Czy należy mówić „uważaj” maluchowi?

9 wyświetleń
Lepiej unikać częstego Uważaj! skierowanego do malucha. Choć jednorazowe ostrzeżenie nie zaszkodzi, skuteczniejsze jest precyzyjne wskazanie zagrożenia i podanie konkretnej instrukcji, np. Spójrz w górę lub Trzymaj się nisko. Takie podejście pomaga dziecku zrozumieć sytuację i nauczyć się reagować w przyszłości.
Komentarz 0 polubień

Ech, to "uważaj, maluchu!"... Znacie to, prawda? Ile razy samemu się to mówiło, nie licząc tych wszystkich razy, kiedy słyszało się to od rodziców? Niby nic takiego, szybkie ostrzeżenie, ale... Czy to naprawdę działa? Sama zastanawiałam się nad tym, obserwując mojego siostrzeńca, Franka. Mówiłam mu "uważaj!" praktycznie co chwilę. Schody, krawężnik, kałuża – "UWAŻAJ!". I wiecie co? Zero reakcji. Jak grochem o ścianę. Biegnie dalej, jakby nigdy nic. Aż strach się bać!

Pomyślałam sobie wtedy, że coś tu jest nie tak. Przecież nie mogę chodzić za nim krok w krok i ciągle krzyczeć "uważaj!". To bez sensu. Przeczytałam gdzieś – nie pamiętam już gdzie, może jakiś blog parentingowy? – że lepiej mówić konkretnie, co ma zrobić. No i spróbowałam. Zamiast "uważaj na schodach!", powiedziałam "trzymaj się poręczy, Franek". I... zadziałało! Złapał się poręczy, zszedł powoli, ostrożnie. Szok!

Później, na placu zabaw, zamiast "uważaj, spadniesz z huśtawki!", powiedziałam "trzymaj się mocno obiema rękami". I znowu sukces! Jasne, że czasem i tak trzeba zareagować i go złapać, bo przecież to dziecko, no nie? Ale zauważyłam, że im częściej mówię mu konkretnie, co ma zrobić, tym bardziej uważny się staje. Sam zaczyna uważać.

Gdzieś czytałam, że – ojej, nie pamiętam dokładnie tych liczb, ale chodziło o to – że dzieci lepiej reagują na konkretne instrukcje. Bo "uważaj" to takie... no właśnie, na co uważać? Na wszystko i na nic. A jak powiesz "spójrz pod nogi" albo "obejdź tę kałużę", to dziecko wie, o co chodzi. Proste, prawda? Aż dziw, że sama na to nie wpadłam wcześniej. A wy? Też macie takie doświadczenia z "uważaj"? Dajcie znać!