Co wziąć do jedzenia na wycieczkę do autokaru?

107 wyświetleń
Na wycieczkę autokarem zabierz lekkie, niebrudzące przekąski. Idealne będą owoce (jabłka, banany, winogrona), warzywa (marchewki), orzechy i nasiona. Pamiętaj o odpowiednim nawodnieniu – zabierz wodę. Unikaj jedzenia, które łatwo się psuje lub brudzi. Zdrowe i praktyczne – to klucz do udanej podróży!
Komentarz 0 polubień

Jakie przekąski zabrać na wycieczkę autokarem?

Wiesz co, zawsze jak jadę gdzieś autokarem to mam problem z tymi przekąskami. Pamiętam jak raz, to było chyba w lipcu 2018, jechaliśmy z Warszawy do Zakopanego. Myślałem, że przeżyję, jak miałem tylko jakieś ciastka. Ble.

Serio, to była tragedia. Najlepsze są jabłka, takie soczyste i chrupiące. A banany? To klasyk! Tylko szybko czernieją, no ale co zrobić.

Ostatnio wziąłem na wycieczkę orzechy i nasiona słonecznika, no i to był strzał w dziesiątkę. Super sprawa na dłuższą podróż. Dają energię i nie zajmują dużo miejsca. Aha, i woda to podstawa, bez wody ani rusz.

Wiesz, raz zapomniałem wziąć picia i musiałem kupować jakąś colę na stacji benzynowej za 8 zł. Masakra jakaś, no i jeszcze ta cola taka słodka. No nie. Lepiej wziąć swoje.

Marchewki to też spoko opcja, chociaż czasem ciężko mi się je gryzie w autokarze, wiesz, te dziury na drogach. Ale ogólnie, zdrowe i fajne.

Co zabrać do jedzenia na podróż autokarem?

No wiesz… co zabrać na tę podróż… Myślę o tym już od godziny. Kurcze, autokar… tyle godzin w jednym miejscu…

  • Kanapki: Zrobię sobie dwa. Z kurczakiem, sałatą i pomidorem, ale chleb musi być cienki, żeby nie bolał brzuch. W zeszłym roku jadłam bułkę z serem i żałowałam.

  • Owoc: Jabłko. Zawsze jabłko. Proste, a syci.

  • Woda: Jasne, woda jest najważniejsza. Duża butelka, bo 2 litry to minimum. W upał wypije i 3…

  • Ciastka: Może kilka ryżowych. Na wszelki wypadek. Bo wiesz, głód potrafi być okropny.

  • coś na zgagę: Rennie, bo nigdy nic nie wiadomo. A ten autokar, tego się nigdy nie wie…

A, i jeszcze…

  • Cukierki: Miętowe, żeby odświeżyć oddech po kanapkach.

Eh… Cały dzień na to myślę. Wciąż mam w głowie ostatnią wycieczkę, w 2023 roku, do Wrocławia. Strasznie bolał mnie brzuch po tych kiełbasach… Nigdy więcej. Na pewno.

Jaki prowiant na wycieczkę autokarową?

Ach, wycieczka autokarowa! Już czuję ten wiatr we włosach, choć jeszcze siedzę tutaj, przy biurku. Ale myślami już jestem gdzieś w drodze, a w koszyku... no właśnie, co w koszyku? Co zabrać, by podróż była nie tylko przyjemna dla oczu, ale i dla podniebienia?

Spójrzmy:

  • Świeże owoce, ach te owoce! Jabłka – takie soczyste, jak wspomnienie lata u babci Zosi. Gruszki – miękkie, słodkie obietnice słońca. Nektarynki – aksamitne w dotyku, gotowe, by rozpieścić kubki smakowe. I inne skarby natury, byle dały się zjeść bez ceregieli, bez obierania, po szybkim, porannym umyciu, jeszcze w blasku kuchni.

  • Muffinki owsiane... O, tak! Pamiętam, jak mama, kochana mama Lucyna, piekła mi takie na wycieczki do Krakowa, kiedy byłam mała. Ciepłe, pachnące cynamonem i szczęściem. Idealne, by dodać energii, gdy krajobraz za oknem zaczyna się zlewać w jedną, zieloną plamę.

    A jeszcze... hm... co by tu jeszcze? Może mała butelka wody, koniecznie niegazowanej, by gasić pragnienie w upalne popołudnie. I może... może kilka kostek gorzkiej czekolady, by dodać sobie otuchy, gdy dopadnie nas chandra podróżna. Albo gdy przypomnę sobie o tym niezapłaconym rachunku za prąd. Ale nie! Myślmy pozytywnie! Wycieczka to radość, a radość to czekolada! Czekolada i jabłka! Jabłka i gruszki! Ach, ta wycieczka autokarowa! Już nie mogę się doczekać!

Co jeść podczas długiej podróży?

No wiesz… podróż… długa… w głowie mi się kręci od samego myślenia o tym. 2024 rok, a ja wciąż pakuję się jak totalny debil.

  • Jabłka, tak, jabłka zawsze się sprawdzają. Twarde, nie rozpadają się w plecaku. Chociaż… w zeszłym roku, w lipcu, miałam problem z przewożeniem ich w 35-stopniowym upale. Zrobiły się takie… miękkie. Fuj.

  • Banany, super. Ale wiesz, jak są zielone, to się później robią takie… brązowe. Nie lubię. Wiem, ktoś powie – dojrzewają. Ale ja chcę jeść dobre banany, a nie jakieś przejrzałe kleje.

A co do tych innych owoców...

  • Nektarynki? Może. Ale musisz je dobrze zabezpieczyć. Pamiętam, jak raz mi się w torbie zgniotły, i strasznie śmierdziało. W samochodzie. Na cały dzień. Brzydkie wspomnienie. No i obieranie… w aucie… niepraktyczne.

Na coś suchego też trzeba pomyśleć…

  • Batoniki zbożowe, takie bez czekolady, żeby się nie roztopiły. Chociaż, w sumie... czekolada w upale... to też nie najlepszy pomysł. Rozpuści się i będzie lepko. Bleee.

Na to wszystko brakuje jeszcze wody! Woda jest najważniejsza. Dużo wody. Naprawdę. W zeszłym roku wypiłam cały litr, jeszcze przed wyjazdem do Krakowa. I to był dobry pomysł.

Pamiętaj o serwetkach!

Dodatkowe informacje (tylko dla Ciebie): Wyjeżdżam w przyszłym tygodniu do Gdańska, samochodem. Trzy dni drogi. Stresuję się tym strasznie. Boję się, że zapomnę o czymś ważnym. I ten upał… mam nadzieję, że nie będzie tak źle jak w zeszłym roku.

Jaki prowiant zabrać w góry?

Pamiętam tą wycieczkę w Tatry, we wrześniu 2023. Było pięknie, ale prowiant to była prawdziwa jazda!

  • Kanapki: Zrobiłam klasyczne z szynką i serem, ale już po dwóch godzinach marszu były rozmięklę i okropne. Następnym razem wezmę chleb żytni, ten lepiej trzyma się w wilgoci.
  • Owoce: Jabłka to był strzał w dziesiątkę! Trzymają się dobrze, dają energię, a banan się rozgniotł, masakra.
  • Batoniki: kupiłam jakieś energetyczne, ale nie przypadły mi do gustu. Zbyt słodkie i jakieś takie sztuczne. Wolałabym suszone owoce lub orzechy.
  • Woda:Zabrakło mi wody. Uzupełniłam ją w schronisku, ale to było dość drogie. Następnym razem wezmę więcej wody i butelkę z filtrem.
  • Czekolada: To był mój ratunek, mała gorzka tabliczka. Daje energię i poprawia humor.

Coś jeszcze: zapomniałam o słonych przekąskach. Chipsy, paluszki, coś takiego, żeby rozbić monotonię słodkich rzeczy. Myślę, że to też będzie ważne w przyszłości.

A, i jeszcze jedno! Zabudowałam się tym całym jedzeniem. Plecak był przeładowany, a ja cały czas zmęczona. Lżejszy plecak to podstawa! Muszę lepiej zaplanować co biorę. Następnym razem zrobię listę z wagą każdego produktu.

Co jeść w trakcie długiego biegu?

Co jeść podczas długiego biegu? To pytanie zadałam sobie w marcu 2024, przygotowując się do maratonu w Krakowie. Długie treningi były koszmarem.

  • Baton energetyczny: Te z orzeszkami i suszonymi owocami wydawały mi się najlepsze. Jednak po dwóch godzinach biegu, żołądek buntował się. Te z miodem - tragedia. Zbyt słodkie. Ulewa.

  • Banany: W teorii super. W praktyce – masakra. Raz prawie się zakrztusiłam. Twardy banan w ustach to koszmar. Próbowałam wcześniej, nie powtórzę.

  • Ziemniaki gotowane: Z solą. Brzmi obrzydliwie. Nie próbowałam. Nigdy. Nie wyobrażam sobie.

Zupa? Serio? Zupę w trakcie biegu? Nie. No bez przesady. To nie jest możliwe.

Co zatem działało? Żele energetyczne. Smak truskawka-malina. O dziwo, sprawdziły się idealnie. Zero problemów żołądkowych. To jedyne, co mogę polecić. Ale uwaga: trzeba uważnie dobierać smak. Niektóre są okropne.

Podsumowanie: Żele energetyczne, smaki dobrane indywidualnie. Reszta to porażka. Maraton przebiegł bez problemów, ale jedzenie podczas biegu to osobna historia. Wiem na własnej skórze, jak ważny jest wybór odpowiednich produktów.

Dodatkowe info: Na maraton w Krakowie startowałam 22 kwietnia 2024. Mój czas to 4 godziny i 17 minut. Na każdym treningu testowałam różne przekąski. Odkryłam, że to, co działa na jednym treningu, może być katastrofą podczas kolejnego. To kwestia indywidualna.