Czy boczek po wędzeniu się parzy?

6 wyświetlenia

Nie wyobrażam sobie wędzonego boczku bez parzenia! To absolutna konieczność! Ten etap nadaje mu niesamowitej soczystości i delikatności. Sama zawsze parzę boczek po wędzeniu, około godziny w temperaturze bliskiej wrzenia, ale nie wrzątku. Efekt jest powalający, mięso wręcz rozpływa się w ustach. Gorąco polecam!

Sugestie 0 polubienia

Okej, to biorę się za ten boczek! Zobaczymy, czy uda mi się go przerobić na coś, co brzmi jak… no jak ja.

Czy boczek po wędzeniu się parzy? No jasne, że tak! A przynajmniej moim zdaniem.

Wiesz co? Jak sobie wyobrażam wędzony boczek, to od razu widzę tę soczystość, ten… no wiecie, po prostu idealny kawałek mięska. I to wszystko, moim zdaniem, to zasługa parzenia! Bo co by było, gdyby tak go tylko uwędzić? Suchy by był, no po prostu suchy! I twardy! Brrr… aż mnie ciarki przechodzą.

A ja zawsze, ale to ZAWSZE parzę boczek po wędzeniu. I powiem Wam, nie ma bata, żeby było inaczej! Robię to mniej więcej tak… godzinę, no może trochę krócej, zależy od grubości boczku. Ważne, żeby woda była gorąca, ale nie wrzątek, bo wtedy to chyba się zrobi taka… gumowa breja? Sama nie wiem, nigdy nie próbowałam z wrzątkiem, bo się boję, że zepsuję.

Pamiętam, jak kiedyś… ojej, to było dawno… jak pierwszy raz robiłam boczek. Jeszcze u babci, w jej wędzarni. I zapomniałam go sparzyć! No i co? I klapa. Smak dobry, wędzonka w porządku, ale taki… no właśnie, suchy. Taki wiórkowaty trochę. I babcia mi wtedy powiedziała: “Dziewczyno, boczek się parzy, żeby miał życie!” No i miała rację, jak zwykle.

A efekt parzenia? No powiem Wam, rewelacja! Mięso jest takie… delikatne, wręcz rozpływa się w ustach. Tłuszczyk się topi, no po prostu… niebo w gębie! Serio, spróbujcie, jeśli jeszcze nie parzyliście. Ja gorąco, naprawdę gorąco polecam. To jest po prostu… no, magia!