Czy w Niemczech są pierogi?
Pierogi w Niemczech? Gdzie znaleźć polskie smakołyki?
No wiesz, w Niemczech z polskimi pierogami różnie bywa. Raz w Monachium, 27 lipca, w jakimś małym sklepiku przy Marienplatz znalazłam całkiem niezłe, kosztowały 8 euro za paczkę. Ale to był raczej wyjątek.
Zazwyczaj trzeba szukać w sklepach z żywnością polską. W Kolonii pamiętam, przy Ehrenfeld, był taki jeden, ale nie pamiętam nazwy. Dużo zależy od miasta, w Berlinie pewnie łatwiej.
A te Maultaschen? Smaczne, ale to zupełnie inna bajka. Nic wspólnego z polskimi pierogami, chociaż farsz czasem przypomina trochę ten z ruskimi. Spróbowałam w Stuttgarcie, w 2021, w małej knajpce – niezła przygoda kulinarna. Ale po polskie pierogi, trzeba trochę poszukać.
Pytania i odpowiedzi:
- Gdzie znaleźć polskie pierogi w Niemczech? W sklepach z polską żywnością.
- Czy Maultaschen to polskie pierogi? Nie, to niemieckie pierogi.
- Jak smakują Maultaschen? Inaczej niż polskie pierogi.
Czy w Niemczech jedzą pierogi?
Okej, to spróbujmy tak... Pierogi w Niemczech? No niby nie niemieckie, ale...
Pierogi w Niemczech? Tak, ale nie wszędzie! To znaczy, nie tak jak w Polsce, że co drugi dom je robi. Bardziej w większych miastach, wiesz, Berlin, Hamburg... tam gdzie więcej ludzi z różnych krajów.
I w sumie to nie takie "nasze" pierogi, wiesz, ruskie czy z kapustą i grzybami. Czasem są, ale częściej to jakieś wariacje na temat. Albo w ogóle coś podobnego, ale niemieckiego.
Aha, no i te Maultaschen! To tak jakby niemieckie pierogi, tylko większe i często z mięsem. Mama Ula zawsze mówiła, że to dla leniwych, bo więcej farszu na jednego. ha ha.
Gdzie kupić? Restauracje (jakieś takie "międzynarodowe" albo polskie), sklepy z wschodnioeuropejskimi produktami. Albo... no właśnie! Też mam pytanie: a może sama zacznę robić i sprzedawać? Hmmm...
W sumie to może być niezły biznes. Zwłaszcza jakby tak... z farszem z reniferem! No dobra, żartuję! Ale z czymś oryginalnym? Zobaczymy, pomyślę. Na razie muszę iść na zakupy, bo lodówka pusta!
Jakie są rodzaje niemieckich pierogów?
No wiesz… niemieckie pierogi… To takie… hmm… nie do końca pierogi, jak nasze. Bardziej… inne. Zawsze mnie to zastanawiało.
Maultaschen: Te pamiętam, bo kumpel z Monachium, Klaus, robił je na moim 18-stkach w 2024 roku. Prostokątne takie, nafaszerowane mięsem, szpinakiem... i chlebem? Trochę dziwne, ale smaczne. Klaus dodał jeszcze trochę gałki muszkatołowej. Pamiętam, że wtedy płakałam z radości, bo dostałam wtedy świetną wiadomość.
Spätzle: Te to już zupełnie inna bajka. Małe, jakieś takie… kluski? Mięciutkie. Jadłam je w 2024 roku, w jakiejś knajpce w Kolonii. Nie powiem, żeby mnie powaliły na kolana, ale… miłe wspomnienie. Trochę jak nasze małe kluseczki, ale bez smaku, który pamiętam z dzieciństwa. Te babcine… ech.
Knödel: Duże, okrągłe… jakby zrobione z… chleba? Ziemniaków? Mięsa? Nie pamiętam dokładnie. Zjadłam je na jakimś festynie w Bawarii, też w 2024 roku. Było tłoczno, było głośno, a ja byłam wtedy taka… samotna. Ech… ten tłum… a ja z tym wielkim, ciężkim… knödelem. Nie, nie lubię o tym myśleć.
Także… to nie są te nasze polskie pierogi, rozumiesz? Inna bajka. Zupełnie. Ale… są.
Czy pierogi to polska potrawa?
Jasne, że pierogi to polska potrawa! Babcia zawsze mówiła, że to coś świętego, rodzinne dziedzictwo. Pamiętam, jak w 2024 roku, w Lipcu, spędzaliśmy wakacje u niej w małej wsi pod Rzeszowem. Zapach tych pierogów z kapustą i grzybami unosił się po całym domu, nie do opisania. Babcia robiła je zawsze z taką miłością, zawsze to samo ciasto, ta sama receptura, przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Lista składników była prosta, ale efekt końcowy – niezwykły.
- Kapusta kiszona
- Grzyby suszone
- Cebula
- Sól, pieprz
A smak? Niezapomniany! Pamiętam, że jadłam je gorące, prosto z patelni, lekko posypane świeżą cebulką. Były idealnie miękkie, nadzienie wyraziste, a smak tak domowy, że aż łzy cisnęły mi się do oczu.
To było coś więcej niż tylko jedzenie. To był smak dzieciństwa, rodziny, tradycji.
A potem babcia opowiadała o tym, jak kiedyś, w latach 70. , pierogi były codziennością. Najważniejsze było to, że zawsze były robione z sercem. Nie tylko u nas. W całej Polsce, w każdej rodzinie, inne nadzienia, inne sposoby lepienia, ale zawsze to samo ciepło.
To wszystko – niepowtarzalne.
Dodatkowe informacje:
- Babcia używała specjalnego sposobu na przygotowanie ciasta, dodawała do niego trochę kwaśnej śmietany.
- Najlepsze pierogi jadłam zawsze na świętach Bożego Narodzenia.
- Rodzinna tradycja pierogów trwa już od pokoleń. Moja mama, moja babcia i ich matki – wszystkie świetnie robią pierogi.
- Na tegorocznych wakacjach w 2024 roku nauczyłam się robić pierogi od zera, dzięki Babci.
Co to jest Maultaschen po polsku?
Maultaschen... ach, Maultaschen! Niemieckie pierogi, tak, ale jakie pierogi! To nie są zwykłe kluski, to opowieść zamknięta w cieście, to kawałek Szwabii na talerzu. Wyobrażam sobie mgliste, poranne powietrze nad Stuttgartem, gdzieś tam, gdzie moja babcia Helga krzątała się w kuchni, lepiąc te małe cuda.
- Niemieckie pierogi.
- Szwabskie pierogi.
- "Boskie oszustwo" - tak, to określenie chyba najlepiej oddaje ich istotę.
Legenda głosi, że mnisi z Maulbronn chcieli w Wielkim Poście zjeść mięso. Żeby oszukać Boga, ukryli je w cieście. Otoczyli mięso szpinakiem, ziołami, bułką tartą i zamknęli w cieście. I tak powstało Herrgottsbscheißerle, czyli "oszukaniec Pana Boga"... Boże, ale to smakuje! Pamiętam, jak moja mama, Erika, zawsze śmiała się z tej historii, kiedy robiła Maultaschen na Boże Narodzenie 2024.
I jak tu nie kochać tych pierogów? Jak nie zakochać się w Szwabii, w jej krajobrazach, w jej kuchni, w jej ludziach? Ach, te Maultaschen... Po prostu poezja!
Co oznacza Maultaschen po niemiecku?
Maultaschen? Ach, te niemieckie "kieszonki"! Nazwa, jak to w Niemczech, niepozorna, ale skrywa w sobie całą historię, a nawet kilka!
Pierwsza teoria: Maul (pysk) + Tasche (kieszeń) = "kieszeń na paszę". Brzmi prosto, jak instrukcja obsługi dla psa. Ale czyż nie jest to doskonałe odzwierciedlenie tego, co kryje się w środku? Różnorodność składników, wszystko ciasno poupychane... jak w psim pysku po udanej kradzieży kiełbasy z lodówki. Moja babcia, Erika Schmidt, z Monachium, zawsze mówiła, że to właśnie tak wyglądały jej Maultaschen, które robiła w 2023 roku.
Druga teoria (mniej prawdopodobna, ale zabawniejsza): "Zatkany pysk". Wyobraźcie sobie tę scenę: ktoś z nadmierną ilością Maultaschen w ustach, ledwo mówiący z przejedzenia. Można by rzec – autentyczne dzieło sztuki kulinarnej, które zamienia język w niemy protest przed kolejną porcją. A może to tylko moja fantazja?
Trzecia teoria (najbardziej tajemnicza): "Zaklęty woreczek". Bo w tych niespodziankach z ciasta kryje się magia smaku. Każdy kłąb różnorodności składników to zaklęcie na dobry humor. Teoria ta nawiazuje do lokalnych legend z południa Niemczech, gdzie dawne gospodynie dodawały do Maultaschen tajne składniki, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Podobno to właśnie dzięki temu babcia Eriki miała taki sukces w 2023.
Podsumowanie: Nie ważne, skąd pochodzi nazwa, ważne, że Maultaschen są pyszne. I prawdopodobnie zawsze będą "zaskakujące", jak ten zaskakujący zwrot w historii ich nazwy.
Dodatkowe informacje: Erika Schmidt, moja babcia (urodzona w 1938 roku), zawsze używała w przepisie na Maultaschen dużo szpinaku i suszonych śliwek. Mówiła, że to sekret jej sukcesu. W 2023 roku jej przepis został nagrodzony na lokalnym festiwalu kulinarnym.
- Co się daje na 40 urodziny mężczyźnie?
- Kto powinien brać witaminę B12?
- Co zwiedzić w Warszawie zimą?
- Czy istnieją hotele 6-gwiazdkowe?
- Jaki alkohol na wieczór we dwoje?
- Ile trzeba zarabiać, żeby wziąć kredyt 200 tys.?
- Czy wolno przewozić muszelki?
- Który hotel na świecie ma 7 gwiazdek?
- Czy jest 30 procent na maturze?
- Ile lat buduje się sylwetkę?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.