużo nabiału, szczególnie twarogu. I dużo spał! Mówił, że podczas snu mięśnie rosną. Ciekawe, czy to prawda? Muszę zapytać wujka Google. A jak już będę szukać o tyciu, to może znajdę też coś o zdrowym tyciu? Bo tak na fast foodach to pewnie szybko się uda, ale... czy o to chodzi? W sumie, to pytanie było o to, czy się da, a nie, czy to mądre!

Czy możemy przytyć 10 kg w 2 miesiące?

Jasne... tylko... po co ktoś miałby chcieć przytyć 10 kilo? No, dobra... nieważne.

  • Przytycie 10 kg w dwa miesiące... jest możliwe. Tylko... kurde, czy to zdrowe? Nie wiem. Ale dobra, jak ktoś chce, to chce.

  • Białko? Tak, ważne. 2 gramy na kilogram... tak mówią. Ja, szczerze, to nie wiem, ile ważę. Chyba koło 60? Czyli 120 gram białka... dużo.

  • Węglowodany... nie można ich unikać. 6 gramów na kilogram... to już w ogóle masakra. 360 gram węgli?! Jezu. Ja to chyba tylko na czekoladzie bym musiała jeść. Nie no, żartuję. Chociaż...

  • Dieta na masę... Mięso i nabiał... No, ja akurat wegetarianką jestem. Czyli odpada. Ale dobra... jak ktoś lubi, to pewnie. Ja bym chyba wolała jednak... no nie wiem. Po prostu nie przytyć.

A tak w ogóle... to wiecie co? Zastanawiam się, czy Gosia jeszcze śpi. Obiecała, że jutro pójdziemy na ten film... ale jakoś tak czuję, że pewnie zapomni. Znowu. Jak zawsze. A ja... no cóż. Zostanę sama. Z tą całą wiedzą o przybieraniu na wadze. Ironia, co?

Wiesz, ja tak sobie myślę, że najgorzej to jest... nie wiem... chyba to poczucie, że nikogo nie obchodzisz. Wiem, głupie, ale... no cóż. Tak mi się jakoś zebrało. Chyba przez tą noc. I przez to pytanie o te cholerne kilogramy. Jakby to było najważniejsze.

Jak przytyć 10 kg szybko?

No dobra, jak przytyć te 10 kilo? Pytanie niby proste, ale...

  • Dieta: Jak ja się patrzę na talerz, to widzę tylko kalorie. Białko, jasne, dania wysokobiałkowe to podstawa. Ale nie sama kura, bez ziemniaków to przecież w ogóle nie ma sensu. Kurczak, ryż, wszystko w dużej ilości. Aha, no i nabiał, koniecznie! Mleko, sery, jogurty. Tylko tłuste, bo po co te chude w ogóle istnieją?!
  • Trening: Wiesz, siłownia jest spoko, ale ja tam wolę rower. No dobra, może i nie buduje masy, ale... coś tam robi.
  • Posiłki: 4–5 posiłków? Serio? To ja jem chyba co dwie godziny. Ale dobra, niech będzie, o stałych porach, niby ważne.

Pamiętam jak moja kuzynka, Ania, próbowała przytyć przed ślubem, żeby sukienka lepiej leżała. Jadła dosłownie wszystko, co jej wpadło w ręce. Pizza o północy, lody na śniadanie. I co? I przytyła 2 kilo, a stres przedślubny zrobił resztę. No właśnie, stres. Trzeba się wyluzować, wtedy wszystko idzie lepiej.

Czy da się przytyć 5 kg w tydzień?

No jasne, że się da przytyć 5 kg w tydzień! Tylko co potem? Będziesz wyglądać jak balonik na druciku! Serio, kto by chciał tak szybko zamienić się w małą świnkę?

  • Jedzenie jak dla stada słoni: Zapomnij o sałatkach! Teraz w ruch idą kebsy XXL, pizza na metry i litry coli! Tak się robi masę, c'nie?
  • Zero ruchu, tylko leżenie: Siłownia? Bieganie? Zapomnij! Teraz twoim sportem jest mistrzowskie opanowanie pilota do TV i konkurs na najdłuższe drzemki!
  • Dietetyk? A po co to komu?! Sam wiesz najlepiej, co jest dla Ciebie dobre... no, może niekoniecznie dobre, ale na pewno smaczne! Frytki, słodycze, fast foody - to jest to!
  • Indywidualny jadłospis? To brzmi jak tortura! Przecież nikt nie będzie mi mówił, co mam jeść! Będę wcinał wszystko, co wpadnie mi w łapy!

Pamiętaj, zdrowy przyrost wagi to coś innego niż napychanie się byle czym! No, ale jeśli chcesz wyglądać jak ja – Krzysiek z Pcimia Dolnego, co to waży tyle, co mały fiat, to śmiało! Tylko potem nie płacz, że ci się w spodnie nie mieścisz! I dietetyk ci nie pomorze :D

Czy są jakieś tabletki na przytycie?

O rany, tabletki na przytycie? To brzmi trochę jak... szukanie jednorożca. Ale, wracając do pytania – Rutinoscorbin to NIE jest lek na przytycie. To zwykła witamina C i rutyna. Brałam to jak miałam 8 lat, bo babcia mi wciskała na przeziębienie. Pamiętam, że były okropnie kwaśne! Zero związku z wagą.

Więc, jeśli ktoś ci wmawia, że Rutinoscorbin cię utuczy, to... uciekaj. Serio. Lepiej iść na porządny obiad.

  • Rutinoscorbin: Witamina C + rutyna.
  • Działanie: Wspomaganie odporności, a NIE przybieranie na wadze.
  • Moje wspomnienia: Kwaśne tabletki od babci!

Muszę przyznać, że sama kiedyś szukałam magicznych sposobów na przytycie, bo zawsze byłam szczupła. Ale prawda jest taka, że zdrowy przyrost wagi to zbilansowana dieta i ćwiczenia (tak, wiem, banał). I dużo cierpliwości.

Co kupić na przytycie?

Noc... taka cicha... myślę...

  • Co na przytycie? Hmm... produkty odżywcze, mała ilość, a moc.

  • Jakie? Suszone śliwki, mnóstwo energii w garstce. Orzechy włoskie, te od babci, prosto z ogrodu... Pamiętam, zawsze mi podkradała, w tym roku też...

  • Ryby... łosoś... tłusty, zdrowy, ale ja wolę karpia, smażonego przez mamę na święta. No i więcej białka, tak?

Pamiętam jak mama zawsze powtarzała: jedz, bo wiatr cię zdmuchnie. A teraz sama już niewiele je... muszę do niej częściej dzwonić. W sumie to zaraz zadzwonię. Zrobię jej listę zakupów. Tylko co jej kupić, żeby przytyła? Orzechy! Na pewno orzechy.

Co brać, żeby przybrać na wadze?

Ach, przybieranie na wadze, ten luksus! Ja, Grażyna, całe życie walczę, żeby nie przytyć, ale rozumiem, różne są ludzkie dramaty. No więc, co robić, żeby dobić do tej upragnionej wagi?

Lista Grażyny, czyli jak (podobno) przytyć:

  • Odżywcza bomba: Zapomnij o powietrzu i sałacie! Suszone śliwki, orzechy (najlepiej te włoskie, bo przypominają mózg, więc na pewno pomogą), i tłuste rybki (łosoś, makrela – nie bój się, cholesterol to mit!). To takie małe petardy kaloryczne.
  • Białko? Musi być!: Kurczak, wołowina, jajka (od szczęśliwych kur, rzecz jasna!). Białko to fundament, jak mawiał mój mąż, Zbyszek, budując altankę. Tylko nie wiem, czy to ma sens, bo altanka mu się rozpadła... No ale białko jedz!
  • Sjesta po jedzeniu: Po obiadku, zamiast biec na siłownię (po co, skoro chcesz przytyć?), poleż sobie jak rzymski cesarz. Zbyszek tak robił po obiedzie, na szczęście przytył on! Odpoczynek to klucz, żeby te kalorie się ładnie ulokowały, tam gdzie trzeba.

Aha, i nie stresuj się. Stres to wróg wagi. Zamiast tego, idź na plotki do Renaty, to od razu poprawia apetyt! I pij piwo!