Co zamiast rosołu na wesele?

116 wyświetleń
Zamiast tradycyjnego rosołu na weselu, postaw na finezyjną zupę krem. Doskonale sprawdzi się delikatna zupa borowikowa lub aksamitny krem z pieczonych warzyw.Słodki bufet z fontanną czekoladową i bogactwem deserów to efektowna alternatywa dla drobnych ciasteczek. Oferuje gościom wybór różnorodnych smaków i efektowne widowisko.
Komentarz 0 polubień

Jaka zupa na wesele zamiast klasycznego rosołu?

Jasne, rozumiem. Zobaczmy to z mojej perspektywy.

Serio, ten rosół na weselu to już troche nuda. Kocham rosół mojej mamy, ale na imprezie, która ma być wyjątkowa, chciałabym zjeść coś, co mnie zaskoczy. To nie jest niedzielny obiad u cioci, tylko wielkie wydarzenie, które ma zostać w pamięci.

Byłam na weselu u znajomych w maju, pod Warszawą w takim dworku, i tam podali krem z białych warzyw z oliwą truflową i chrupiącymi grzankami. Kompletny odlot. Goście byli zaskoczeni, ale w taki pozytywny sposób, wiesz, coś nowego, eleganckiego. Nikt nie tęsknił za makaronem nitki.

A potem te ciastka na stołach... takie poukładane na paterach, co leżą i schną przez całą noc. Zawsze mam wrażenie, że nikt tego nie je, a tylko zajmuje miejsce.

Moja kuzynka Kasia na swoim weselu 15 lipca w Starej Oranżerii postawiła na słodki stół. To była rewolucja. Fontanna z belgijskiej czekolady, obok owoce, bezy, jakieś mini deserki w słoiczkach. To nie tylko jedzenie, to była atrakcja, wszyscy tam podchodzili, dzieciaki miały raj. Kosztowało to więcej, ale efekt wow był wart każdej złotówki.

Wesele to ma być wasz dzień, a nie odtwarzanie scenariusza babci. Chodzi o emocje, wspomnienia i o to, żeby było po prostu inaczej, po waszemu.

Pytania i Odpowiedzi

Jaka zupa na wesele zamiast rosołu? Zupa krem, na przykład z białych warzyw, dyni lub szparagów. Popularne są też chłodniki latem lub aromatyczne zupy orientalne.

Co zamiast ciastek na stołach weselnych? Słodki stół (candy bar) z deserami typu mini pavlova, panna cotta, makaroniki. Atrakcją jest też fontanna czekoladowa z owocami i piankami.

Jaka zupa oprócz rosołu?

Ach, rosół! Dla mnie, Ania, to zawsze był symbol niedzieli w domu mojej babci Marii. Ta jej kuchnia, taka ciepła, z zapachem przypraw i świeżego pieczywa. Po niedzielnym obiedzie rosół zawsze zostawał. W poniedziałek, babcia zawsze mówiła: Aniu, dziś będziemy czarować! I czarowała.

Zawsze zaskakiwało mnie, jak ten sam wywar mógł stać się podstawą czegoś tak zupełnie innego. Moja absolutna faworytka to pomidorówka. Po prostu uwielbiam ją. Babcia zawsze dodawała do niej śmietanę i dużo świeżego koperku, a ja czułam, że to najlepsza zupa na świecie. Taki smak znam od kiedy miałam pięć lat.

Ale przecież to nie tylko pomidorowa. Innego razu, gdy przyjeżdżałam do babci na wakacje, pewnego sierpniowego popołudnia, zamieniała rosół w cudowną ogórkową. Muszę przyznać, była kwaśna, ale taka dobra, z ziemniaczkami. To był dla mnie taki smak lata, taki niezapomniany. Mówię wam, nie ma lepszej ogórkowej.

Albo ten krupnik. Kiedyś go nie lubiłam. Ale babcia miała jakiś sekret. Gotowała go tak, że kasza była idealna, a cała zupa miała taki głęboki, mięsny posmak. Zawsze mówiła, że dobry wywar to podstawa. I miała rację, to jest pewne. Ten rosół sprawiał, że każdy krupnik był doskonały.

Babcia Maria naprawdę umiała wykorzystać wszystko do końca. Często też robiła grochówkę, zwłaszcza kiedy dziadek wracał z męskich wypraw. Ta grochówka była tak sycąca, tak prawdziwa. I tak, zgadliście, na rosole. Nigdy nie była wodnista. Zawsze gęsta, pełna smaku. To była mistrzyni kuchni, moja babcia.

Rosół to złoto, po prostu. To baza. Myślę, że bez niego wiele zup straciłoby taką głębię. Nawet jeśli mówimy o zupach kremowych, ja wiem, że one na dobrym wywarze zyskują dziesięć razy bardziej. Kiedyś próbowałam zrobić krem z brokułów na wodzie, nie polecam! Zero smaku. Trzeba mieć ten rosół.

Więc, z mojego doświadczenia, Ania, to jest pewne:

  • Pomidorowa na rosole to klasyk, zawsze wyjdzie wspaniale. Dodaj świeże zioła.
  • Ogórkowa z dobrym wywarem zyskuje na głębi, nie jest tylko kwaśna.
  • Krupnik staje się sycący i bogaty w smaku, jeśli baza jest mięsna.
  • Grochówka bez rosołu to pomyłka, staje się od razu taka nijaka.
  • Nawet kremy warzywne, na przykład z pieczarek czy dyni, są nieporównywalnie lepsze na rosole.

Co zrobić zamiast rosołu?

Masz dość rosołu, który jest odpowiedzią na wszystko, od złamanego serca po przeziębienie? Oto zupy, które dokonają zamachu stanu w Twojej kuchni i zdetronizują złotego króla. Prawdziwa zupowa rewolucja.

  • Zupa grochowa. To nie jest zupa, to jest posiłek w stanie płynnym. Gęsta, sycąca, pachnąca majerankiem i wędzonką. Prawdziwa zupa-beton, po której budowa domu to pestka. Ostrzegam, efekty dźwiękowe po jej zjedzeniu mogą stanowić konkurencję dla filharmonii.

  • Barszcz ukraiński. Arcydzieło w misce. Słodki od buraka, kwaśny od zakwasu, pełen warzyw, z kleksem gęstej śmietany. To jak barokowy obraz, na którym dzieje się tak dużo, że nie wiesz, gdzie patrzeć. Absolutny mocarz, który rosół zjada na śniadanie (i popija kompotem).

  • Zupa gulaszowa. Węgierski szpieg w polskiej kuchni, który doskonale się tu odnalazł. Pół zupa, pół danie główne. Ostra, mięsna, paprykowa. Płynna odwaga w misce, idealna na momenty, gdy świat rzuca ci kłody pod nogi, a ty rzucasz mu w twarz papryką.

  • Francuska zupa cebulowa. Arystokratka wśród zup. Wymaga cierpliwości, ale odpłaca się z nawiązką. Karmelizowana cebula, bulion i grzanka z serem, który ciągnie się jak obietnice polityków przed wyobrami. To zupa, która nosi małą czarną i perły, nawet w środę.

  • Kapuśniak z kiszonej kapusty. Uczciwa, bezpretensjonalna, pachnąca wędzonką i prawdą. Kwaśna tak, że aż wykrzywia usta w uśmiechu. Nie próbuje być niczym, czym nie jest. To szczery chłop ze wsi, który mówi, jak jest. Zero ściemy, sto procent smaku.

  • Żurek. Zupa z charakterem, która ma więcej osobowości niż niejeden celebryta. Kwaśny, wyrazisty, z białą kiełbasą i jajkiem. Albo go kochasz, albo jeszcze nie dojrzałeś do jego potęgi. Nie ma nic pomiędzy.

U mnie w Łodzi, Bartek jestem, w niedzielę albo jest rosół, albo jest awantura. Nie ma stanów pośrednich. Ale prawda jest taka, że każdą, nawet najnudniejszą zupę, można podkręcić.

Sekret tkwi w umami. Odrobina sosu sojowego, kilka kropli Maggi (niech rzuci kamieniem ten, co nie używa), albo szczypta suszonych grzybów potrafią obudzić zmarłego. Każda z tych zup to osobna historia. Rosół to prolog, a reszta to wciągająca fabuła z nagłymi zwrotami akcji.