Co spakować nad morze Jesienia?

37 wyświetleń
Jesienna wyprawa nad morze? Spakuj: Odzież: Ciepła, nieprzemakalna kurtka, bielizna termoaktywna, wygodne buty (trekkingowe lub kalosze). Ochrona: Krem z filtrem UV (słońce może być zdradliwe!). Dodatki: Kapelusz lub czapka, rękawiczki (w zależności od pogody). Pamiętaj o dostosowaniu ubrań do prognozowanej pogody.
Komentarz 0 polubień

Co spakować na jesienny wypoczynek nad morzem?

O jeny, jesień nad morzem? Brzmi super! Ja tam zawsze pakuje się jakbym szła na wojnę, a nie na relaks. Ale cóż poradzić, wolę być przygotowana na każdą ewentualność.

Jak dla mnie to podstawa to dobra kurtka, taka co wiatr nie przegryzie i deszcz spływa jak po kaczce. Widziałam fajną w Decathlonie za jakieś 200 zł na przecenie, może jeszcze jest?

No i buty! Jakieś takie, w których można i po plaży pobiegać, i po kamieniach poskakać. Ja w sumie lubię swoje stare Martensy, choć pewnie trekkingowe byłyby lepsze. Ale cóż, sentyment wygrywa.

A no i pamiętaj, że słońce potrafi zaskoczyć nawet w listopadzie! Ja raz się tak spiekłam w Ustce 12 listopada, że wyglądałam jak rak. Krem z filtrem to mus.

Termoaktywna bielizna to też spoko opcja, jak planujesz jakieś dłuższe spacery. Ja tam wole warstwy, bo zawsze mi gorąco albo zimno, nigdy w sam raz.

Acha no i rękawiczki! Ja zawsze zapominam o rękawiczkach, a potem marznę jak głupia. Raz byłam w Kołobrzegu 5 października i tak wiało, że myślałam, że mi palce odpadną.

Co zabrać jesienią nad morze?

Kurczę, jesień nad morzem... Pomyśl tylko, ten wiatr... Brzmi trochę smutno, ale fajnie zarazem. Wiesz, co?

  • Ciepłe rzeczy, to podstawa. Absolutnie niezbędne. Kurtka przeciwdeszczowa, serio, taka porządna, bo w październiku potrafi lać. Kilka ciepłych swetrów, najlepiej wełnianych, bo te z syntetyku mnie zawsze gryzą. A szalik? Tak, koniecznie, może nawet dwa. I czapka, bo wiatr wieje niemiłosiernie. Rękawiczki też, bo palce marzną niemiłosiernie. Tak, to takie oczywiste, ale serio.

  • Nie zapomnij o butów. Też ciepłe i nieprzemakalne. Te moje stare trampki to się od razu rozpadną, wiem. Muszę kupić nowe.

  • Parasol, jasne. Chociaż... czasem i parasol nie pomaga. Ten wiatr... Ech.

  • Ciepła herbata w termosie. To musi być. Moja mama zawsze mówiła, żeby na wyjazd zabrać herbatę z imbirem i cytryną, ciepło grzeje od środka.

  • Książka. Czytałam ostatnio "Zmierzch" Stephenie Meyer, ale już mi się znudziła. Może coś nowego kupię. W tym roku na pewno.

A, i jeszcze jedno. Wiem, że to może brzmieć dziwnie. Ale zabrać ze sobą dobre wspomnienia. Bo jesień nad morzem... to czasem takie wspomnienie samo w sobie. Patrzysz na te szare fale, na ten zimny piasek... i wspominasz lato. 2023 rok był trudny, ale mam nadzieję, że ten wyjazd chociaż trochę mi pomoże. W tym roku spędzam go sama, nie ma Ani, która zwykle jeździ ze mną. Trochę żal, ale może to i lepiej. Może potrzebuję tego samotnego czasu.

Tak, to by było na tyle. Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałam. Ah, i aparat! Żeby uchwycić te jesienne widoki. Nawet, jeśli będą smutne.

Czy warto jechać nad morze w październiku?

Warto? Zależy.

  • Pogoda kapryśna. Deszcz, wiatr. Czasem słońce. Ryzyko.

  • Tłumy mniejsze. Spokój. Cisza. To plus.

  • Ceny niższe. Oszczędności. Logiczne.

Moje wakacje w 2023? Wrzesień. Mazury. Cisza. Spokój. Woda zimna.

Listopad? Nie dla mnie. Preferencje. Indywidualne. Zima czeka.

Podsumowanie: Październik nad morzem. Może. Ale rozważ ryzyko. Zawsze ryzyko.

Dodatkowe informacje:

A. Temperatura wody Bałtyku w październiku 2023: około 15 stopni Celsjusza (dane szacunkowe, zależne od regionu). B. Średnia temperatura powietrza w październiku 2023 na polskim wybrzeżu: około 10-12 stopni Celsjusza (dane szacunkowe). C. Opady deszczu w październiku 2023: wysoki prawdopodobieństwo. Sprawdź prognozę przed wyjazdem. D. Moje osobiste preferencje: słoneczna pogoda, ciepła woda. Jesień? Nie zawsze. E. Ostatnia moja wizyta nad morzem (2023): Kąpielisko w Sopocie, 12 września. Woda lodowata. F. Bilet na pociąg z Warszawy do Gdyni (10.10.2023): około 100 zł (cena orientacyjna).

Co warto kupić nad morzem?

Co warto kupić nad morzem, pytasz? No jasne, że bursztyn, ale taki prawdziwy, a nie jakieś plastikowe podróbki z bazarku, co się rozsypują po pierwszym dotknięciu! Jak byś kupił kota w worku, tylko zamiast kota, masz gówno.

Listę prezentów z nadmorskich wojaży otwierają:

  1. Bursztynowa biżuteria: Korale, co wyglądają jak bombka na choince, zawieszki wielkości paznokcia, bransoletki, co się plączą jak włosy mojej cioci Haliny po burzy i pierścionki – małe, ale piekielnie drogie! Kupujesz, a potem żałujesz, że nie wziąłeś kredytu.

  2. Nalewki: Pamiętaj, że to nie kwas chlebowy, więc ostrożnie z degustacją! Zależy, co lubisz, może znajdziesz coś, co przypomina smak stopy po maratonie. Jedna butelka, czy dziesięć? Decyzja należy do ciebie, ale ja bym wziął dziesięć. Żeby było weselej.

  3. Figurka z bursztynu: Czyli kolejny bursztyn, ale w innej formie. Możesz kupić rybkę, co wygląda jak wielki, bursztynowy karp, albo żabę, co ma oczy jak spodki. Wybór należy do ciebie, ale ja bym wybrał żabę.

  4. Muszle: Ile można patrzeć na te same muszle na parapecie, jak się ma 1000 innych rzeczy, o których można zapomnieć? No tak, tyle, ile się zmieści do walizki. Jeśli masz miejsce w aucie, to weź milion.

Uwaga! Z muszlami ostrożnie! Niektóre mogą cię pokąsać! A serio – pilnuj portfela, bo ceny niektórych "rarytasów" mogą cię zaskoczyć! W zeszłym roku za trzy małe muszelki zapłaciłem 50 zł! Pięćdziesiąt złotych! Za trzy muszle!!! A potem w domu, okazuje się, że jest to zwykły śmieć z plaży, znaleziony w ciągu 5 minut.

Dodatkowa informacja dla tych, co nie znają życia: kupując bursztyn, zapytaj sprzedawcę o certyfikat. Bo inaczej kupisz zwykły plastik, a potem będziesz się zastanawiał, czy to naprawdę był bursztyn. A ja ci powiem, że nie był.

Jakie są przeciwwskazania do wyjazdu do sanatorium?

O rany, przeciwwskazania… To w sumie proste, jak się zastanowić. Trochę straszne, wiesz, że coś może cię wykluczyć? Jak jakaś lista grzechów…

  • Ostre choroby zakaźne. To jasne, nie chcemy przecież, żeby sanatorium stało się wylęgarnią. Pamiętam, jak Ania z pracy miała anginę... nie mogła nigdzie wyjechać na wakacje. To było straszne.

  • Choroby zakaźne, ale takie... "na stałe". Gruźlica, choroby weneryczne, wiesz o co chodzi. Plus te wszystkie pasożyty, grzybice. Brzmi obrzydliwie, w sumie. Owsica! Lamblioza! Ble. Trzeba być zdrowym, żeby się leczyć. Paradoks, nie?

  • Ogniska zapalne. No, to logiczne, żadne ropne migdały, zatoki czy coś z zębami. Pamiętam, jak miałam stan zapalny zęba przed wyjazdem do babci. Myślałam, że umrę.

Wiesz, tak sobie myślę, że najważniejsze, to po prostu... dbać o siebie. I nie jechać chorym na urlop, bez sensu.