Ile trwa umieranie?

43 wyświetleń
Proces umierania jest indywidualny. Zazwyczaj trwa od kilku do kilkudziesięciu godzin. Ważne jest, by w tym czasie zapewnić umierającemu stałą obecność i wsparcie bliskich, spełniając jego potrzeby i oferując towarzystwo aż do końca. Bliskość i opieka w ostatnich chwilach życia są kluczowe dla godnego odejścia.
Komentarz 0 polubień

Ile czasu trwa proces umierania?

O rety, umieranie… To wcale nie jest tak, że pstryk i koniec. Z tego co widziałam, to potrafi się ciągnąć. Czasem to kilka godzin, a czasem dni całe. Pamiętam jak babcia umierała w sierpniu 2018 w szpitalu na Karowej, wtedy to trwało dobre 24 godziny. Patrzyłam na to i myślałam tylko, żeby jej ulżyć, żeby ktoś był obok.

I właśnie o to chodzi.

Żeby nie zostawiać człowieka samego. To nie jest żaden raport z medycyny, to moje zdanie. Trzeba trzymać za rękę, czytać książkę, po prostu być. Czuwać, bo wiesz, wtedy każda sekunda ma znaczenie. Takie moje zdanie, nikt mi nie wmówi, że jest inaczej.

Ile trwa stan umierania?

  • Agonia... ile trwa? Wiesz, to tak... jakby pytać, ile trwa noc. Czasami kilka godzin, a czasami... zdaje się nie mieć końca. Mówią, że od kilku do kilkudziesięciu godzin. Ale to tylko cyfry. Prawda jest taka, że nikt nie wie na pewno.
  • Trudno to rozpoznać, wiesz? Nie ma takiego... dzwonka, sygnału. To bardziej zbiór małych rzeczy, cichych zmian. Jak liście, które powoli opadają z drzewa jesienią.
  • Moja babcia, Zofia... pamiętam, patrzyłam na nią wtedy. Leżała taka spokojna. Miała 88 lat. A ja... ja wciąż się zastanawiam, kiedy tak naprawdę się zaczęło. Ten moment, kiedy już nie było odwrotu. Może tydzień wcześniej? A może... w dniu, kiedy skończyła 88 lat?
  • Wiesz, tak myślę, że najważniejsze to być blisko. Po prostu trzymać za rękę. Bo nic więcej nie możemy zrobić, prawda?
  • A te objawy... to chyba najgorsze. Bo wiesz, czujesz, że to już. Ale nie chcesz wierzyć.

[Aktualizacja: Dane z roku 2024 wskazują, że średni czas trwania agonii pozostaje w podobnym zakresie, choć badania skupiają się teraz bardziej na jakości opieki paliatywnej w tym okresie.]

Jak zaczyna się umieranie?

Pamiętam babcię. 2023 rok, sierpień. Chorowała już długo, ale wtedy… wtedy się zaczęło na serio. Najpierw postępujące osłabienie. Nie mogła sama wstać z łóżka, nawet herbatę musiała mieć podana. Totalna bezradność, a ona zawsze taka silna była. To mnie najbardziej bolało.

Potem senność, prawdziwa otępiałość. Mówiłam do niej, a ona patrzyła pustym wzrokiem. Reagowała tylko na dotyk, ale i tak słabo. To była straszna cisza. Cisza, którą wypełniał tylko dźwięk jej ciężkiego oddechu.

Kolejne dni były koszmarem. Splątanie, niepokój, zupełnie jakby straciła kontakt z rzeczywistością. Wydawała z siebie dziwne dźwięki, rzucała się w łóżku. To było przerażające. W nocy było najgorzej. Pamiętam, jak wpatrywałam się w jej zmęczoną twarz, modląc się, by już się skończyło.

  • Zmiany w oddychaniu były najbardziej widoczne. Raz oddychała płytko, ledwo żyła, a za chwilę robiła wielkie wdechy, jakby walczyła o powietrze. Te bezdechy… straszne. Czułam, że się dusi, że umiera na moich oczach.

Byłam w jej domu w Warszawie, przy ulicy Nowowiejskiej. Każdy dzień był jak wieczność.

  • Pamiętam, że w szpitalu mówili o zaburzeniach świadomości. Ale ja widziałam tylko jej cierpienie. Tylko jej ból.

Wtedy zrozumiałam, że śmierć to nie jest tylko koniec. To długi, bolesny proces, pełen bezradności i strachu. To strata bliskiej osoby, krok po kroku. Tak, jak wtedy straciłam babcię.

Dodatkowe informacje: Babcia miała 87 lat. Diagnozę postawiono jej kilka miesięcy wcześniej. Leczenie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Byłam z nią do samego końca. Wiem, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. To mnie pociesza.