Co powinno się zjeść w Krakowie?

57 wyświetleń
Kraków kusi smakami! Koniecznie spróbuj obwarzanka krakowskiego, żurku podawanego w bochenku chleba, krakowskiej kiełbasy i pierogów, zwłaszcza tych z mięsem. Na deser sięgnij po szarlotkę krakowską lub ciastko dyniowe. Nie zapomnij o smażonym serze, lokalnym przysmaku. Smacznego odkrywania kulinarnego Krakowa!
Komentarz 0 polubień

Pytanie?

Ach, Kraków! Kiedy tak pomyślę o tym mieście, to od razu czuję te wszystkie smaki, co mi towarzyszyły przez lata. To nie jest po prostu sucha lista, to są moje wspomnienia, każdy kąsek to jakaś historia.

Pierwsze, co zawsze mi przychodzi na myśl, to oczywiście obwarzanek krakowski. To taki prosty, ale jakże znaczący element poranka. Pamiętam, jak w maju 2018, po nocy spędzonej na Kazimierzu, złapałem jednego od pani, co stała przy Sukiennicach, chyba za trzy złote. Ciepły, posypany sezamem, idealny na spacer w słońcu, smakuje najlepiej na miejscu.

Potem obowiązkowo zapiekanka. Tylko ta prawdziwa, długa, z pieczarkami i serem, prosto z Okrąglaka na placu Nowym.

Miałem kiedyś taką noc, w sierpniu 2021, wracałem z kumplami z koncertu i złapaliśmy po jednej. Wydałem wtedy coś koło piętnastu złotych, ale warto było, to takie idealne zwieńczenie wieczoru. Sos czosnkowy i keczup, oczywiście. Bez tego ani rusz, taki klasyk po prostu.

No a pierogi. Z nimi to zawsze jest dylemat, ruskie czy z mięsem, ale jednak ruskie chyba wygrywają.

Nie ma to jak dobrze zrobione ruskie pierogi, najlepiej ze skwarkami. Pamiętam takie pyszne, jedzone w maleńkiej knajpce na ulicy Szerokiej w lutym 2022, gdzieś za trzydzieści pięć złotych porcja. Tak domowo smakowały, jakby babcia je lepiła, aż miło, takie rozgrzewające.

Następnie żurek krakowski. Nie ma to jak dobra miska tego zupy, zwłaszcza jak pogoda nie dopisuje.

Kiedyś, w październiku 2020, w jednej restauracji niedaleko Wawelu dostałem żurek podany w chlebie. To był prawdziwy majstersztyk, z jajkiem i białą kiełbasą. Kosztowało mnie to wtedy chyba około dwudziestu pięciu złotych, ale ten smak zapadł mi w pamięć na długo, taki kwaśny, głęboki.

Nie można zapomnieć o bigosie. To takie danie, co najlepiej smakuje po dłuższym gotowaniu.

Pamiętam, jak u cioci pod Krakowem, na święta Bożego Narodzenia w grudniu 2019, zawsze był wielki gar bigosu, co pachniał na cały dom. W Krakowie też znajdziesz dobre, ale ten domowy to co innego. Smakuje wtedy wyjątkowo, ta kapusta, mięso, śliwki – wszystko razem.

Kolejny punkt, kremówka papieska. To taki kawałek słodkiej historii, trochę poza samym Krakowem, ale mocno z nim związany.

Ostatnio, w lipcu 2023, byłem w cukierni na Grodzkiej i tam właśnie zamówiłem kawałek kremówki, chyba za dwanaście złotych. To takie lekkie, kremowe ciastko, co rozpływa się w ustach. Zawsze mnie to trochę przenosi w czasie, do opowieści o Janie Pawle Drugim.

I na koniec, coś mniej oczywistego, ale bardzo krakowskiego – maczanka krakowska.

To taka kanapka z mięsem, duszoną karkówką, co jest mocno nawilżona sosem. Spróbowałem jej pierwszy raz w czerwcu 2022, w małym food trucku na Grzegórzkach. To był obiad za jakieś trzydzieści złotych, a naprawdę sycący i inny niż wszystko. Taki lokalny fast food, ale z duszą.

Co spróbować w Krakowie?

Ojej, Kraków! No to tak:

  • Obwarzanek krakowski, ten taki co go wszędzie sprzedają, taki okrągły, z makiem albo z sezamem. Absolutny mus. Bez niego nie będziesz w Krakowie. Dziwne, że taki prosty, a tak bardzo "krakowski". Zawsze go biorę na spacer po Rynku, tak mi pasuje.
  • No i pierogi, wiadomo. Ale nie byle jakie. Trzeba spróbować tych z mięsem, albo te ruskie, moja babcia Halina robiła najlepsze, ale teraz nie mam takiej możliwości. Warto poszukać miejsca gdzie robią je naprawdę dobrze, nie jakieś tam byle jakie.
  • A wieczorem to koniecznie kiełbasa z niebieskiej Nyski. Kurczę, to jest legendarny food truck. Znajduje się go zazwyczaj gdzieś tam niedaleko centrum, pamiętam jak kiedyś po imprezie tam wpadłem. Niesamowity smak, taki swojski.
  • Zupy? Żurek krakowski. To jest coś! Ten smak taki kwaśny, z jajkiem i kiełbaską. Mega rozgrzewa.
  • I jeszcze ta maczanka krakowska. To jest taka kanapka, ale w sumie to taki przodek hamburgera, trochę inaczej, bardziej tradycyjnie. Z szarpaną wieprzowiną. Warto spróbować, bo to też jest taka tradycyjna rzecz.

Poza tym, jak się już nażresz, to koniecznie idź na spacer. Wawel, Sukiennice, kazimierz, wszędzie jest pięknie. Tylko pamiętaj, żeby buty wygodne wziąć, bo się nawaliłem trochę wczoraj i nogi mnie bolą od chodzenia. W sumie to dobrze, że mam te wszystkie jedzeniowe punkty na liście, bo inaczej bym tylko chodził i nic nie próbował. Takie życie.

Jaka pamiątka z Krakowa?

Noc mnie otula, cisza taka głęboka... Myślę o Krakowie. O tych wszystkich drobiazgach, które zostają w pamięci, prawda? Jak taki drobiazg potrafi przywołać całą atmosferę.

Pamiątki z Krakowa, to takie trochę jak kawałki serca, które zostawiasz za sobą.

  • Termosy i kubki termiczne. Tak, pamiętam, jak w chłodny wieczór, po spacerze wzdłuż Wisły, taki kubek z ciepłą herbatą... ach. Dobrze grzał.
  • Ceramika ludowa. Te wzory, te kolory. Jak takie proste rzeczy potrafią być piękne. Czasem taki jeden talerzyk potrafi opowiedzieć całą historię.
  • Świece. Zapach. Światło. Wieczór w krakowskiej kamienicy, taka świeca na stole... Niczym powrót do przeszłości.
  • Pościel, koce, ręczniki, szlafroki. To tak bardzo domowe. Jakby przywieźć kawałek krakowskiego spokoju do swojego domu. Ciepło i miękkość.
  • Torby i portfele folkowe. Te naszywki, te wzory. W takim portfelu czuję się, jakbym nosił w sobie kawałek polskiej tradycji. Nawet jak idę po bułki.
  • Gifty i ozdoby folkowe. Niby drobnostka, a cieszy. Taki mały aniołek, albo co tam jeszcze było. Niby tylko ozdoba, a przypomina.
  • Parasolki, kalosze, płaszcze przeciwdeszczowe. No tak, czasami pogoda w Krakowie potrafi zaskoczyć. Taka praktyczna pamiątka, która naprawdę się przydaje. Jak na przykład w kwietniu tego roku, kiedy lało jak z cebra.

Wiesz, czasem myślę, że te rzeczy to nie tylko przedmioty. To takie małe kapsuły czasu. Zamknięte w nich są zapachy, dźwięki, kolory tamtych dni. Nawet ta ceramiczna figurka myszki, którą kupiłam kiedyś dla Ani, mojej siostrzenicy, ta myszka, co ma kokardkę. Ona nadal stoi u niej na półce. I pewnie przypomina jej o tej jednej wycieczce. Bo tych wszystkich drobiazgach jest trochę tej krakowskiej duszy.

Z jakiej biżuterii słynie Kraków?

Kraków wyróżnia się biżuterią bursztynową.

To nadbałtyckie dziedzictwo kreuje mistrzów. Rzemiosło kwitnie.

  • Delikatność form.
  • Mistrzostwo detali.
  • Wartość pamiątkowa.

Bursztyn – wieczna iskra ziemi. W Krakowie przybiera formę sztuki.

Co jest charakterystyczne dla Krakowa?

Kraków... to takie miejsce, gdzie czas trochę inaczej płynie. Wiesz, te wszystkie zabytki, które wymieniłaś, to serce tego miasta. Wawel góruje nad wszystkim, jak niemy świadek historii. A Sukiennice... czasem mam wrażenie, że czuć tam jeszcze echa dawnych kupców, tych ich rozmów, zapachów.

Kościół Mariacki co godzinę przypomina o sobie tym hejnałem. To taka melodia, która wpada w ucho i zostaje na długo. A Rynek Główny? Tętni życiem w dzień, a nocą... nocą ma swój własny, spokojniejszy rytm.

Stare Miasto samo w sobie to taka perełka, po której można się po prostu bez celu błąkać. A Kazimierz... ten ma w sobie coś nieuchwytnego, coś co przyciąga. Czasem czuję tam taki spokój, a czasem... taką nutkę nostalgii.

I te Podziemia Rynku! Jakby odkryć kolejną warstwę miasta, ukrytą pod nogami. Muzeum Narodowe to już coś dla tych, co chcą zatopić się w sztuce.

A Barbakan... taki surowy, trochę obronny, ale i majestatyczny. Planty dookoła – zielony pas oddechu, idealny na spacer. No i Wieliczka. To kawał historii zapisany w soli. Kopalnia ma w sobie taką tajemnicę, że aż trudno uwierzyć, że to dzieło rąk ludzkich.

A żeby się rozluźnić po zwiedzaniu... ja bym wybrała spacer po Kazimierzu wieczorem. Albo po prostu usiadła z dobrą kawą na rynku i patrzyła na przechodzących ludzi. Czasem najprostsze rzeczy dają najwięcej spokoju.