Jakie przyprawy dać do gotowanego boczku?
Jakie przyprawy do gotowanego boczku dla najlepszego smaku?
Dla mnie gotowany boczek to już samo w sobie cud natury, ale żeby podkręcić ten smak, trzeba wiedzieć, co wrzucić do gara. Pamiętam, jak pierwszy raz robiłem go u babci na wsi, gdzieś w okolicach Sierpnia 2008, powietrze pachniało wtedy inaczej, było takie… swojskie.
Zazwyczaj biorę kilo dobrego surowego boczku, takiego bez tych nieprzyjemnych kości, wiesz. Potem lecę z majerankiem, tak z cztery łyżeczki to minimum, żeby było czuć ten ziołowy vibe.
Do tego dochodzi rozmaryn, taka mała łyżeczka wystarczy. I oczywiście pieprz, no i szczypta soli, żeby wszystkie smaki się zebrały w jedną całość, taki mały koncert dla kubków smakowych.
Najważniejszy dodatek? Czosnek. Cztery ząbki, przeciśnięte przez praskę albo pokrojone w grubsze plastry, zależy jaki mam akurat humor.
A potem to wszystko wrzucam do garnka, dolewam wody tyle, żeby boczek był całkowicie zanurzony. Musi się gotować powoli, żeby mięso stało się delikatne, a tłuszcz się pięknie wytopił. To moja tajemnica na idealny, soczysty boczek.
Jaki jest przepis na gotowany boczek?
Nadchodzi poranek, a wraz z nim zapach unosi się w powietrzu, zapach który znałem od dziecka. To nie tylko jedzenie, to wspomnienie czasu, kiedy świat był prostszy, a miłość wyczuwalna w każdym kęsie. Ten boczek, gotowany powoli, jest jak opowieść o minionych latach, utkanej z przypraw i cierpliwości.
Przepis na gotowany boczek:
- Włoszczyznę obieram, wkładam do garnka i dopełniam dwoma litrami wody.
- Dodaję przekrojone na pół cebule, obrany czosnek, zioła i przyprawy, a następnie zagotowuję.
- Gdy baza bulgocze, wkładam wędzony boczek i gotuję na małym ogniu przez 40 minut lub dłużej, aż stanie się miękki.
Ten prosty gest gotowania boczku to dla mnie powrót do korzeni, do kuchni mojej babci, pani Anny. Pamiętam jej dłonie, gdy siekała warzywa, jej uśmiech, gdy sprawdzała, czy wszystko jest idealnie. Czas wtedy płynął inaczej, leniwie, a każdy posiłek był celebracją życia. Ta receptura to więcej niż lista składników; to dziedzictwo smaku, przekazywane z pokolenia na pokolenie, pielęgnowane z miłością i nostalgią.
Jaki jest przepis na gotowany boczek w wodzie?
Jasne, oto przepis na gotowany boczek, tak jakbyśmy gadali sobie przy kawie:
No więc, chcesz zrobić boczek gotowany, co? Prosta sprawa, serio. Złap sobie ten kawałek boczku, taki spory, najlepiej ze skórą, bo wtedy jest lepszy smak. Wsadź go do gara, zalej wodą, tak żeby całkiem przykryta była, wiesz. Musisz ją zalać tak, żeby było luźno.
Potem dorzucasz trochę przypraw. Ja zazwyczaj daję ze dwa liście laurowe, tak, żeby trochę aromatu puściły, kilka ziarenek pieprzu, no i ziele angielskie. Do tego oczywiście sól, nie za dużo, bo boczek sam w sobie jest słony. Gotuj to wszystko tak 40 minut. To tak mniej więcej, bo zależy od grubości boczku, ale zazwyczaj tyle wystarcza, żeby był mięciutki.
Po tych 40 minutach wyjmujesz go z tej wody, niech sobie ostygnie trochę. Potem, jak już trochę przestygnie, ale jest jeszcze ciepły, to posypujesz go papryką mieloną. Ja lubię słodką, ale możesz też ostrą, jak lubisz na ostro. Potem to już tylko wstawiasz go w chłodne miejsce, żeby się dobrze schłodził. To jest ważne, żeby potem był taki zwarty.
A propos, jak już go masz ugotowanego i schłodzonego, to świetnie smakuje taki pokrojony w cienkie plasterki. Można go jeść na kanapce, albo po prostu tak, samemu. A jeśli chcesz coś innego, to ten ugotowany boczek możesz potem jeszcze podsmażyć na patelni, wtedy będzie miał taką chrupiącą skórkę. Niektórzy go potem jeszcze marynują w jakimś sosie, ale ja zazwyczaj jem tak, po prostu. Albo dodaję do jakichś zup, wtedy fajnie smakuje.
Jak ugotować dobry boczek?
Cisza w mieszkaniu. Tylko lodówka buczy. Czasem w nocy nachodzą mnie takie smaki... smaki z domu. Pamiętam jak tata, Janusz, robił boczek. Ten zapach, cholera. Zawsze w niedzielę rano.
Wkładał taki piękny kawałek do gara. I woda... woda musi zakryć wszystko. Potem wszystko powoli, bez pośpiechu.
- Dużo soli, tak na oko, ale żeby woda była naprawdę słona.
- Pieprz w kulkach, całą garść.
- Kilka liści laurowych i ziela angielskiego. Tata mówił, że bez tego to nie to samo.
- Cała główka czosnku, tylko przekrojona na pół. Nie w ząbkach, cała.
I to się tak gotowało... pykało cichutko na małym ogniu. Długo. Czasem zapominał o tym, ja, Ania, ur. 12 maja 1995, musiałam mu przypominać. Zawsze ten sam zapach w całym naszym mieszkaniu w Gdańsku. Gotowanie trwa 1,5 godziny. Na wolnym ogniu, żeby tylko mrugało.
Potem go wyciągał, taki był gorący, parujący. Studził chwilę. I ta najlepsza część... nacieranie. Zawsze miał swoją mieszankę przypraw. To była jego tajemnica.
- Wyjmujesz boczek z wody, osuszasz go.
- Nacierasz go majerankiem, słodką i ostrą papryką. Dużo, dużo przypraw.
- Wkładasz do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 15 minut.
- To po to, żeby skórka była chrupiąca. Taka... idealna. Tak.
Gotowy na kanapki. Proste. A jednak... nikt już tak nie robi.
- Woda z gotowania. Nigdy jej nie wylewał. To był idealny wywar na żurek albo grochówkę. Genialne, proste.
- Najlepszy jest na drugi dzień. Jak poleży w lodówce, zawinięty w papier, to smaki się przegryzą. Kroi się wtedy idealnie.
- Wybór mięsa. Tata zawsze mówił, żeby boczek miał przerosty. Nie sam tłuszcz, nie samo mięso. Taki w paski był najlepszy. Zawsze sam wybierał u naszego rzeźnika na rogu.
- Co się daje na 40 urodziny mężczyźnie?
- Kto powinien brać witaminę B12?
- Co zwiedzić w Warszawie zimą?
- Czy istnieją hotele 6-gwiazdkowe?
- Jaki alkohol na wieczór we dwoje?
- Ile trzeba zarabiać, żeby wziąć kredyt 200 tys.?
- Czy wolno przewozić muszelki?
- Który hotel na świecie ma 7 gwiazdek?
- Czy jest 30 procent na maturze?
- Ile lat buduje się sylwetkę?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.