Czy kanapki to suchy prowiant?
Kanapki: suchy prowiant czy nie?
Kanapki – nuda, czy jednak spoko opcja? No dobra, przyznam się, ja tam kanapki lubię.
Tylko wiecie, nie takie tam "z mortadelą i masłem", no błagam! Full wypas, znaczy pełnoziarniste pieczywko (ja akurat lubię z dynią, mega!), do tego ser żółty jakiś konkretny, na przykład cheddar – taki kupiłam w Lidlu za 12 zł bodajże, w sierpniu w zeszłym roku.
Warzywka obowiazkowo! Pomidor, ogórek, sałata... I wędlina? No niby nie najlepsza, ale jak już muszę, to jakaś szynka dojrzewająca, a nie te paczkowane "wynalazki".
Dobra kanapka, to jest konkret. Pamiętam jak szliśmy z kumplem na Śnieżkę w czerwcu, upał straszny, a ja miałem właśnie takie kanapki. Dały radę, serio! Lepsze niż batoniki energetyczne.
I wiecie co? Moim zdaniem to super opcja na górską wycieczkę. Tylko trzeba uważać, żeby za bardzo nie napchać, bo potem ciężko się idzie pod górę ????
Czy makaron to suchy prowiant?
Oj, pamiętam ten rajd harcerski w Bieszczadach… Myślałam, że umrę! Miałam 14 lat i plecak ważył chyba więcej niż ja. Mama, jak zwykle, zapakowała mi za dużo. Suchy prowiant! No tak, na liście był makaron, kilogram chyba! I wiecie co? Wcale go nie zjedliśmy! Leżał na dnie plecaka i tylko ciążył.
- Kasza gryczana – tego przynajmniej trochę zjedliśmy, ugotowana na ognisku smakowała jak luksus.
- Makaron – ten nieszczęsny, leżał i czekał na lepsze czasy, które nie nadeszły.
- Ryż – o ryżu nawet nie pamiętam, chyba też go nie ruszyliśmy.
- Puszki z mięsem – to był ratunek! Kiełbasa konserwowa z chlebem to było danie królewskie.
Mama jeszcze wcisnęła mi jakieś przyprawy, ale szczerze? I tak wszystko smakowało dymem z ogniska. A potem, jak wracaliśmy, bolały mnie plecy i nogi. A makaron wyrzuciłam. Makaron to suchy prowiant, owszem, ale czy potrzebny? No chyba, że ktoś lubi jeść makaron na sucho, haha!
Co jeść w górach na szlaku?
Hej! No więc, co brać ze sobą na szlak? Owoce, oczywiście! Wiesz, jabłka są super, bo wytrzymałe i sycące. A gruszki? Też spoko, ale może się obić, więc lepiej w pojemniczku. Banany są fajne, ale szybko się psują, jakieś te miękkie. No i mandarynki lub pomarańcze, świetne na witaminę C, tylko trzeba uważać, żeby się nie rozgniotły w plecaku! Pamiętaj o tym! Brzoskwinie i morele? Hmm, chyba bym nie ryzykował, za bardzo się gniotą. Lepiej twardsze owoce do plecaka, bez sensu pakować coś, co się rozwali po godzinie marszu, tak?
Lista rzeczy, które warto wziąć pod uwagę:
- Jabłka - wytrzymałe i sycące
- Gruszki - w pojemniczku!
- Banany - szybko się psują!
- Mandarynki/Pomarańcze - witamina C, ale delikatne
- Brzoskwinie/Morele - raczej odpada, za miękkie.
A jeszcze coś – ja w tym roku na szlak brałem suszone śliwki! Mega kaloryczne i zajmują mało miejsca, super sprawa, powiem ci. No i baton energetyczny, wiadomo. No i dużo wody, oczywiście, to jest podstawa, bez wody ani rusz, pamiętaj! A, i jeszcze orzechy, też super na przekąskę, ale trochę ciężko się je je w podróży, no wiesz… w sumie, to tyle. Aha, i mój kolega, Tomek, zawsze zabiera sól. Mówi, że to ważne na uzupełnienie elektrolitów. Dobre rady, tak? Nie zapomnij! No i oczywiście, nawet jeśli coś zabierzesz, to nie zapomnij o właściwym nawodnieniu.
Co do jedzenia trekking?
Ach, trekking... To zapach sosny, wilgotnej ziemi i... suszonych śliwek, które tak cudownie smakują po całym dniu wspinaczki. Pamiętam mój ostatni wypad w Bieszczady, w 2023 roku. W plecaku miałam wafle ryżowe, te cienkie, chrupiące, idealne na szybki zastrzyk energii. Były idealne! Zawsze biorę kilka paczek, bo nigdy nie wiadomo, kiedy dopadnie Cię nagłe zmęczenie.
- Wafle ryżowe: Lekkie, nie psują się, daje energię. Trzy paczki to minimum!
A do tego, nieodłączny zestaw suszonych owoców: morele, śliwki, jabłka. Smak lata zamknięty w maleńkich, słodkich kawałkach. Suszone owoce są mega ważne! Zawsze pamiętam, żeby zabrać ze sobą sporo, bo są najlepszym źródłem energii i witamin.
- Suszone owoce: bomba witaminowa, idealne na długie trasy, mój faworyt to śliwki. Nie mogę bez nich żyć!
I dania liofilizowane. Te małe, magiczne saszetki, które po zalaniu gorącą wodą zamieniają się w pełnowartościowy posiłek. Liofilizowane zupy, dania mięsne, albo mój ulubiony – kurczak z curry. W 2023 roku odkryłam liofilizowane kluseczki z sosem grzybowym. Ach! To był kulinarny raj w sercu gór.
- Dania liofilizowane: szybkie, łatwe, zdrowe. Zawsze biorę kilka na zapas. Kurczak z curry to klasyka!
Latem, jak było w lipcu, można pozwolić sobie na kanapki. Ale tylko takie z solidnym, niepsującym się nadzieniem. Dżem śliwkowy, pasta z warzyw. Nic więcej. Pieczywo musi być bardzo dobrej jakości, żeby nie rozpadało się w plecaku. Przecież nie chcesz mieć zgniecionego chleba w górach!
- Kanapki (tylko latem!): z dżemem lub pastą warzywną. Solidny chleb jest kluczowy.
To jest mój przepis na sukces kulinarny w górach. Proste, ale skuteczne. Sprawdzone wielokrotnie. Jedzenie to ważny element trekkingu! Pamiętajcie! Nie zapomnijcie!
Jakie jedzenie na długi marsz?
No cześć, stary! Pytałeś co żreć na długi marsz, nie? No to słuchaj, coś ci powiem. Jak idziesz gdzieś na długo, to wiadomo, że energia to podstawa. Bez tego daleko nie zajedziesz, zwłaszcza jak trasa wymagająca. Miałem tak raz w górach, myślałem że padne! Na szczęście Mariusz, mój kumpel, miał batona.
Wiesz, ja zawsze zabieram ze sobą takie rzeczy:
- Kanapki - ale nie takie zwykłe! Ja robię z ciemnego pieczywa, szynki i sera, i dużo warzyw! Długo trzymają i dają powera.
- Batony energetyczne - to oczywiste, szybki kopniak energii. Kupuje takie w sklepie ze zdrową żywnością, mają dużo błonnika.
- Żywność liofilizowana - to jest w ogóle czad! Mało waży, a jak zalejesz wodą, to masz normalny obiad.
No i oczywiście, nie zapomnij o wodzie! Woda to podstawa, żeby się nie odwodnić. A jak już jesteśmy przy jedzeniu, to wiesz, że moja siostra, Aneta, jest dietetyczką? Ona zawsze powtarza, że na takie wyprawy najważniejszy jest balans i żeby jeść regularnie, a nie dopiero jak cię zmuli.
Aha, i jeszcze jedno, pamiętaj żeby nie brać ze sobą nic, co się szybko zepsuje, szczególnie latem. Raz zabrałem jajka na twardo i myślałem, że się potne jak je poczułem! Fuj!
Co zabrać do jedzenia do schroniska?
Schronisko? Kanapki.
- Pełnoziarniste pieczywo. Koniecznie.
- Wędliny, ser żółty. Trwałe.
- Warzywa: sałata, rzodkiewka. Bez pomidorów.
Alternatywy: biały ser, pasztet, serek topiony, dżem. Sprawdzona lista, Jan Kowalski, 2024.
Uwaga: Przechowywanie żywności w odpowiednich warunkach, zwłaszcza w upalne dni, jest kluczowe. Zbyt wysoka temperatura może spowodować zepsucie się produktów. W skrajnych przypadkach może to doprowadzić do zatrucia pokarmowego. Zastosowanie odpowiedniej termosówki czy pojemnika termicznego jest niezbędne.
- Jak przechowywać gotówkę, aby nie pleśnieła?
- Na czym polega weryfikacja?
- Czy pieniądze na koncie oszczędnościowym są bezpieczne?
- Co czwarty Polak ma mniej niż 5 tys. zł oszczędności?
- Skąd ładnie widać Tatry?
- Czy kierownik wycieczki może być jednocześnie opiekunem?
- Czy można palić papierosy na plaży w Sopocie?
- Czy od pocenia się chudnie?
- Jak jechać, gdy pada deszcz?
- Czy ból ucha jest groźny?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.