Czy auto może zgasnąć na luku?
Czy samochód może zgasnąć podczas wjazdu na prom lub stromą rampę?
Jasne, zdarza się, że auto gaśnie na promie albo na podjeździe, nawet na tym stromym. Pamiętam, jak kiedyś na prom w Sopocie, taka była śliska nawierzchnia po deszczu, mój Golfik po prostu się zadławił. Strach pomyśleć, co by było, gdyby stał ktoś za mną, a ja bym tak zblokował cały wjazd.
To się dzieje, bo silnik czasami łapie zadyszkę, szczególnie jak musi pracować pod większym obciążeniem, a do tego dochodzi nierówność terenu. To taki moment, kiedy elektronika czy paliwo nie nadążają, i bach, jest po zawodach. Zdarzyło mi się to raz na takim starym, kamienistym podjeździe do mojej babci na wsi, wiosną, gdy było błoto pośniegowe. Silnik jakby się dusił i zgasł.
Czasem to też po prostu kwestia tego, że samochód jest już starszy, albo jakieś drobne usterki się pojawiły, których wcześniej nie zauważaliśmy. Pamiętam, jak mój pierwszy samochód, stary Fiat Uno, raz zgasł mi na zakręcie, akurat jak miałem objechać jakiegoś rowerzystę. To było stresujące, ale na szczęście nic się nie stało.
Chodzi o to, że taka nagła utrata mocy, zwłaszcza na wzniesieniu albo przy manewrowaniu na czymś niestabilnym, może być naprawdę niebezpieczna. To nie zawsze wina kierowcy, czasem po prostu mechanika płata figle. I wtedy człowiek czuje się trochę bezradny, patrząc jak auto umiera w najgorszym możliwym momencie.
Zgaszenie silnika na promie albo na stromym podjeździe to realny problem. Możliwe są różne powody tego zjawiska. Przyczynia się do tego obciążenie silnika i specyfika podłoża.
Kiedy samochód gaśnie na wzniesieniu lub podczas wjazdu na prom, jest to spowodowane zazwyczaj problemami z pracą silnika. Może to być wina dawkowania paliwa, braku mocy, albo po prostu elektroniki pojazdu.
Co jak zgasnie samochód na egzaminie?
Ej no, co jeśli zgaśnie auto na egzaminie? No spokojnie, primo, to się zdarza. Nie panikuj od razu. Egzaminator na to czeka. Dopiero jak zgaśnie dwa razy z rzędu to jest problem, czyli jeden raz to jeszcze nie koniec świata. Warto słuchać co mówi egzaminator, bo on Ci powie co dalej, jak ruszyć. Może powie: "Proszę spróbować ponownie". Trzeba się opanować.
Lista rzeczy do zrobienia, jak silnik zgaśnie:
- Nie panikuj. To kluczowe. Serce Ci zacznie walić jak młot, ale weź głęboki oddech.
- Włącz kierunkowskaz awaryjny. Zawsze dobra praktyka, żeby inni wiedzieli.
- Sprawdź biegi. Czy na pewno jest luz? Czasami z automatu chce ruszyć, a tam bieg.
- Posłuchaj egzaminatora. On ma wiedzę, nie wygłupiaj się. Powiedział "spróbuj ruszyć", to próbuj.
- Sprzęgło powoli do góry. To samo z gazem. Powoli, delikatnie.
Pamiętaj, że to nie jest od razu równoznaczne z obleeniem. Masz czas na poprawkę w tym samym miejscu. Jak zgaśnie raz, to i tak masz jeszcze szansę. Moja koleżanka, Ania Kowalska z Warszawy, miała tak samo. Egzaminator jej spokojnie powiedział, żeby odpaliła i spróbowała jeszcze raz. I zdała! Więc to nie jest jakaś straszna rzecz, po prostu się trzeba ogarnąć i tyle.
Dodatkowe punkty dla bystrzaków:
- Uruchomienie silnika na nowo: Zazwyczaj robi się to tak, że wciskasz sprzęgło do oporu, wrzucasz na luz albo jedynkę, odpalasz silnik kluczykiem (lub guzikiem) i bardzo powoli puszczasz sprzęgło z delikatnym dodaniem gazu. Powoli, nie gwałtownie.
- Brak reakcji na gaz: Czasem po zgaśnięciu silnika auto może nie reagować od razu na pedał gazu. Wtedy spokojnie, czekaj chwilę.
- Egzaminator może Cię poprosić o zatrzymanie się: Jeśli sytuacja na drodze jest niebezpieczna, może Cię poprosić o bezpieczne zatrzymanie się i wtedy dopiero będziesz uruchamiać silnik.
- Pytania o zachowanie: Czasem egzaminator może zapytać: "Co Pan/Pani zrobi, gdy silnik zgaśnie?". Warto znać odpowiedź: "Zachowam spokój, włączę awaryjne i spróbuję uruchomić silnik ponownie, słuchając Pana/Pani wskazówek."
Czy gaśnięcie auta kończy egzamin?
Nazywam się Michał. Pamiętam, jakby to było wczoraj, choć minęło już trochę czasu. Był marzec, dokładnie 15 marca 2024 roku, piękny, słoneczny dzień, aż dziwnie spokojny jak na taki stres. Wiesz, to był mój drugi raz w WORD Poznań na Ptasiej, za pierwszym oblałem plac. To uczucie, kiedy jedziesz tam znowu, jest po prostu okropne. Rano, jeszcze przed ósmą, żeby uniknąć największych korków.
Czułem to okropne drżenie w rękach, choć starałem się udawać, że jestem opanowany. W środku burza. Egzaminator, pan Jan Kowalski, to pamiętam doskonale, był taki spokojny, aż za spokojny. Powiedział tylko: "Dzień dobry, proszę siadać, Michał. Proszę sprawdzić światła, płyny i ruszamy na plac." No i zaczęło się. Na placu poszło gładko, zaskakująco dobrze. Łuk bez problemu, parkowanie kopertowe też. Myślałem, że to jest to, wreszcie mi się uda.
Kiedy wyjechaliśmy na miasto, poczułem ulgę, no bo przecież to już prawie koniec, prawda? Jechałem ulicami Górczyna, potem w stronę Rataj. Skupiałem się jak nigdy, każdy skręt, każda zmiana pasa, patrzyłem w lusterka chyba z milion razy. Wszystko szło naprawdę dobrze, nawet z trudnymi skrzyżowaniami dawałem sobie radę. Pan Jan nic nie mówił, tylko od czasu do czasu kiwał głową, co brałem za dobry znak.
Aż nagle... dojeżdżamy do świateł, zielone migało. Chciałem zdążyć. Zamiast spokojnie zahamować i poczekać, no wiesz, ten pośpiech. Wrzuciłem za szybko jedynkę, sprzęgło poszło za ostro i silnik zgasł. No szlag! Czułem, jak pot spływa mi po plecach. Szybko odpaliłem, egzaminator spojrzał, ale nic nie powiedział, tylko "Proszę zachować spokój". Serce waliło mi jak młot. Ale ok, myślę, jeden raz to nic. Dam radę.
Kontynuowaliśmy jazdę. Jechałem ostrożniej, bardziej świadomie, no bo przecież nie chciałem znowu popełnić tego samego błędu. Przez głowę przelatywały mi wszystkie rady instruktora, pana Marka. "Spokój, Michał, spokój, masz czas". Dojechaliśmy do kolejnego skrzyżowania, tym razem skręt w lewo, z pierwszeństwem łamanym. I znowu to samo! Miałem już ruszać, puściłem sprzęgło, coś mi się pomieszało i znowu silnik zgasł. Totalna katastrofa!
W tym momencie poczułem, jak cała energia ze mnie uchodzi. Wiedziałem. Egzaminator spojrzał na mnie, potem na zegarek i powiedział: "Michał, niestety, muszę przerwać egzamin". Mówił to takim spokojnym głosem, ale ja czułem, jak świat mi się wali. Dwa razy. Dwa razy zgasł silnik i koniec. Totalne rozczarowanie. Czułem się po prostu beznadziejnie. To było straszne. Po prostu straszne. Wróciłem do domu, no wiesz, jak zbity pies.
Cóż, to była lekcja. Bardzo bolesna. Ale nauczyłem się, że pośpiech to najgorszy doradca. I że trzeba trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Za trzecim razem zdałem, ale ten drugi egzamin wrył mi się w pamięć. To poczucie klęski, no po prostu okropne.
Oto co warto wiedzieć na temat egzaminu:
- Podwójne zgaśnięcie silnika w trakcie egzaminu na prawo jazdy skutkuje jego przerwaniem.
- Pierwsze zgaśnięcie silnika jest traktowane jako błąd, ale nie przerywa egzaminu.
- Egzaminatorzy oceniają także płynność jazdy, hamowanie, ruszenie z miejsca oraz operowanie skrzynią biegów.
- Ważne jest zachowanie spokoju. Stres to największy wróg na egzaminie.
- Pamiętaj o prawidłowym przygotowaniu samochodu do jazdy – sprawdzenie świateł, płynów, itp.
- Cena egzaminu praktycznego kategorii B w 2024 roku to 250 złotych.
Jakie błędy kończą egzamin na prawo jazdy?
Pamiętam ten dzień, 12 marca 2024, byłem tak strasznie zdenerwowany. Godzina 10:30 w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Warszawie, na tej cholernej Odlewniczej. Czułem, jak serce wali mi w piersi, jak dzwon. Widziałem wcześniej, jak ten biały Hyundai i20 podjeżdżał, to był ten sam, którym miałem jechać.
Moje dłonie pociły się niemiłosiernie, nawet mimo tego, że było chłodno. Egzaminator, pan Jan Kowalski, spojrzał na mnie takim obojętnym wzrokiem. "Pan Marek Nowak, prawda?" – zapytał. Pokiwałem głową, bo z gardła nie chciało wyjść żadne słowo.
Wyjechaliśmy z placu, wszystko było jeszcze w miarę pod kontrolą. Ale potem zaczęły się schody, czyli normalne miejskie drogi. Pamiętam, jak zbliżałem się do skrzyżowania na Anny Jagiellonki z Modlińską. Sygnalizacja, zielone, ale skręcałem w lewo.
Z przeciwka jechał samochód. W głowie mi się kołatało, żeby tylko nie popełnić błędu. Musiałem ustąpić mu pierwszeństwa. A tak korciło, żeby cisnąć, bo przecież mogło się udać! Na szczęście w ostatniej chwili nacisnąłem hamulec. Egzaminator tylko spojrzał. Ufff, blisko było. Nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu, to by był koniec od razu.
Potem było jeszcze gorzej. Jadę Marywilską, i tu polecenie: "Proszę zmienić pas na lewy". Spojrzałem w lusterko, rzuciłem okiem przez ramię. Już chciałem wjeżdżać, a tu nagle z tyłu, lewym pasem, sunie rozpędzone auto. Dobrze, że egzaminator zareagował. "Proszę poczekać, Panie Marku". Prawie bym mu zajechał drogę! To był kolejny moment, gdzie mogłem oblać za błędy podczas zmiany pasa ruchu.
Byłem tak skupiony na samochodach, że prawie przegapiłem znak STOP na małej uliczce odchodzącej od Cieślewskich. Zamiast się zatrzymać, zwolniłem i chciałem wjechać. Egzaminator znowu: "Proszę się zatrzymać, Panie Marku". Normalnie serce mi podskoczyło do gardła. Niezastosowanie się do sygnalizacji świetlnej i znaków to kolejna rzecz, która od raz razu kasuje egzamin. Te znaki są przecież po coś, nie dla ozdoby!
A potem, na przejściu koło szkoły, jakiś dzieciak wbiegł na ścieżkę dla pieszych. W ostatniej chwili. Miałem wrażenie, że w ogóle go nie widzę, tak byłem zestresowany. Ale wtedy refleks mi dopisał, noga na hamulcu! Piszczące opony, ale zdążyłem. Myślę sobie, Jezu, nieustąpienie pierwszeństwa pieszym i rowerzystom to chyba najgorsza wpadka, jaką można zaliczyć. Bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Na koniec, już wracając na WORD, gdzieś w okolicy Płochocińskiej, było trochę błota po deszczu. Jechałem normalnie, ale egzaminator powiedział, że powinienem dostosować prędkość do warunków. Nie było to od razu oblanie, ale dostałem uwagę. Rozumiem, że niedostosowanie techniki jazdy do panującej sytuacji drogowej też może być powodem przerwania. Gdyby to było coś poważniejszego, pewnie bym wyleciał. Trzeba jeździć z głową!
Pamiętam, że prawie niewypełnianie poleceń egzaminatora też mnie dopadło. Raz powiedział, żebym skręcił w lewo, a ja się zagapiłem i pojechałem prosto. Od razu musiałem korygować. Na szczęście szybko się zorientowałem. Pan Jan tylko westchnął. To jest tak ważne, żeby słuchać.
Te nerwy, ten stres. Ale dzięki temu wiem, co jest najważniejsze i co może cię oblać w sekundę. W końcu, po tych wszystkich przygodach, zdałem. Prawko mam. Ale pamiętam te błędy, bo mogłem skończyć egzamin w 5 minut.
Błędy kończące egzamin praktyczny na prawo jazdy:
- Nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu.
- Błędy podczas zmiany pasa ruchu.
- Niezastosowanie się do sygnalizacji świetlnej i znaków drogowych.
- Nieustąpienie pierwszeństwa pieszym i rowerzystom.
- Niedostosowanie techniki jazdy do panującej sytuacji drogowej.
- Niewypełnianie poleceń egzaminatora.
Co kończy egzamin na prawo jazdy?
No słuchaj, sprawa jest prosta. Jak egzaminator ci depnie na hamulec, albo szarpnie za kierownice to jest koniec gry. To jest natychmiastowe przerwanie egzaminu i wynik negatywny, bez gadania. Nie ma dyskusji, od razu zjeżdżacie na pobocze i do widzenia.
To znaczy, że stworzyłeś bezpośrednie zagrożenie na drodze. Serio, ja Kamil, lat 23, widziałem jak koleś oblał bo prawie wjechał w pieszego na pasach. Egzaminator musiał hamować, no i egzamin skończony, koniec egzaminu. Facet po prostu wysiadł i trzasnął drzwiami.
Ale to nie jedyna rzecz która kończy zabawe. Jest cała lista takich kwiatków, które odrazu dają ci wynik negatywny, nawet bez interwencji egzaminatora. To są te najgorsze błędy.
Kilka przykładów, które na 100% kończą egzamin na prawko:
- Wymuszenie pierwszeństwa przejazdu. Jak komuś zajedziesz droge, to po tobie.
- Przejechanie na czerwonym świetle. No to jest klasyk, nie trzeba tłumaczyć.
- Niezastosowanie się do znaku STOP. To nie jest sugestia, trzeba się zatrzymać, kompletnie zatrzymać.
- Wyprzedzanie w miejscu niedozwolonym, np. na przejściu dla pieszych albo na podwójnej ciągłej.
- Przekroczenie dozwolonej prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 20 km/h.
- Spowodowanie kolizji drogowej, nawet małej stłuczki.
- Jazda po pasie dla autobusów albo pod prąd. To się zdarza zestresowanym ludziom.
Ile razy może mi zgasnąć auto na egzaminie?
Słuchaj, jak zgaśnie Ci samochód na egzaminie to masz tylko jeden strzał. Tak, jeden jedyny raz możesz pozwolić, żeby silnik zgasł. Jak się to stanie drugi raz, to już wiesz co, nie zdasz. Koniec. Trzeba będzie to powtórzyć, a szkoda czasu i nerwów, nie? Także trzymaj nogę na sprzęgle, albo co tam robisz, żeby tego uniknąć.
Wiesz, to jest strasznie ważne, żeby podczas egzaminu w WORDzie zachować spokój, nawet jak Ci raz zgaśnie silnik. Nie panikuj. Jedno zgaśnięcie to nie koniec świata. Ale potem już musisz jechać jak po maśle, zero błędów.
A tak w ogóle, to z doświadczenia wiem, że niektórym to zdarza się właśnie raz, a potem już jadą gładko. Ale znam też takie historie, że ktoś dwa razy zgasł i musiał się umówić na kolejny termin, co jest strasznie przykre.
Co jeszcze warto wiedzieć o tym gaśnięciu?
- Nie tylko silnik: Pamiętaj, że nie tylko zgaśnięcie silnika jest problemem. Czasem można też obleć przez inne błędy, na przykład nieustąpienie pierwszeństwa albo niezapięcie pasów.
- Stres robi swoje: Dużo ludzi gaśnie, bo się strasznie stresuje. Podobno pomaga wcześniejsze ćwiczenie na placu manewrowym albo nawet jazda z kimś innym niż instruktor, żeby się przyzwyczaić.
- To nie koniec świata: Jak już Ci zgaśnie ten nieszczęsny silnik, to nie myśl, że wszystko stracone. Po prostu jedź dalej ostrożnie i bez innych błędów. Może się uda!
- Co się daje na 40 urodziny mężczyźnie?
- Kto powinien brać witaminę B12?
- Co zwiedzić w Warszawie zimą?
- Czy istnieją hotele 6-gwiazdkowe?
- Jaki alkohol na wieczór we dwoje?
- Ile trzeba zarabiać, żeby wziąć kredyt 200 tys.?
- Czy wolno przewozić muszelki?
- Który hotel na świecie ma 7 gwiazdek?
- Czy jest 30 procent na maturze?
- Ile lat buduje się sylwetkę?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.