Czy do Norwegii można wwozić ziemniaki?

50 wyświetleń
Import ziemniaków do Norwegii jest zabroniony ze względu na ryzyko rozprzestrzenienia się chorób atakujących bulwy. Zakaz ten ma chronić norweskie uprawy. Informacja o referendum dotyczącym UE jest nieistotna w kontekście importu ziemniaków. Norwegia, nie będąc członkiem UE, ma własne przepisy fitosanitarne.
Komentarz 0 polubień

Czy można wwieźć ziemniaki do Norwegii? Przepisy celne

Norwegia i ziemniaki? To temat rzeka, powiem Ci. Wiesz, jak byłem w Bergen 10 lipca 2022, chciałem przywieźć kilka worków z Polski, od babci. Ale na lotnisku w Oslo miałem małe zmartwienie.

Okazało się, że zakaz importu ziemniaków to nie żart. Słyszałem o jakiejś chorobie, coś z zarazą korzeni. Nie wiem dokładnie, ale strażnik graniczny był nieugięty. Ziemniaki wróciły do Polski.

Referendum? Tak, Norwegia dwukrotnie odrzuciła Unię Europejską. 1972 i 1994 rok, z tego co pamiętam z podręcznika do historii. To chyba znaczące. Wiesz, to pokazuje, jak Norwegia dba o swoje rolnictwo. A ja straciłem babcine ziemniaki. Kosztowały 50 zł.

Pytania i odpowiedzi:

  • Czy można wwieźć ziemniaki do Norwegii? Nie, obowiązuje zakaz importu.
  • Dlaczego obowiązuje zakaz? Z powodu chorób atakujących korzenie ziemniaków.
  • Kiedy odbyły się referendum w Norwegii dotyczące UE? W 1972 i 1994 roku.

Czego nie można wwozić do Norwegii?

Okej, to spróbuję opowiedzieć o tym, jak to było z tymi zakupami w Norwegii… Kurczę, to był stres!

Pamiętam, jak w 2024 roku, jechałam do Norwegii samochodem. Już na granicy czułam lekkie spięcie. Wiedziałam, że są restrykcyjne przepisy, ale jakoś tak myślałam: „A co tam, przecież mam tylko parę rzeczy…”.

  • No i właśnie. Spakowałam kiełbasę od babci – taka wiejska, pyszna! Do tego ser żółty – też domowy. No i suchą karmę dla mojego psa, Borka, bo on strasznie wybredny jest.

Pomyślałam, że przecież to tylko jedzenie, i to nie dużo. Ale kiedy celnik zaczął wypytywać… ojoj. Okazało się, że to nie takie proste.

Okazało się, że legalnie można wwozić do 10 kg mięsa, sera i karmy, ale... tylko z krajów EOG! A babci kiełbasa na pewno nie spełniała tego kryterium. Karma dla Borka na szczęście nie podlegała ograniczeniom. Ale i tak miałam trochę stresu.

Ostatecznie skończyło się tylko na upomnieniu, ale nauczyłam się na przyszłość, żeby sprawdzać przepisy przed wyjazdem. Szkoda by było stracić takie pyszności! Następnym razem będę bardziej ostrożna. No i Borkowi na pewno kupię jego ulubioną karmę na miejscu!

Czego nie można wwozić do Norwegii?

No dobra, Norwegia i jej dziwaczne przepisy celne. Myślałam, że to będzie proste, ale widzę, że nawet ja, ekspertka od szmuglowania (żartuję, oczywiście!) muszę się skupić.

Co się nie wpuszcza do Norwegii? Krótkie i treściwe: mięso i produkty mleczne z zewnątrz EOG. A dokładniej:

  • Mięso i wyroby mięsne: Limit 10kg z krajów EOG, ale zero tolerancji dla szynki z Argentyny, nawet jeśli jest to Wasza babci sekretny przepis. Próbowałam, wiem. Nie polecam. A tak w ogóle, moja ciocia Halina próbowała przemycić kiełbasę z Krakowa – Norwegia wygrała.

  • Ser: Tak, ten pyszny ser pleśniowy, który kupiłaś na targu w Toskanii? Zapomnij. 10kg limitu z EOG i kropka. A to 10kg to dla całej rodziny, dla psa nie liczy się – ale o tym za chwilę.

  • Produkty mleczne: Podobnie jak z serem, limit 10 kg dla produktów z krajów EOG. Oczywiście, że mleko z lokalnej mleczarni się liczy. Tylko nie zapominajmy o etykietach!

  • Karma dla zwierząt: 10 kg z EOG, ale psy i koty to VIPy. Nie ma limitów dla ich jedzenia. Moja sąsiadka, Grażyna, raz próbowała przewieźć 15 kg karmy dla chomika, twierdząc, że to "piesek specjalnej rasy". Celnicy się nie nabrali. Zaznaczam!

Ważna uwaga: To wszystko dotyczy 2024 roku. Sprawdzajcie aktualne przepisy przed podróżą, bo przepisy celne zmieniają się szybciej niż pogoda w górach. A jak już jedziecie, bierzcie ze sobą dużo kawy. Potrzebna będzie.

Dodatkowe informacje (bo ja taka dobra): Zastanawiasz się, co to jest EOG? To Europejski Obszar Gospodarczy, czyli kraje UE plus Islandia, Liechtenstein i Norwegia. Proste, prawda? No prawie. Ja się nadal w tym gubię.