Czy pierogi gotować pod przykrywką?

5 wyświetleń
Oj, z pierogami to różnie bywa! Zawsze gotuję je bez przykrywki, bo inaczej woda mi się przelewa i pół kuchni mam w cieście. Ale mrożonki? Tam już przykrywka się przydaje, żeby szybciej się ugotowały i nie zrobiły się gumowe. Szczerze mówiąc, wolę świeże, ale czasami na mrożone też mam ochotę!
Komentarz 0 polubień

Czy pierogi gotować pod przykrywką? Ojej, to pytanie, które prześladuje mnie od lat! Serio, ileż ja się już nad tym głowiłam... Zawsze gotowałam bez przykrywki. No bo jak inaczej? Przecież jak naciśniesz tą pokrywkę, to od razu masz wodną masakrę. Pamiętam jak u babci, właśnie taka akcja – woda chluśnieta po całej kuchni, a ja mała, cała w mące i przerażona. Babcia wtedy tylko westchnęła, "No cóż, taka już uroda pierogów".

A mrożonki? To inna bajka. Tam koniecznie trzeba pod przykrywką. Inaczej wychodzą gumowe, jak stare opony. Fuuuj, tylko o tym pomyślę, a już mnie mdli. Czytałam kiedyś, że jakieś badania wykazały (chociaż nie wiem już gdzie!), że parowanie pod przykrywką skraca czas gotowania. No i pewnie ma to sens, bo te mrożone naprawdę długo się gotują! Chociaż szczerze? Wolę te robione własnoręcznie, nawet jeśli później trzeba pół kuchni sprzątać. Ten smak... nie ma porównania! Ostatnio robiłam z kapustą i grzybami – palce lizać! Ale czasami, wiem, sięga się po mrożonki, bo brak czasu, no i wiadomo…

Tak więc – bez przykrywki dla świeżych (chyba, że jesteś mistrzem gotowania i masz magiczną pokrywkę, która nic nie chlapie!), a z przykrywką dla mrożonek. Proste, prawda? No, prawie proste… Bo przecież zawsze znajdzie się jakiś wyjątek. Na przykład pierogi ruskie, te z serem i ziemniakami... te chyba zawsze gotuję bez przykrywki, bo boję się, że się rozpadną. Ech, te pierogi… sama nie wiem!