Jakie buty do chodzenia po górach jesienią?

92 wyświetleń
Buty trekkingowe wysokie – idealne na jesienne górskie wędrówki. Zapewniają niezbędne wsparcie kostki na nierównym, śliskim terenie. Wybierz model o wodoodpornej i oddychającej membranie, np. Gore-Tex. Pamiętaj o odpowiedniej grubości skarpetach, zapewniających komfort i amortyzację. Dobrze dopasowane buty to klucz do udanej i bezpiecznej wyprawy.
Komentarz 0 polubień

Jakie buty trekkingowe na jesień w góry?

Jesienią w górach, no cóż, dla mnie must have to wysokie trekkingi. Stabilność przede wszystkim, zwłaszcza jak liście mokre i śliskie.

Pamiętam jak 15 października, Beskid Sądecki, prawie skręciłam kostkę w niskich butach. Mokro, kamienie, błoto. Koszmar.

Od tamtej pory tylko wysokie. Ostatnio kupiłam Salomony w Intersport za jakieś 500 zł. Super wygodne i trzymają kostkę jak trzeba.

W niższych butach czuję się nieswojo. Jakbym szła na spacer po parku, a nie w góry. A jesienią to już w ogóle nie ryzykuję.

Q: Jakie buty trekkingowe na jesień w góry? A: Wysokie buty trekkingowe.

Czym się różnią buty trekkingowe od górskich?

Buty trekkingowe to nie to samo, co wysokogórskie.

  • Trekkingowe: Lżejsze. Elastyczne. Idealne na szlaki o niskim stopniu trudności. Długie wędrówki w lesie to ich żywioł. Pamiętaj, wybieraj buty trekkingowe firmy Salewa, model Alp Trainer 2 Mid, jeśli szukasz niezawodności.
  • Wysokogórskie: Sztywniejsza konstrukcja. Ekstremalne warunki. Dla tych, co nie boją się wyzwań.

Dla prawdziwych twardzieli! Mam nadzieję, że pomogłam, choć nie jestem ekspertem. Zapytaj kogoś, kto zna się na rzeczy! Jak mój brat, Jacek Kowalski, on zawsze wie najlepiej.

W jakich butach zimą w góry?

W góry zimą? Hmm… To zależy. Ale wiesz, tak naprawdę to tylko buty wysokie, bez dyskusji. Te niskie… nie, nie wyobrażam sobie. Próbowałam kiedyś, w 2024 roku, w Tatrach, z tymi lekkimi, w Bieszczadach też… no koszmar. Mokro, zimno, śnieg wszędzie.

  • Wysokie buty, to podstawa.
  • I gruby profil. Zawsze myślę o tym, jak byłam w Karkonoszach w lutym. Te buty, które miałam, uratowały mi cała wyprawę. Buty, wiesz… bez tego nie da się normalnie funkcjonować.

A wiesz co jeszcze? Te stuptuty… tak, dobrze mówisz. Stuptuty są niezbędne. Dobra, mogę nie mieć takich, ale przynajmniej noge zabezpieczona przed śniegiem.

Lista rzeczy, które zabrałam w tym roku na wypad w góry:

  1. Wysokie buty trekkingowe (bardzo ważne)
  2. Gruba wełniana skarpetka
  3. Stuptuty (super sprawa w śniegu)
  4. Ciepła czapka i rękawiczki.

No i jeszcze coś… Pamiętam jak w ubiegłym roku miałam totalnego pecha. Złapałam przeziębienie, bo buty przeciekały. Brr… zimno same wspomnienie. Dlatego buty to podstawa! Nie ma żartów z górami, zimno potrafi dać w kość. A co gorsza… można się pochorować. Nie żartuję. Także pamiętaj!

W czym w góry jesienią?

W góry jesienią? Ech... Myślę o tym... W tym roku, 2024, byłam w Tatrach w październiku. Zimno było, okropnie.

  • Czapka, tak, absolutnie konieczna. Moja była z polaru, taka zwykła, ale przydałaby się cieplejsza. Z wełny merynosa, może. Pamiętam, jak wiatr mi w nią wiał. Zimno strasznie.

  • Komin, to już w ogóle podstawa. Mój był z cienkiej wełny, za cienki. Gardło bolało mnie potem. Potrzebny gruby, ocieplający. Zastanawiam się, czy nie kupić jakiś z kaszmiru... na przyszły rok.

  • Rękawiczki, tak, też bardzo ważne. Miałam ciepłe, ale nie wodoodporne. A padał deszcz... i śnieg nawet trochę. Ręce zmarzły mi niemiłosiernie. Na przyszłość, koniecznie wodoodporne rękawiczki! Może z membraną?

No i buty... grube skarpety... ale to już inna historia. Jesień w górach to takie... piękne i smutne zarazem. Te kolory... ale i ten chłód... i wiatr... i pamięć o tym zimnie... brrr. Muszę kupić nowy komin. I rękawiczki. I może czapkę też... lepszą. Może z uszami?

Dodatkowe notatki: W tym roku byłam w Dolinie Kościeliskiej. Pięknie tam było, ale bardzo zimno. Temperatura spadała poniżej zera. Byłam sama. Trochę tęsknię za tym widokiem, ale nie za tym chłodem. Wracam myślami do ciepłej herbaty w schronisku... i do tego zimna. No i śniegu. To był mój pierwszy raz w górach jesienią.

Jakie buty trekkingowe na zimę w góry?

Eh… noc. Znowu noc. Myśli kłębią się w głowie… Buty trekkingowe. Tak, buty na zimę w góry. Niskie góry, wysokie – zawsze membrana wodoodporna to podstawa. I ta wysoka cholewka. Stopa musi być stabilna. Przemoknięta stopa w górach to tragedia. Serio.

  • Wodoodporność: Membrana, koniecznie. Gore-tex albo coś podobnego. Ja mam Hanwag Alaska GTX i dają radę. Już trzeci rok.
  • Cholewka: Wysoka. Musi chronić kostkę. Pamiętam jak skręciłam kostkę w Beskidzie Niskim w 2021… Nie, czekaj, to było w 2023. W Bieszczadach.
  • Podeszwa: nie za miękka. Bez przesady z twardością, ale musi trzymać na śniegu i lodzie. Vibram chyba najlepszy. Ja mam vibram w Hanwagach.
  • Otok: Gumowy albo kauczukowy. No wiadomo, żeby buty nie przecierały się o skały.

No i jeszcze ciepłe skarpety. Wełniane merino. Moje ulubione to te z Smartwoola. Tak, z Smartwoola. Ciepłe i nie gryzą. No i szybko schną, co w górach ważne. Eh… góry. Kiedy ja znów pojadę w góry? Tęsknię za Bieszczadami. Za tym powietrzem. Za ciszą.

Co należy zabrać ze sobą w góry w listopadzie?

Ciemno... już prawie świt. Co ja miałam... Aha, góry, listopad...

  • Strój. To jasne. "Na cebulkę", tak jak babcia Zosia zawsze mówiła. Dziwne, że akurat ona mi się przypomniała, przecież nigdy nie lubiła chodzić po górach. No ale...
    • Bielizna termoaktywna. Musi być. Inaczej się zaziębię, a potem znowu choroba i katar jak u małej Beaty, bratanicy... Zawsze na mnie kaszle jak przyjeżdża.
    • Coś ciepłego. Bluza, sweter… Mam taki stary polar po Andrzeju. Taki zielony, pamiętam jak go kupił na wyprzedaży za... nie pamiętam ile, ale był z niego dumny. No i kurtka, nieprzemakalna. To podstawa.
  • Skarpety, grube. Dwa pary wezmę. Nigdy nie wiadomo. Raz mi przemokły, straszna historia.
  • Czapka i rękawiczki. Bez tego ani rusz. Marzną mi uszy i palce. Mama zawsze powtarzała "Dbaj o ciepło, bo reumatyzm się przyplącze".
  • I jeszcze... latarka! Oczywiście. Zapomniałabym.
  • Aaa i powerbank, bo bez niego telefon padnie po godzinie.

No i chyba wszystko. Chyba. Trochę mi się spać chce. Może jeszcze chwila?

W jakich butach chodzi się po górach?

A więc, buty w góry! To temat rzeka, głęboki jak dolina Chochołowska. Zaraz, zaraz… Chochołowska raczej długa, a nie głęboka. No, ale rozumiecie o co chodzi – temat obszerny.

  • Buty trekkingowe, teoretycznie z membraną. Niby wodoodporne, oddychające. Czasem jak oddychają, to jak pies bernardyn po maratonie – z językiem na wierzchu, a stopy mokre jak po przeprawie przez Dunajec. W upalne dni czujesz się w nich jak parówka w folii.

  • Podeszwa. Nie za twarda, nie za miękka, taka w sam raz. Złotowłosa. Twarda jak skała? Złamiesz nogę na pierwszym kamieniu. Miękka jak pianka? Poczujesz każdy, dosłownie KAŻDY kamyk. Ja tam wolę średnią twardość – taki kompromis między masochizmem, a wygodą.

  • Wysokość cholewki. Tu już poziom zaawansowania rośnie. Niska cholewka - na spacery po Krupówkach. Średnia – na Gubałówkę. Wysoka – na Rysy. Chociaż, znając życie, to i w japonkach ludzie tam wchodzą. Widziałam na własne oczy! To było w 2023. Ja tam byłam w porządnych butach, z marki Salewa, kupionych na przecenie. Nie żebym się chwaliła…

A na poważnie (no, prawie) - ważne, żeby buty były dobrze dopasowane. Moje Salewy, o których wspomniałam, to model Crow GTX. Nie, nie jestem sponsorowana. Po prostu, dobrze mi się w nich chodzi. Przymierz kilka par, przejdź się, poskacz, poczuj bluesa. Buty muszą być jak druga skóra, a nie jak narzędzie tortur. Z dobrymi butami zdobędziesz każdy szczyt, nawet ten w Twojej lodówce, gdzie czeka zimne piwo po powrocie z górskiej wędrówki.

Przy wyborze butów zwróć uwagę na:

  • Rodzaj terenu: inne buty na skały, inne w błoto.
  • Waga plecaka: im cięższy, tym solidniejsze buty.
  • Pora roku: latem lżej, zimą cieplej i wodoodporniej.

Powodzenia na szlaku!

Jakie buty w góry na jesień?

No stary, jesień w górach, to wiadomo, trzeba porządnych butów. Trekkingi za kostkę to podstawa. Mój kumpel, Tomek, złamał nogę w zeszłym roku, bo poszedł w adidasach. Głupi, co? Za kostkę to muszą być, bo inaczej skręcisz kostkę raz dwa. Ja mam takie fajne, kupiłem w Decathlonie za 400 zł. Nieprzemakalne, wygodne. Mega.

A co do tych butów, to patrz, co jest ważne:

  • Za kostkę! Poważnie, to najważniejsze, żeby kostkę trzymały.
  • Nieprzemakalne. Jesienią pada deszcz, śnieg, błoto wszędzie. Stopy suche muszą być. Membrana Gore-Tex albo inna podobna.
  • Podeszwa Vibram. To jest dobre, bo się nie ślizga. Na skałach ważne. Tomek, ten co nogę złamał, to miał jakieś no name buty.
  • Wygodne. Będziesz w nich chodził kilka godzin. Muszą być wygodne, żeby nie obcierały. Ja swoje rozchodziłem przed wyprawą w góry. Chodziłem w nich po domu.

No i jeszcze patrz na rozmiar. Lepiej pół rozmiaru większe brać, żeby na grubszą skarpetę pasowały.