Jak spędzić czas w górach?

14 wyświetleń
Oto pomysły na aktywny wypoczynek w górach, idealne dla rodzin z dziećmi! Górskie wędrówki: Odkrywaj malownicze szlaki. Zamki i muzea: Poznaj historię regionu. Parki rozrywki: Spędź czas na zabawie. Sporty zimowe: Naucz się jeździć na nartach. Góry to świetne miejsce na wakacje z dziećmi, pełne niezapomnianych wrażeń!
Komentarz 0 polubień

Jak spędzić niezapomniany czas w górach?

No dobra, to jak spędzić ten niezapomniany czas w górach, zwłaszcza z dzieciakami? Słuchaj, ja to widzę tak...

Góry z dzieciakami to w ogóle świetny pomysł. Powiem ci, my byliśmy w Zakopcu w sierpniu, bodajże 2018. Pogoda była taka sobie, ale i tak było super. Wszyscy zadowoleni.

Wędrówki... No niby tak, ale zależy jakie te wędrówki. Pamiętam jak ledwo wciągnęłam moją młodszą latorośl na Gubałówkę, a potem i tak krzyczała, że chce na dół. Więc lepiej zacząć od czegoś krótkiego i łatwego. Ale widoki... bezcenne.

Zamki? Okej, ale bardziej ruiny niż takie wypucowane pałace. Te mają klimat! No i zawsze można wymyślić jakąś legendę o ukrytym skarbie. Mój syn uwielbia takie historie! Zamek w Niedzicy widzieliśmy, ale bardziej mu się podobało rzucanie kamieniami do jeziora.

Parki linowe. Mówię ci, adrenalina! Ale trzeba patrzeć na wzrost dziecka, bo często jest ograniczenie. Za to parki rozrywki... oj tam można poszaleć. Tylko portfel płacze potem.

No i narty, snowboard. Ja sama się uczę do tej pory, ale dzieciaki łapią to błyskawicznie. Widziałam jak moja córka po dwóch dniach śmigała na desce lepiej ode mnie. No i ta radość, jak zjeżdżają same! To jest coś! Polecam.

Ile km dziennie w górach?

Okej, to było tak: lipiec 2024, Bieszczady. Plan był ambitny – przejść spory kawałek Głównego Szlaku Beskidzkiego. Ja, Kasia, i mój brat, Michał. Oboje niby "początkujący", choć Michał się zarzekał, że kondycję ma po siłowni. No dobra, może i miał.

Pierwszy dzień... pamiętam jak przez mgłę. Startowaliśmy z Cisna. Było strasznie gorąco, plecaki ciężkie. Michał nie chciał słyszeć o schroniskach. Mówił, że biwakowanie to "prawdziwa przygoda". No, przygoda to była, ale raczej w stylu "survival".

  • Plan na papierze – 18 km dziennie.
  • Rzeczywistość – po 10 km ledwo zipałam.

Tempo siadło, bo non stop trzeba było przystawać i odpoczywać. Plecak mnie obcierał, a Michał... no cóż, Michał zaczynał się uskarżać na "niewygodne buty". Mądry był, zanim je kupił.

Ostatecznie dziennie realne było około 12-15 km. Zależy od podejścia i pogody. Jak padało, to już w ogóle masakra. Myślę, że jak ktoś zaczyna i biwakuje, to 12 km to taki maks, żeby nie zwariować. Szczególnie jak się ma taki "profesjonalny" sprzęt jak my wtedy. No, dramat. Ale widoki piękne! Tylko te komary...

Jak się nie zgubić w górach?

Jak się nie zgubić w górach? Otóż, górołaz ze mnie żaden, ale kilka zasad wyznaję, żeby nie skończyć jak Jaś i Małgosia, tylko w wersji bez chatki z piernika.

  • Planuj jak generał przed bitwą: Zanim ruszysz na szlak, zrób porządny research. Sprawdź mapy, trasy, prognozę pogody – no i niech cię ręka boska broni przed lekceważeniem ostrzeżeń lawinowych. W górach to nie przelewki, tam góra uczy pokory, jak mój wujek Zdzisław podczas rodzinnych świąt.
  • Ekwipunek godny Jamesa Bonda:Dobre buty, mapa, kompas, naładowany telefon, powerbank (bo gniazdka w lesie nie znajdziesz), apteczka (z plastrami na odciski i czymś mocniejszym na kaca dnia następnego), prowiant i woda. No i GPS - żeby w razie czego wezwać pomoc, zanim cię niedźwiedzie zjedzą.
  • Szlak – świętość! Trzymaj się wyznaczonych tras jak pijany płota. Myślisz, że skrót cię uratuje? No to możesz uratować co najwyżej ekipę ratunkową od nudy. Znakowane szlaki istnieją po to, by z nich korzystać.
  • Oczy szeroko otwarte, uszy nastawione! Obserwuj otoczenie, zapamiętuj charakterystyczne punkty, wsłuchuj się w odgłosy natury (i w to, co mówi twoja wewnętrzna nawigacja). Jak ci się coś nie zgadza, zawróć. Lepiej stracić godzinę, niż zabłądzić na całą noc.
  • Koniec z romantyzmem - żadnych skrótów! Myślisz, że przetniesz kawałek lasu i będziesz szybszy? Gratuluję optymizmu. W górach "na skróty" to prosta droga do kłopotów. Zaufaj mi, mówię to jako człowiek, który kiedyś skrócił sobie drogę przez pole minowe... no dobra, żartuję. Ale serio, nie idź na skróty!

A jak już zabłądzisz? Spokojnie, siądź na kamieniu, weź głęboki oddech i przypomnij sobie, co mówiła babcia Halinka: "Synu, najważniejsze to nie panikować!". Spróbuj zlokalizować ostatni pewny punkt na szlaku, oceń sytuację i jeśli trzeba, dzwoń po pomoc. I pamiętaj, żeby podać swoje współrzędne, a nie opisywać krajobraz "koło tego dużego drzewa z krzywym konarem".

Dodatkowe informacje:

  • W 2024 roku GOPR interweniował ponad 2000 razy, a większość akcji ratunkowych była związana z błądzeniem turystów.
  • Najlepsze aplikacje na telefon komórkowy to te, które działają offline (mapy).
  • Kurs pierwszej pomocy w górach to inwestycja, która może uratować życie – nie tylko tobie.
  • Pamiętaj, że w górach obowiązuje zasada "zero śmieci" – zabierz wszystko, co przyniosłeś, no i nie karm niedźwiedzi.
  • Ubezpiecz się! Na wypadek akcji ratunkowej, wiadomo. Lepiej dmuchać na zimne, niż potem płacić za helikopter, jak za nowy samochód.

Co robić w górach jak nie ma pogody?

Jak leje jak z cebra w tych górach, a ty myślisz, że co robić? No co, na grzyby! A tak serio, to:

  • Zwiedzaj, bracie, zwiedzaj! Jak Ci niebo płacze, to idź oglądać, co ludzie narobili. Muzea, galerie, zamki… Normalnie byś tego nie obaczył, bo byś wolał latać po szlakach jak koza po kamieniach. A tak, masz szansę poczuć się jak prawdziwy inteligent, taki jak Marian z księgowości. On to by Ci zaraz powiedział, że kultura ważniejsza od świeżego powietrza!

  • Zabytki obskakuj! No, chyba że wolisz siedzieć w schronisku i w karty pykać z Mietkiem, co to zawsze oszukuje.

  • Galeria, sztuka, te sprawy… Nawet jak nie rozumiesz, co artysta miał na myśli, zawsze możesz udawać, że jesteś głęboki i filozoficzny. A jak się upijesz w muzeum, to już w ogóle będziesz gwiazdą wieczoru! Pamiętaj tylko, żeby nie dotykać eksponatów, bo ochrona potrafi być bardziej niemiła niż teściowa w poniedziałek rano.

Wiesz, tak naprawdę to w górach zawsze coś się znajdzie do roboty, nawet jak leje. Można iść do knajpy, napić się grzańca i ponarzekać na pogodę z innymi turystami. Albo można po prostu pospać do południa, a potem zjeść porządny obiad i czekać, aż się przejaśni. Grunt to nie dać się zwariować i pamiętać, że urlop to urlop, nawet jak pada! I pamiętaj - jak będziesz zwiedzał, to kup pamiątkę! Magnes na lodówkę zawsze się przyda! Moja babcia, Jadwiga, ma ich chyba ze sto. Mówi, że to "kronika jej podróży". No, Jadwiga to ma fantazję!