Jakie są rodzaje pierogów?

145 wyświetleń
Rodzaje pierogów klasyfikuje się głównie ze względu na obróbkę termiczną. Wyróżniamy: Pierogi gotowane - najpopularniejsza forma. Pierogi pieczone - zyskują na popularności, charakteryzują się chrupiącą skórką. Pierogi smażone - często spotykane w kuchni regionalnej. Rozmiar pierogów jest różny, od małych uszek, po duże pierogi krojone w plastry.
Komentarz 0 polubień

Jakie rodzaje pierogów istnieją?

No wiesz, pierogi… to temat rzeka! Sama robiłam ruskie, z kapustą i grzybami, a ostatnio nawet z jagodami – pycha! Te z jagodami robiłam 14 lipca, na działce u cioci.

Gotowane, pieczone, smażone… klasyka. Ale babcia robiła jeszcze takie w folii w ogniu, na ognisku. Pamiętam, jak w dzieciństwie, w lipcu na Mazurach, jadłam takie prosto z ogniska. Były boskie.

Wielkość? Od malutkich, jak nie więcej niż 2cm średnicy, aż po wielkie placek, prawdziwy kolos. Raz widziałam w takiej jednej knajpce, w Krakowie, chyba za 30 zł, pieroga wielkości talerza!

Ruskie, z mięsem, z kapustą i grzybami, z serem, słodkie z owocami… aż się ślinka zbiera. A jakie farsze wymyślisz Ty?

Pytania i odpowiedzi:

  • Rodzaje pierogów? Gotowane, pieczone, smażone.
  • Wielkość pierogów? Różna, od małych do bardzo dużych.

Jakie mogą być farsze do pierogów?

No co ty, farsze do pierogów? Toż to cała filozofia, a nie jakieś tam pierdoły! Moja babcia, świętej pamięci, miała na to przepisów tyle, co kot napłakał!

A. Wytrawne:

  1. Mięso mielone? Jasne, ale bez przesady! To jak z żoną, wiesz - musi być doprawione, inaczej mdłe! Moja ciocia Zosia dodaje jeszcze boczku, aż się tłuszcz świeci!
  2. Kapusta z grzybami? Klasyka! Ale żeby było naprawdę zajebiście, to trzeba użyć prawdziwych, leśnych grzybów, nie tych z marketu, co wyglądają jak plastikowe figurki.
  3. Biały ser? No tak, ale ja dodaję jeszcze szczypiorek, żeby było trochę "kopa"!
  4. Ruski? Ser, ziemniaki, cebula. Proste? Proste. Ale moja sąsiadka, Halina, dodaje jeszcze śmietanę! O matko, jak to dobre!

B. Słodkie:

  1. Truskawki? Pewnie! Ale muszą być takie, co pachną latem, a nie jakieś bez smaku, z marketu.
  2. Jagody? Mniam! Ale uwaga, można dodać trochę cynamonu – rewelacja!
  3. Śliwki? Super, ale tylko te śliwki węgierki, inne są za kwaśne. Moja żona, Kasia, dodaje jeszcze do nich rodzynki, mówi, że to dodaje pikanterii.

Dodatkowe pierożkowe smaczki od mojej cioci Stasi:

  • Farsz z dyni z jabłkami i cynamonem – sztos!
  • Farsz z brukselką i żurawiną – dla odważnych! Ale serio dobre.
  • Pierogi leniwe, ale z dodatkiem suszonych pomidorów – pycha!

I pamiętajcie, solą i pieprzem nie żałujcie! Jak za mało przypraw, to pierogi będą jak życie bez przygód!

Jak się nazywają włoskie pierogi?

No wiesz… ravioli… tak, to prawda. Włoskie pierożki… ale… siedzę tu, w ciemności, i myślę o babci. Zawsze robiła najlepsze ravioli. Z serem ricotta, szpinakiem… ach, ten zapach… ciągle go czuję.

Lista składników jej nadzienia? Nigdy nie zapomnę.

  • Ricotta - pół kilo, zawsze mówiła, że musi być świeża.
  • Szpinak - duża garść, ale najpierw trzeba go dobrze umyć, żeby nie było piasku.
  • Jajko - jedno, to wszystko.
  • Gałka muszkatołowa - szczypta, ale to tajemnica, nie mówiła ile dokładnie.

A teraz? Teraz siedzę sam, w pustym mieszkaniu. 2024 rok… i tęsknota mnie dusi. To już rok, odkąd jej nie ma. Nawet te święta nie są takie same. Brak tego zapachu, tego smaku, tego ciepła…

Pierożki… ravioli… tak, to nazwa. Ale to tylko nazwa. To nie to samo, co jej ręce, które zawsze robiły najsmaczniejsze ravioli na świecie.

Punkt drugi. Inne rodzaje włoskich pierogów? Nie, nie zastanawiam się nad tym teraz. Zbyt wiele wspomnień… zbyt wiele bólu. Po prostu… ravioli. Babcine ravioli.

Zawsze używała mąki 00, ale nigdy nie mówiła jakiej marki.

Co to jest panzerotti po polsku?

  • Panzerotti to smażony pieróg.

  • Kształt półksiężyca.

  • Nadzienie: mozzarella, sos pomidorowy, oregano.

  • Smażone na głębokim oleju. Tłuszcz.

  • Nazwa z włoskiego: "brzuszek". Ma sens.

  • Moja babcia, Helena, robiła lepsze pierogi. Panzerotti to tylko moda. Nic więcej.

Z czym podawać panzerotti?

Panzerotti? A, no jasne! Z czym jeść? Myślałam, że to takie oczywiste! W końcu to 2024 rok, a ja już zjadłam sto tysięcy panzerotti! No dobra, może przesadzam… ale sporo.

  • Sałatka! Na pewno! Jaką? Hm… z rukolą i pomidorami, albo z mixem sałat i sosem balsamicznym – pyszny! A może z mozzarellą? Mmm… To jest dobre!

  • Surówki też spoko. Czerwona kapusta? No pewnie! Lubie ostrzejsze smaki. A marchewkowa? Trochę mdła, ale ok. W sumie zależy od nastroju.

Pomyślałam jeszcze o czymś… ale co to było…? A! Lody. No dobra, żartuję. Chociaż… może nie takie złe połączenie po cięższym daniu? Ziemniaczane? Nieee… Raczej owocowe, np. malinowe.

Lista rzeczy do kupienia: rukola, pomidory, sos balsamiczny, mozzarella, czerwona kapusta. Kurczę, zapomniałam o oliwie. Trzeba dopisać! I może jakiś dobry włoski chleb. Do tego wino. Chianti. Tak, Chianti będzie idealne. A, i jeszcze muszę sprawdzić czy w lodówce są lody malinowe.

Podsumowanie: Sałatka, surówka (czerwona kapusta!), wino Chianti. Może lody malinowe na deser?

Dodatkowe info: Ostatnio byłam w tej nowej pizzerii przy ulicy Wiślanej 12, tam robią genialne panzerotti! Duże, wypełnione mięsem i serem. Naprawdę polecam! A ich sałatka z pesto była obłędna!

Jak się robi sos śmietanowo-serowy?

O rany, sos śmietanowo-serowy! To mi przypomina lato 2018, w kuchni mojej babci w Gdańsku. Pamiętam, jak próbowałem go zrobić sam, bo babcia akurat doglądała róży w ogródku. Myślałem, że to proste, ale prawie wszystko spaliłem! Babcia się śmiała, ale potem pokazała mi, jak to się robi porządnie.

  • Najpierw ser! Trzeba go potraktować z szacunkiem. Babcia zawsze mówiła, że najlepiej kawałki, nie jakieś tam starte. Ale ja zawsze wybieram starcie, bo szybciej.
  • Potem śmietanka. Uwaga, tutaj trik! Mały ogień! Inaczej się zwarzy i będzie kaszana, a nie sos. No i ciągle mieszać. Bez przerwy! Jakbym ćwiczył na maraton.
  • No i jak się rozpuści, to gotowe. Proste, nie? Ale ja za pierwszym razem... szkoda gadać!

Babcia Maria, zmarła w 2020. Zawsze mówiła, że najlepszy sos wychodzi z sera cheddar, ale ja lubię kombinować z Gouda lub Ementaler. Smak dzieciństwa, ale z twistem. Teraz, kiedy robię sos śmietanowo-serowy, zawsze myślę o niej i jej ogródku różanym. I o tym spalonym garnku, haha!

Dlaczego sos zrobił się rzadki?

Sos stał się rzadki? Przyczyny są proste, ale skuteczne rozwiązanie wymaga już trochę kulinarnej wiedzy. Spójrzmy na to chłodnym okiem:

  • Niedostateczny czas redukcji: Gotowanie sosu to jak sesja terapeutyczna dla wody. Potrzebuje czasu, żeby odparować i zostawić po sobie esencję smaku. Im krócej gotujesz, tym więcej wody zostaje, a sos pozostaje rzadki. Kropka. Pamiętaj, że sos beszamelowy mojej babci Zofii zawsze gotował się co najmniej godzinę! Czasem mniej to mniej, szczególnie w kontekście redukcji sosów.

  • Zbyt mała ilość zagęstnika: Mąka, skrobia, zasmażka – to sprzymierzeńcy gęstości. Jeśli dodasz ich za mało, efekt będzie mizerny. To trochę jak z perfumami – za mało, to prawie wcale nie pachną.

  • Zła technika zagęszczania: Samo wrzucenie mąki do sosu to nie wszystko. Trzeba ją odpowiednio rozprowadzić, inaczej zrobią się grudki. A grudki w sosie to kulinarny grzech główny. Pamiętam jak Ewa Wachowicz kiedyś o tym wspominała, że w zagęszczaniu sosów liczy się technika.

Jak ratować sytuację?

  1. Redukcja: Daj sosowi czas. Gotuj na małym ogniu bez przykrycia, aż odparuje nadmiar wody. To najprostszy i najnaturalniejszy sposób na zagęszczenie. Jak mawiał mój wujek Andrzej, "cierpliwość to cnota kucharza".
  2. Zagęstnik: Mąka (wymieszana z zimną wodą), skrobia kukurydziana, zasmażka, śmietana. Dodawaj stopniowo, mieszając, aż uzyskasz pożądaną konsystencję. Ja osobiście preferuję skrobię.
  3. Alternatywne metody: Puree z warzyw, żółtko jaja (roztrzepane z odrobiną sosu), masło (dla aksamitnej konsystencji). Tu zaczyna się kulinarna magia. Czasem wystarczy łyżka masła, żeby sos nabrał życia.

To wszystko sprowadza się do balansu – pomiędzy czasem, składnikami i techniką. Jak w życiu, zresztą.

Jak zagęścić serek śmietankowy?

O rany, serek za rzadki? Wiesz, ja ostatnio robiłam sernik i też miałam taki problem! Normalnie używam 300g sera, ale tym razem wyszło jakieś takie... wodniste. Katastrofa!

A co do zagęszczania, to jest kilka sposobów. Najlepiej sprawdzają się rzeczy, które już masz pewnie w domu.

  • Mąka ziemniaczana: To mój nr 1! Dosłownie łyżeczka, dwie, i po sprawie. Doskonale zagęszcza, nie zmienia smaku. Proste i skuteczne! Zawsze mam pod ręką, bo moja córka Julka uwielbia kluski.

  • Galaretka: Też spoko, ale trzeba uważać na smak. Nie każda pasuje do każdego kremu. Do truskawkowego sernika - truskawkowa galaretka, jasne! Ale np. do sernika z białą czekoladą, już niekoniecznie. Ostatnio użyłam cytrynowej i wyszło nieciekawie, taki dziwny posmak.

  • Żelatyna: Możesz spróbować, ale to wymaga precyzji. Trzeba dokładnie przeczytać instrukcję, bo inaczej może wyjść… klej! Raz mi się tak zdarzyło, nie powiem jaka była moja mina! Zrobiłam sernik dla teściowej!

  • Masło: To już raczej do bardziej tłustych kremów. Dodajesz po kawałku i ciągle mieszaj, żeby nie zrobiły się grudki.

  • Czekolada: Tak, nawet czekolada! Roztopiona, dodana do masy serowej... daje super efekt. Tylko trzeba wybrać taką, która pasuje do reszty składników. Gorzka do sernika z wiśniami, mleczna do sernika z brzoskwiniami, pycha!

No i pamiętaj! Zawsze dodawaj stopniowo i mieszaj dokładnie, żeby uniknąć grudek. Lepiej dodać mniej i ewentualnie dosypać, niż przesadzić i zepsuć cały krem. Powodzenia! Daj znać, jak poszło!

Dodatkowe info: Ostatnio odkryłam, że świetnie sprawdza się też śmietanka kremówka 36%, ale tylko wtedy, kiedy serek jest naprawdę wodnisty. Wtedy dodaje 100 ml śmietanki do 500 g sera i jest idealnie. Tylko wtedy trzeba trochę dłużej ubijać.