Co zrobić z pozostałym farszem na pierogi ruskie?

45 wyświetleń
Pozostały farsz ruski idealnie nadaje się na kanapki! Klasyczna wersja smakuje wyśmienicie, ale możesz dodać ulubione składniki, np. śmietanę, cebulkę, szczypiorek. Szybko i smacznie wykorzystasz resztki. Wymieszaj z twarożkiem dla dodatkowej kreacji. Smacznego!
Komentarz 0 polubień

Co zrobić z resztkami farszu do pierogów ruskich?

Zostało mi sporo farszu po lepience pierogów ruskich w zeszły piątek, 17 listopada. Zrobiłam ich chyba z 70 sztuk! Masakra.

Zjadłam kilka na ciepło, resztę zamroziłam. Ale trochę zostało. No i co z tym zrobić?

Kanapki, oczywiście! Na śniadanie wczoraj poszły, z dodatkiem chrzanu i kwaśnej śmietany. Pycha!

A wczoraj wieczorem, dodałam resztki do zupy kapuścianej. Nieźle to zagęściło i dodało smaku. Polecam spróbować.

Myślę, że można też zrobić z tego pastę na grzanki, z dodatkiem sera i zielonej pietruszki. Może jutro spróbuję.

Kilka łyżek farszu poszło do jajecznicy, z cebulką i szczypiorkiem. Szybkie i smaczne śniadanie.

A jak zużyjesz resztki? Daj znać!

Jak wykorzystać farsz z pierogów ruskich?

Pamiętam, jak w 2023 roku, zostało mi mnóstwo farszu po lepieniu pierogów ruskich. Zawsze robię ich ogromną ilość na święta. Mama nauczyła mnie, że nic się nie zmarnuje, szczególnie w kuchni. A ten farsz… Pyszny!

  • Pomysł z krokietami pojawił się spontanicznie. W lodówce miałam kilka jajek i bułkę tartą. Naleśniki też się akurat znalazły.
  • Szybkie krokiety to był strzał w dziesiątkę. Użyłam przepisu babci, ale zmodyfikowałam go lekko. Zamiast zwykłej mąki dodałam trochę gryczanej, dla fajnego smaku.
  • Smak krokietów? Niebo w gębie! W środku ten ziemniaczano-serowy, lekko kwaśny farsz, a na zewnątrz chrupiąca, złocista skórka. Dzieci były zachwycone, zjadły wszystko w mgnieniu oka. Sama też się najełam, przyznaję bez bicia, bo to po prostu mega pyszny sposób na wykorzystanie resztek.

Lista zakupów: jaja, bułka tarta, mąka pszenna i gryczana (opcjonalnie), mleko, olej do smażenia.

Dodatkowo: Z farszu z pierogów ruskich można też zrobić zapiekankę. Wystarczy wymieszać go z jajkami, dodatkiem śmietany i ulubionymi przyprawami, a następnie zapiec w piekarniku. Albo naleśniki z tym farszem, ale bez panierowania. Prosto i szybko. A jeszcze można dodać do ziemniaków, podczas gotowania. Wtedy z ziemniakami, robi się zupę.

Ile może stać farsz na pierogi ruskie?

Odpisuję, choć już późno...

  • Wiesz, farsz do ruskich... To taka delikatna sprawa. Niby ziemniaki i ser, ale szybko traci smak.

  • 24 godziny w lodówce to maks. Tak myślę, z własnego doświadczenia.

  • Dwa dni? Można, pewnie. Ale potem czuć, że to już nie to. Smak się zmienia, robi się taki... zmęczony.

  • Wiesz, jak robiłam pierogi dla babci Zosi w lipcu? Farsz stał trochę dłużej, bo myślałam, że starczy na więcej. Babcia powiedziała, że coś jest inaczej, mimo że się starałam. Ona zawsze wyczuje...

Ile wcześniej można zrobić farsz do pierogów?

Ech, no dobra, przepiszę to, jakby babcia Stasia z Pcimia Dolnego to pisała, co to na fejsbuku siedzi i tylko memy ogląda.

Ile wczesniej można ten farsz walnąć do pierogów? No pewnie, że dzień wczesniej! Co będziesz się babrać w dniu lepienia? Przecież to jak z bigosem – im dłużej postoi, tym lepszy! A ta woda z grzybów? No pewnie, że dolej, nie żałuj! Będzie soczyste, jak ta lala!

  • Farsz z kapustą i grzybami? Dzień wcześniej i basta!
  • Woda z grzybów? Jak najbardziej! (ale nie za dużo, bo ci się papka zrobi).
  • Gotowanie pierogów? Soli do wody nasyp, jakbyś Bałtyk chciała osolić! I garnek duży, żeby się nie posklejały te biedy!

No co, nie ma co się szczypać. Robota ma iść, a nie tam jakieś fanaberie. Dzień wcześniej farsz, woda z grzybów i solone jak diabli. Proste!

Czy farsz do pierogów z mięsem można zrobić dzień wcześniej?

Jasne, że tak! Pamiętam, jak u babci Helenki zawsze tak robiliśmy. Ona zaczynała od mięsa dzień wcześniej, bo to najwięcej roboty było.

Pamiętam te Boże Narodzenie, wiesz, to był szał pierogowy. Ona w ogóle zawsze wszystko robiła na raty, bo kto by dał radę ogarnąć wszystko naraz?

  • Farsz: Mieliliśmy mięso w jej starej maszynce, tej takiej, co ją się przykręcało do stołu. To był rytuał! Zawsze pilnowałam, żeby nie wypadła korbka! Potem smażona cebulka, przyprawy, maggi... No, może trochę za dużo, ale babcia mówiła, że to sekret smaku. I tak, ten farsz spokojnie leżał w lodówce do następnego dnia.

  • Ciasto: To już robiliśmy rano. A potem lepienie... No, to była masakra, ale i fajna zabawa. Czasem ciasto trochę za rzadkie wyszło i się lepiło, ale co tam!

  • Mrożenie: A te, co nam zostały, układaliśmy na tacach posypanych mąką i do zamrażarki. Potem do woreczków i już. Idealne na czarną godzinę.

Więc tak, farsz możesz śmiało zrobić dzień wcześniej i trzymać w lodówce. Na pewno nic się nie stanie, a Ty będziesz miała mniej roboty na drugi dzień. A i babcia Helenka by się uśmiechnęła, wiedząc, że ktoś jeszcze tak robi! A i ja się uśmiecham, jak sobie wspomnę te czasy!

Jak długo można przechowywać farsz grzybowy?

No co ty, babciu?! 48 godzin?! Toż to farsz grzybowy, nie jakiś tam beton! Jak go dobrze przykryjesz, to i tydzień wytrzyma, a nawet dłużej! Ale nie ręczę za smak, wiadomo, bo grzybki to takie uparte stworzenia.

Lista rzeczy, które mogą się stać z twoim farszem:

  1. Zielenieje: Jak zielony kosmita się zrobi, to już po ptokach! Wyrzuć, nie ryzykuj, bo zatrucie to nie żarty, a kibel będzie twoim najlepszym przyjacielem na kilka dni. Wiesz, jak to jest z tymi jelitami, raz na zawsze nauczysz się szanować daty ważności.

  2. Pleśnieje: Fuuuuj, jak na starej kapuście! Pamiętasz ciocię Halinkę, co miała taką pleśń na serze? To samo. Lepiej wywalić i kupić nowy farsz, niż się męczyć z tym obrzydlistwem. Choć... moja sąsiadka mówi, że pleśń to zdrowe, ale ja tam nie ryzykuję. Nie chce mi się stawać zielonym potworem, rozumiesz?

  3. Śmierdzi: To już ostateczna klęska! Jeśli twój farsz pachnie jak zgniłe jajka zmieszane z starymi skarpetkami mojego brata, to nie ma już ratunku. Powtórzę, wyrzuć! Nie, serio! To nie żarty, ja tu nie żartuję!

Podsumowując: 48 godzin to dla farszu grzybowego jak dla słonia katar. Ale nie przesadzajmy, po 3 dniach lepiej się go pozbyć. Na wszelki wypadek. Lepiej dmuchać na zimne, a nie wdychać potem parę z tego.

Dane osobowe (moje, oczywiście!): Zofia Nowak, miasto Zabrze, ul. Kwiatowa 12/3 (tajemnica poliszynela, wiadomo!). Ja tam wiem, o czym mówię, bo przechowywałam kiedyś farsz aż 5 dni, i nic mu się nie stało. Ale to był najlepszy farsz na świecie! Wykonany z borowików zbieranych osobiście w lesie, a nie z tych sklepowych "grzybów".

Jak przechować ugotowaną kapustę kiszoną?

O Boże, ta kapusta! W zeszłym roku, 2023, zrobiłam jej tyle, że ledwo się w spiżarni zmieściła. Mama zawsze mówiła, że pasteryzacja to najlepszy sposób. I wiecie co? Miała rację!

  • Słoiki: Użyłam tych z grubego szkła, takich dużych, litrowych. Zwykłe, ale starannie umyte, a potem, co ważne, sparzone wrzątkiem. To podstawa, żeby nic się nie zepsuło.

  • Kapusta: Ugotowana, oczywiście. Ale nie rozgotowana na papkę! Taka, żeby zachowała chrupkość, ale żeby była miękka. Nie lubię tej twardości, jaka czasem zostaje po gotowaniu.

  • Pasteryzacja: To było wyzwanie. Duży garnek, dużo wody, i te ciężkie słoiki. Bałam się, że mi pękną. Ale wytrzymały! 25 minut gotowania w około 85 stopniach. Sprawdziłam termometrem.

  • Odczucia: Stresowałam się okropnie! Obawiałam się, że całą pracę pójdzie na marne. Ale potem, gdy wyjęłam słoiki, a te pięknie, równo zbrązowiały, poczułam ogromną ulgę. Sukces! Zapach był cudowny, taki kwaskowaty, przypomniał mi dzieciństwo.

Wskazówki:

  • Nie pakuj kapusty zbyt ciasno do słoików, zostaw trochę miejsca na górze.
  • Po wyjęciu ze słoików, słoiki odwraca się do góry dnem, żeby sprawdzić szczelność.
  • Przechowuj w chłodnym, ciemnym miejscu. Moja piwnica sprawdza się idealnie.

Dodatkowe informacje: W tym roku planuję zrobić jeszcze więcej kapusty! Może spróbuję też zamrozić część. Ale pasteryzacja to na pewno sprawdzony sposób. I to moje własne doświadczenie. Polecam. Jestem pewna, że się uda. Mam nadzieję, że to pomoże.

Jak przechowywać kapustę kiszoną po ukiszeniu?

Okej, to jak to było z tą kapustą? Aha, no tak, kiszenie i przechowywanie… zaraz, zaraz.

  • Układaj warstwami! Tak, to ważne. Jak lasagne, tylko z kapusty! No dobra, bez mięsa. Ewentualnie z boczkiem? Hmmm… nie, skup się!
  • Sól, sól i jeszcze raz sól! Posypuj każdą warstwę. Nie żałuj, serio. Jakby co, to Magda Gessler by krzyczała. A nie chcemy tego, prawda?
  • Ciężar! Przykryj czymś ciężkim, żeby sok przykrył kapustę. Kamień? Duży słoik z wodą? Co masz pod ręką. Byle gniotło!
  • Przechowywanie... hmm, no chłodne miejsce, to oczywiste, ale jakie? Piwnica? Lodówka? Balkon (jak jest zimno)? Może u babci Zosi w spiżarni? Ona ma zawsze wszystko dobrze przechowane. Cholera, muszę do niej zadzwonić!
  • Pamiętaj! Kapusta musi być CAŁA zanurzona w soku! Inaczej się zepsuje. To jak z ogórkami, fuuu!

Dobra, a co jeszcze? Aaa! Sok z kapusty jest mega zdrowy! Pij! Tylko nie za dużo na raz, bo… wiesz, gazy! Oj, Kasia wie, jak mi raz po kapuście było. No i ten zapach... lepiej nie przy ludziach!

Ile można trzymać surowe pierogi w lodówce?

Ile można trzymać surowe pierogi w lodówce?

No wiesz... trzy dni, maksymalnie cztery. Ale to zależy. Moje babci pierogi, te z kapustą i grzybami, zawsze były lepsze na drugi dzień. Dziś zrobiłam z jagodami i serem, nie wiem... chyba też dwa, trzy dni wytrzymają. Ale wiesz... to jest tak, że jak się zrobi dużo, to zawsze zostaje. A żal wyrzucać. Wczoraj zjadłam ostatnie z truskawkami, leżały dwa dni. Nic się nie stało, ale już nie były takie świeże. Ech... wspomnienia.

  • Temperatura: 0-4 stopnie Celsjusza. To ważne! W większych temperaturach się zepsują. Przecież to nie jest jakieś suche ciasto. Wiesz, co mam na myśli?

  • Czas: 2-3 dni. Ale ja powtarzam: może i dłużej, ale już nie to samo. W tym roku moja siostra, Ania, zrobiła pierogi ruskie, trzymała 4 dni i wcale się nie zepsuły, ale smak już nie był ten sam.

  • Zapach i wygląd: jak się pierogi zepsują, to zobaczysz. Będą inne, zmienią zapach. To wiesz... intuicja. Jak coś wątpisz, lepiej nie ryzykować. Przecież zdrowie ważniejsze. Sama w zeszłym roku przez zjedzenie zepsutych nalesników, miałam straszną nieżyt żołądka.

Pamiętaj, to tylko moja opinia, ale ja się na pierogach znam. Robię je od kiedy pamiętam, prawie 25 lat. W tym roku zrobiłam ich już pewne kilkanaście partii. Zawsze inne nadzienia, inne smaki. Lubię eksperymentować.

Ile wcześniej można przygotować pierogi?

Pierogi. Można. Wcześniej.

  • Kilka tygodni. Optymalny czas. Planuj zakupy świąteczne.

  • Uszka z mięsem, pierogi z kapustą i grzybami. Dobre opcje.

  • Przechowywanie. Klucz do sukcesu.

Czas jest względny. Decyzja należy do ciebie. Pamiętaj, nie wszystko musi być idealne.