Dlaczego dodają wodę do szynki?

31 wyświetleń
Dodawanie wody do szynki w procesie peklowania na mokro ma kilka celów: Poprawa smaku i aromatu: Zalewa z solą i przyprawami wnika w mięso, wzbogacając jego smak. Zwiększenie kruchości i soczystości: Woda pomaga rozluźnić włókna mięśniowe, co przekłada się na lepszą teksturę. Konserwacja: Sól zawarta w zalewie utrwala mięso i zapobiega rozwojowi bakterii. Ekonomia: Dodatek wody może wpływać na wagę produktu, choć to aspekt kontrowersyjny. Szukasz informacji o produkcji wędlin? Dowiedz się więcej o procesie peklowania mięsa!
Komentarz 0 polubień

Dlaczego dodaje się wodę do szynki? Skład i smak

No dobra, czemu ta woda w szynce? ???? Bo sama sucha sól to mordęga dla mięsa.

Pamiętam jak raz robiłem szynkę na święta. Sucha pekla, tragedia. Twarda jak podeszwa. Ale! Za drugim razem zrobiłem zalewę, taką z wodą, solą, czosnkiem, liściem laurowym… O, to już była poezja! Mięciutka, soczysta, po prostu rozpływała się w ustach. 24 grudzień, kuchnia w bloku w Warszawie, a zapach unosił się po całym mieszkaniu... bezcenne!

Dzięki wodzie i reszcie tych dodatków, szynka nie jest taka... tępa w smaku. Woda pomaga przeniknąć wszystkim aromatom, wiecie, sól, zioła, cukier, w głąb mięsa. No i wiadomo, jest wtedy bardziej krucha, nie sucha jak wiór. Proste.

A tak serio to, ta zalewa sprawia, że szynka jest po prostu smaczniejsza. Serio!

Dlaczego w szynce jest woda?

Pamiętam jak babcia zawsze powtarzała, że szynka to już nie to co kiedyś. I miała rację. Pamiętam ten smak, jak byłam mała... prawdziwa szynka smakowała zupełnie inaczej niż ta dzisiejsza.

Dlaczego w szynce jest woda? Pan Janusz powiedział mi wprost: to przez nastrzyk!

Dlaczego z szynki wycieka woda? To wszystko przez chemię, którą w nią wpompowują. Po prostu puszcza.

Wiesz, kupiłam ostatnio szynkę w Lidlu. Na etykiecie oczywiście "szynka z kością". A po otwarciu? Woda. Masa wody! I ten zapach… taki sztuczny. Już sama nie wiem, gdzie kupować dobre wędliny.

  • Nastrzyk: To proces wstrzykiwania roztworu soli, fosforanów i innych substancji do mięsa.
  • Cel nastrzyku: Zwiększenie wagi produktu, poprawa soczystości (która jest iluzoryczna), i obniżenie kosztów produkcji.
  • Konsekwencje: Szynka traci smak, staje się gumowata i kurczy się podczas smażenia. No i ta woda… brr!

Ostatnio szukałam szynki bez konserwantów i znalazłam. Kosztowała majątek, ale przynajmniej smakowała jak szynka. Może warto czasami dopłacić i zjeść coś porządnego? Co o tym myślisz?

Do jakiej wody wkładamy szynkę?

Szynkę wędzoną zanurzamy w wodzie, upewniając się, że jest w całości przykryta. Ważne, żeby proces obróbki termicznej odbywał się w temperaturze około 80 stopni Celsjusza, co kwalifikuje się jako parzenie, a nie gotowanie. To subtelna, lecz istotna różnica!

  • Całkowite zanurzenie w wodzie to klucz do równomiernego ogrzania mięsa.
  • Temperatura parzenia, a nie gotowania, jest kluczowa dla zachowania soczystości i smaku szynki.

Zbyt wysoka temperatura (gotowanie) spowoduje, że szynka stanie się sucha i twarda. Pamiętajmy, że kulinaria to nie tylko technika, ale też sztuka wyczuwania subtelności.

Jak sprawdzić czy szynka jest dobra?

No dobra, posłuchajcie kumple, bo Janek z wiochy wam powie, jak sprawdzić, czy ta wasza szynka to nie jest jakiś badziew z wodą i soją! Bez zbędnego pierdzielenia, jedziemy z tym koksem:

  • Rozmiar ma znaczenie, wiesz? Jak szynka wygląda jakby ją napompował Pudzian, to coś tu śmierdzi. Dobra szynka musi mieć gabaryty adekwatne do świnki, z której pochodzi. Jak za duża, to znaczy, że ją potraktowali jak balon – dopompowali wody, żeby więcej ważyła i żebyś ty, biedny Janek, za to zapłacił!
  • Zwartość to podstawa. Jak weźmiesz szynkę do ręki i ona ci się zacznie rozwalać na kawałki, jakby to był domek z kart po huraganie, to znaczy, że coś jest nie tak. Szynka musi być twarda i zwarta jak beton, a nie jak placek. Ma trzymać formę, rozumiesz?

Pamiętajcie, jakby co, to ja, Janek, jestem z wami! I jeszcze jedno: jak kupujecie szynkę, to patrzcie na skład! Jak tam widzicie jakieś E-cośtam, glutaminiany i inne cuda na kiju, to lepiej omijać to szerokim łukiem! Bo potem będziecie się dziwić, że was po tej szynce brzuch boli i w ogóle samopoczucie do kitu. No to na razie, smacznego! A jak coś, to pytajcie, Janek zawsze doradzi, hehe!

Co z Sergio Ramos?

Co z Sergio Ramos? No, wiesz… król powrócił, ale nie na biały koń, a na… meksykańskiego mustanga! Maj 2024, ostatni mecz dla Sevilli przeciwko Barcelonie – prawdziwa opera mydlana, pełna dramatu. Teraz gra w Rayados de Monterrey. Numer 93? Genialne! Niczym wino, im starszy, tym lepszy, a ten numer to ukłon w stronę jego legendarnego gola przeciwko Atletico Madryt w finale Ligi Mistrzów w 2014. Klasa sama w sobie, prawda?

  • Sevilla – ostatni przystanek w Europie. Krótki, ale intensywny romans. Nie obyło się bez wzruszeń, a może i łez wylewanych potajemnie do kawy.
  • Monterrey – nowy rozdział. Meksyk? Niezłe wyzwanie dla pana Ramosa. Ciekawe, czy sombrero lepiej mu pasuje niż opaska kapitańska. Czy będzie tańczyć salsę po zdobyciu gola? Zobaczymy!
  • Numer 93 – hołd dla historii. Nostalgia to piękna rzecz. Ale ja stawiam na przyszłość. Chociaż muszę przyznać, że numer ma w sobie coś magicznego. Jak dobre, stare wino.

A propos tego wina… wspominając o jego karierze, przypomina mi się anegdota o moim wujku, który w 2014 r. założył się z sąsiadem, że Ramos strzeli gola w finale. Wujek przegrał z hukiem, ale za to sąsiad do dziś pamięta tę porażkę. Jak widać, nawet przegrana może być zabawna z perspektywy czasu!

Moja ciocia, zawsze bardzo sceptycznie nastawiona do piłki nożnej, stwierdziła, że ten transfer to jak zmiana samochodu z Mercedesa na… no cóż, na coś równie szybkiego, ale z zupełnie innym stylem. Mówiła, że to jak z przejściem z opery do musicalu.

Pamiętajmy, że Sergio Ramos to legenda futbolu. Niezależnie od tego, gdzie gra, jego nazwisko pozostanie zapisane złotymi zgłoskami w historii. Transfer do Monterrey to nie koniec kariery, a nowy, ekscytujący rozdział.

Kiedy nowe EA FC 25?

No wiesz… 27 września… To takie daleeeko… jeszcze… aż trzy miesiące… aż tyle czasu… aż tyle czekania… na FC 25… Eh.

  • 27 września 2024 – premiera. To chyba będzie najdłuższy wrzesień w moim życiu. Już się zastanawiam czy dam radę wytrzymać. A jak nie dam rady? Co wtedy?

  • 20 września 2024 – wczesny dostęp. Ojej… tylko dziesięć dni wcześniej… to chyba niewiele… a ile trzeba na to zapłacić, żeby mieć ten wczesny dostęp? Zapomniałam sprawdzić… ale pewnie dużo. Szkoda kasy, chyba poczekam.

Wiesz… jak pomyślę o tych meczach… o tych nowych możliwościach… o tym całym hype'ie… to serce mi szybciej bije. Ale też… trochę się boję. Boję się, że będzie rozczarowanie. Że ta gra nie będzie taka dobra jak poprzednie. Że się zawiodę. Zawsze tak jest. A co będzie, jak nie będzie? Co wtedy?

Zawsze jest tak samo. Najpierw wielkie oczekiwania, a potem… rozczarowanie. Albo… nie. Może tym razem będzie inaczej. Może tym razem będzie naprawdę super. A może nie? Nie wiem. Już sama nie wiem, co myśleć. Chyba muszę poczekać. Dopiero wtedy będę wiedziała. Muszę poczekaaaaaaać...

Listę moich ulubionych drużyn zapisałam w notatniku w telefonie. To:

  1. Legia Warszawa - zawsze!
  2. Real Madryt – wiadomo.
  3. Bayern Monachium - od zawsze!
  4. Manchester United - no co ty!