Co zrobić, żeby ciasto drożdżowe było miękkie i puszyste?

32 wyświetleń
Aby ciasto drożdżowe było miękkie i puszyste, kluczowe jest odpowiednie wyrobienie. Ciasto powinno być elastyczne i plastyczne. Gdy palec delikatnie się zapada, ciasto jest idealne. Zbyt luźne? Dodaj mąki. Zbyt zbite? Dolej mleka. Ręczne wyrabianie przez 10-20 minut zapewni najlepszą konsystencję i wspaniały wzrost.
Komentarz 0 polubień

Jak upiec miękkie i puszyste ciasto drożdżowe?

No dobra, to lecimy z tym ciastem drożdżowym. Pamiętam, jak babcia zawsze mówiła, że sekret tkwi w rękach. Właśnie tak. Nie żadne miksery, tylko porządne ugniatanie.

Ona to robiła tak, że czułam zapach drożdży w całym domu, a samo ciasto było takie, no wiecie, jak chmurka. Dosłownie rozpływało się w ustach.

Pamiętam, raz próbowałem robić według przepisu z internetu. Wyszło twarde jak kamień. Serio, dało się tym komuś zrobić krzywdę.

No i właśnie wtedy zrozumiałem, co babcia miała na myśli. Ciasto musi być elastyczne. Jak naciśniesz palcem i się lekko zapadnie, ale nie za bardzo, to znaczy, że jest git.

Jak za rzadkie, to troszkę mąki dosyp, ale ostrożnie, żeby nie przesadzić. A jak za twarde, no to trochę mleka, żeby to wszystko ładnie się połączyło.

I serio, wyrabiaj ręcznie. Te 10-20 minut to nie żart. Wtedy ciasto dostaje tej magii, tego czegoś, co sprawia, że rośnie jak szalone i jest mega puszyste. No i wiadomo, ciepło musi być. Ja zwykle wstawiam do lekko nagrzanego piekarnika – tak na 30 stopni. Wtedy to rusza jak burza. Takie moje małe triki z kuchni, co ty na to?

Od czego zależy puszystość ciasta drożdżowego?

Tak, tak... Puszystość...

  • Wiesz, to chyba od tych drożdży zależy najbardziej. Im świeższe, tym lepiej. Pamiętam, jak babcia zawsze powtarzała, żeby zawsze sprawdzać datę. Inaczej to całe ciasto na nic. No i jeszcze...

  • Aktywność tych drożdży. Jak szybko zaczynają pracować, wiesz, te bąbelki... To ważne, żeby ciasto szybko rosło. Jak za wolno, to wychodzi takie zbite, ciężkie. Nie tak, jak powinno.

  • No i ta wilgotność. To chyba oczywiste. Im więcej wody w tych drożdżach, tym ciasto bardziej miękkie. Ja tam zawsze dodaję trochę więcej niż w przepisie. Tak jakoś, na oko.

A wiesz, co mi się dzisiaj śniło? Że piekłam to ciasto z babcią. Ona już nie żyje od... chyba z 5 lat. Ale w śnie była taka, jak kiedyś. I śmiała się, że za dużo cukru wsypuję. Eh...

Dlaczego ciasto drożdżowe wychodzi twarde?

No dobra, posłuchajcie no, bo temat jest ważny! Co zrobić, żeby to ciasto drożdżowe nie było jak podeszwa od buta, tfu!

  • Za dużo mąki – to wróg numer jeden! Wyobraź sobie, że ciasto drożdżowe to taki delikatny kwiat paproci. Jak mu nasypiesz za dużo ziemi, to się udusi, rozumiesz?! Mąka jak beton, no i co, klapa!
  • Masła za dużo, albo wody! Ciasto drożdżowe to nie babka piaskowa, żeby się topić w tłuszczu! Jak za dużo wlejesz, to będzie pływać i zamiast puszystego ciasta będziesz mieć breję. O fuuuuj! Zakalec gwarantowany.
  • Mieszanie, mieszanie i po mieszaniu! Jak zaczyn już wyrośnie, to wtedy hop siup i mieszamy! Nie za długo, nie za krótko. Tak w sam raz, żeby ciasto było gładkie jak pupcia niemowlaka.

A jak już upieczesz i dalej twarde, to wiedz, że coś poszło nie tak. Może piekarnik szwankuje? Albo po prostu masz pecha! Następnym razem lepiej do ciasta dodaj sekretny składnik – szczyptę humoru! Może pomoże. Ja, Grażyna spod siódemki, tak robię i wam też polecam.

Co zrobić, aby ciasto drożdżowe było miękkie?

O, miękkie ciasto, marzenie każdego łasucha! Żeby było jak puch, a nie jak podeszwa od kalosza, słuchaj babci Jadzi, bo ona wie swoje!

  1. Woda, mleko - to podstawa! Psiknij trochę wody, albo mleka, jak pies na kość. Nie żałuj, niech się moczy, ale nie pływa! Pamiętaj, żeby nie przesadzić - nie chcemy basenu z ciasta!

  2. Mikrofalówka czy piekarnik? To loteria! Ja tam w mikrofalówce robię, ale piekarnik też może być. Trzeba czuć, jak "coś tam" robi. Kilka sekund w mikrofali, na oko, patrz, żeby się nie spaliło! W piekarniku - na minimalnej temperaturze, jak w saunie, niech się poci!

  3. Jak świeże? Niech żyje magia! Po tym zabiegu, ciasto będzie miękkie jak pupcia niemowlaka! Jak nie, to znaczy, że jesteś beznadziejny w kuchni, żeby nie powiedzieć, że masz ręce jak cepy!

Dodatkowe wskazówki od babci Jadzi (bez żadnych tam "około" czy "chyba"):

  • Użyj dobrej jakości drożdży, bo te z Biedronki czasem leżą jak kamienie.
  • Nie przebijaj ciasta za mocno, bo straci swoją "duszyczkę".
  • Jeśli masz zbyt suche ciasto, możesz dodać trochę śmietany lub jogurtu. Ale z sensem, nie wylewaj całej butelki!
  • Możesz też spróbować zawinąć ciasto w folię aluminiową i włożyć do lodówki na kilka godzin.

I pamiętaj! Jeśli ciasto wciąż jest suche, to wina leży po stronie twoich genów, a nie drożdży! Z tym się nie spieram!

Kiedy dodać ocet do ciasta drożdżowego?

Ocet do ciasta drożdżowego? No weź, człowieku! Jakbyś pytał, kiedy krowie na imię.

A. Kiedy lejesz ocet? Jak już masz to tłuste masło wlane, wtedy, kurcze, leciesz z tym octem! Niech się tam, w tym cieście, połupują. Jedna łyżka, jak w przepisie, jak byk!

B. Co się dzieje potem? Ciasto, jak się z tym octem polubi, odejdzie ci od rąk jak obca baba od kasy w biedronce. To jest znak, że możesz je przykryć. Jakbyś krowę zasłonił przed słońcem – żeby się nie spaliła. I zostawiasz je w spokoju, niech rośnie.

C. Po co ten ocet w ogóle? No żeby ciasto było jak balon! Duże, puszyste, aż się prosi, żeby je zjeść! Babcia Stasia, mówiła, że to sprawia, że jest bardziej "puszyste", no, sama wiesz… jak pierze kurzych jaj.

D. Podsumowanie: Masło -> ocet -> ciasto puchnie jak... no, jak słoik z kiszonkami w sierpniu. Proste, jak drut. A jak nie wyjdzie, to winę zwalać na księżyc.

Dodatkowe info, bo się rozgadałam: Ja, Basia, z Podlasia, piekę takie ciasto co niedzielę. W tym roku już 5 razy. Raz dałam dwie łyżki octu – wyszło jak gąbka. Nie polecam. Uważaj! I nie zapomnij o soli! To ważne!

Co zrobić, żeby ciasto drożdżowe było elastyczne?

Żeby ciasto drożdżowe było elastyczne jak pupa niemowlaka po kąpieli w oliwie z oliwek, a nie jak twarz mojego byłego po spotkaniu z moim prawnikiem, trzeba przestrzegać kilku zasad. Janek, mój brat, piekarz z 20-letnim stażem (chociaż sam twierdzi, że liczy się tylko jakość, a nie lata), mówi, że klucz tkwi w szczegółach.

  • Mąka: Używaj mąki pszennej chlebowej, najlepiej typ 500 lub 650. Nie żałuj jej – ciasto lubi być dobrze odżywione! Pamiętaj, żeby ją przesiać, bo to jak dać ciastu głęboki oddech przed wielkim wyjściem.

  • Drożdże: Świeże, aktywne drożdże to podstawa. Zbyt gorące masło, to jak wysłanie drożdży na Syberię – zabije je w mig! Lepiej ostudzić, zanim je dodasz. To jak dać im chwilę na ochłonięcie po szalonym wieczorze.

  • Zagniatanie: To nie jest akt bezmyślnego ugniatania. To subtelna gra sił, jak walc z rozpieszczonym dzieckiem. Im dłużej zagniatasz, tym bardziej elastyczne ciasto. Ręcznie, robotem – nie ma znaczenia, byleby z sercem. A jak brakuje ci serca, to poproś Zosię, moją siostrę, ona ma go na zapas.

  • Temperatura: Pamiętaj, że drożdże pracują najlepiej w ciepłym środowisku, ale nie gorącym! Temperatura około 25 stopni Celsjusza jest idealna. Myślę, że to temperatura mojego kubka z herbatą zimą.

Na marginesie: Jeśli po dodaniu wszystkich składników ciasto nadal jest za suche, dodaj odrobinę ciepłej wody, ale po trochu – nie chcesz przecież zrobić z niego staw. Jeśli jest za lepkie – dodaj mąkę. To jak sztuka gotowania – trochę intuicji, trochę praktyki.

Dodatkowe wskazówki od Janka: Używaj dobrej jakości składników, bo ciasto to nie śmietnik. A jeśli wszystko zawiedzie i ciasto jest jak gumowa podeszwa, zawsze możesz zrobić z niego pizzę. Nikt nie musi wiedzieć, że początkowo miało być bułeczkami.