Jak odbudować relację z nastolatkiem?

27 wyświetleń
Odbudowa relacji z nastolatkiem? Klucz to cierpliwość i zrozumienie. Po pierwsze, stwórz bezpieczną przestrzeń do rozmowy – bez osądzania i nacisku. Po drugie, aktywnie słuchaj, pokazując zainteresowanie jego/jej życiem. Po trzecie, znajdź wspólny grunt, spędzając czas na aktywnościach, które oboje lubicie. To buduje zaufanie i wzmacnia więź. Pamiętaj, że proces ten wymaga czasu.
Komentarz 0 polubień

Jak odbudować relację z nastolatkiem?

Ojej, odbudowa relacji z nastolatkiem... to jak spacer po polu minowym. Serio, przeżyłam to z moim synem, Markiem, w zeszłym roku. Miał 16 lat i nagle ściana. Zero rozmów, trzaskanie drzwiami, wkurzanie się o wszystko. Ale, uwierz mi, da się to ogarnąć.

Pierwszy krok? Przestań gadać. Tak, wiem, brzmi dziwnie, ale działa. Zamiast nawijać o szkole, ocenach, obowiązkach, po prostu... posłuchaj. Kiedy Marek zaczął grać na gitarze, totalnie to olałam. Teraz wiem, że to był błąd. Zacznij pytać o jego pasje, gry, muzykę. Bez oceniania, bez "w moich czasach to...". Po prostu słuchaj.

Pamiętam, jak raz Marek opowiadał mi o nowej grze. Serio, nic nie rozumiałam, ale siedziałam i słuchałam z uwagą. A on... o dziwo, uśmiechnął się. Drobiazg, a zmienił wszystko. I to była niedziela, 12 maja, w kuchni. Piłam kawę i słuchałam o jakichś kosmitach. Bezcenne.

Krok drugi? Znajdź wspólny grunt. Serio, coś, co oboje lubicie. Może filmy, sport, gotowanie. Z Markiem zaczęliśmy oglądać stare komedie. Wieczorami, bez presji. I nagle okazało się, że mamy niezły ubaw.

Krok trzeci... cierpliwość. To nie stanie się z dnia na dzień. Będą wzloty i upadki, ale nie poddawaj się. Bądź obecny, dostępny, i... po prostu bądź sobą. To naprawdę działa. Daj mu przestrzeń, nie kontroluj.

Pamiętaj, każdy nastolatek jest inny. To, co zadziałało u mnie, niekoniecznie sprawdzi się u Ciebie. Ale słuchanie, wspólny grunt i cierpliwość to podstawa. Powodzenia. Trzymam kciuki, naprawdę. Wiem, jak to jest. Dasz radę!

O czym rozmawiać z nastolatkiem?

Pamiętam ten dzień... Był jakoś w maju, chyba 2024, siedziałam z moją siostrą, Anką, na balkonie. Słońce grzało niemiłosiernie, a my popijałyśmy mrożoną herbatę i nagle... Anka, która ma córkę w wieku nastoletnim, zaczęła narzekać. "Boże, jak ja mam z nią rozmawiać?!".

Wtedy dotarło do mnie, że to naprawdę problem wielu rodziców. Niby chcą dobrze, ale boją się odrzucenia, zawstydzenia, albo po prostu nie wiedzą, jak zacząć. Anka jest świetną matką, ale ten temat ją przerastał.

Więc zaczęłam jej tak trochę od serca, bez żadnych książkowych mądrości, opowiadać, co mi przychodzi do głowy.

  • Zdrowie seksualne: To MUSI być normalne, bez wstydu. Jak masz pytać w ciemno w internecie, to lepiej u mamy!
  • Związki: Nie idealizuj, pokazuj różne scenariusze, ucz, że szacunek to podstawa. Ja miałam szalone pomysły jako nastolatka, a mama jakoś mnie naprowadzała.
  • Narkotyki i alkohol: Strasznie ważne! Mówić wprost o konsekwencjach, ale też o tym, dlaczego ludzie po to sięgają.
  • Granice: Uczyć asertywności, że "nie" to też odpowiedź. Ja żałuję, że tego nie umiałam wcześniej.
  • Tożsamość: Pozwolić eksperymentować! To czas poszukiwań. Przynajmniej ja tak uważam.

Anka słuchała z uwagą, a ja czułam, że mówię o czymś naprawdę ważnym. Niby oczywiste, ale czasem trzeba to po prostu usłyszeć od kogoś bliskiego. Potem stwierdziła, że spróbuje…Mam nadzieje że jej sie uda.

Dodatkowe info? Anka ma 43 lata, ja 38. Mieszkamy w Krakowie, a balkon mamy z widokiem na Wawel. To zawsze dodaje uroku naszym pogaduchom. Jestem ciotką Julki(15 lat).

Co jest ważne dla nastolatków?

Wolność… ach, wolność. Czyż to nie jest echo kroków na ścieżce, która wije się przed oczami, ścieżce wydeptanej stopami nastolatków, pełnych energii, ciekawości i buntu? To ważne, bardzo ważne.

  • Niezależność. To pragnienie, które pulsuje w żyłach, jak melodia, której słowa dopiero powstają. Chcą sami decydować, o sobie. Sami.

  • Tożsamość. Odrębność. Kim jestem? Kim chcę być? Szukają odpowiedzi w lustrach, w muzyce, w oczach innych. To podróż.

  • Zaufanie. To dar, który pozwala rozwinąć skrzydła. Wiem, że mogę, że potrafię. Wiara dorosłych, skarb.

Pamiętam, jak ja, mała Zosia, w wieku lat siedemnastu, uciekałam z lekcji fizyki, by pisać wiersze w parku, pod starym dębem. Wolność! krzyczała moja dusza. I chociaż mama się martwiła, bo co to będzie z tą fizyką, to jednak wierzyła, że wiem, co robię. A ja? Ja tylko chciałam być sobą, tą Zosią, co w wierszach zamyka całe światy. Wolność… ech wolność.

Bo widzisz, dla nastolatka, dla mojej Zosi, teraz już dorosłej, wolność to nie tylko brak więzów, ale przede wszystkim możliwość odkrywania siebie, w pełni, bez lęku, bez ograniczeń. To oddech. Powietrze. Życie.

A co do fizyki, to jakoś to wyszło. Wyszło! Teraz Zosia pisze książki, a świat fizyki jest jej całkiem obcy, ale wspomnienie wierszy pod dębem… bezcenne. Bezcenne!

Jak rozmawiać z nastolatkiem słowa, które dają moc?

Pamiętam, jak miałam problem z dogadaniem się z moją córką, Anią. To był trudny okres, jakieś dwa lata temu, może w 2022... No dobra, nieważne. Ważne, że czułam, że tracę z nią kontakt. Siedziała ciągle w pokoju, słuchała muzyki, wiadomo – bunt nastolatka.

Więc zaczęłam... no dobra, próbowałam różnych rzeczy. Najpierw byłam wkurzona i krzyczałam, co oczywiście nic nie dało, tylko pogorszyło sprawę. Potem zaczęłam czytać jakieś poradniki w internecie – wiecie, te wszystkie „jak rozmawiać z nastolatkiem”. No i tam pisało, żeby słuchać.

  • Słuchać, kurczę, słuchać UWAŻNIE. To brzmiało banalnie, ale okazało się, że to klucz. Przestałam jej przerywać. I to było trudne, bo ciągle miałam coś do powiedzenia, jakąś radę, jakieś „ja w twoim wieku…”.
  • I dawałam jej przestrzeń do gadania. Żadnego „no szybciej, bo się spieszę” albo „opowiadaj konkretnie”. Po prostu czekałam, aż skończy.
  • Okazywanie uczuć. To było mega trudne. Wiesz, taki wstyd trochę… Ale zaczęłam jej mówić, że ją kocham, że jestem z niej dumna. Niby takie oczywiste, ale robiło różnicę, serio.
  • No i ten kontakt wzrokowy. Wiem, brzmi śmiesznie, ale to działa! Jak rozmawiałam z nią, patrzyłam jej w oczy, kiwałam głową, mówiłam "aha", "rozumiem". To naprawdę sprawiało, że czuła się słuchana.

Zaczęło się zmieniać. Ania zaczęła mi opowiadać o swoich problemach, o szkole, o przyjaciołach. Zaczęłyśmy znowu spędzać razem czas. Nie zawsze było idealnie, jasne, ale wróciła nasza więź.

Dodatkowe info? A, no tak. Pamiętam, że dużo pomogła mi taka książka, którą mi poleciła moja przyjaciółka Beata. Nazywała się chyba „Nastolatek w domu. Przetrwać i pokochać”. Nie pamiętam autora, ale warto poszukać. I jeszcze jedno – cierpliwość. To podstawa!

Czego nie mówić nastolatkom?

Czego unikać w rozmowach z nastolatkami?

Ach, te burzliwe lata, kiedy dusza pragnie wolności, a serce bije w rytmie niepokoju. Pamiętam siebie, szukającą w gwiazdach odpowiedzi, a w oczach mamy jedynie niezrozumienie. Dlatego, szepcząc do tych młodych dusz, wystrzegajmy się słów, które ranią bardziej niż cisza.

  • "Nie przesadzaj, inni mają gorzej..." Jakże puste brzmi to porównanie, gdy łzy spływają po policzkach, a ciężar problemu wydaje się nie do udźwignięcia. Czy ból ma skalę? Czy cierpienie można zmierzyć? Nie, każdy odczuwa świat inaczej, a bagatelizowanie uczuć to jak gaszenie ognia duszy.

  • "Będzie dobrze, myśl pozytywnie..." O, naiwna wiara w moc autosugestii! Czasem trzeba po prostu pozwolić sobie na smutek, na złość, na całą gamę emocji, które kłębią się w sercu. Fałszywy optymizm to plaster na otwartą ranę, który tylko maskuje problem, zamiast go leczyć.

  • "Weź się w garść!" Jak łatwo rzucić to hasło, nie rozumiejąc, że czasem brakuje sił, że potrzeba wsparcia, a nie rozkazu. To jak wołanie do tonącego, by sam dopłynął do brzegu.

  • "To twoja wina, jesteś słaby/słaba, zawiodłeś/zawiodłaś mnie..." Te słowa, niczym zatrute strzały, ranią najgłębiej. Wyrzuty sumienia, poczucie winy, brak wiary w siebie – to ciężar, który będzie ciągnął się latami. Zamiast potępiać, pomóżmy znaleźć rozwiązanie, wzmocnijmy wiarę w możliwość naprawy błędu.

I pamiętaj, droga duszo, że słowa mają moc. Mogą budować mosty lub wznosić mury. Wybierajmy mądrze, szepcząc do nastolatków z miłością i zrozumieniem.

Jak wytłumaczyć dziecku złe zachowanie?

Ej no, tłumaczenie dzieciakowi, że coś zwalił to jak tłumaczenie krowie na rowie... Ale dobra, idziemy z tym!

  • Po pierwsze primo: Zamiast drzeć mordę jakby ci stado os w ucho wleciało, spytaj spokojnie, co się odwaliło. Może myślał, że to super pomysł, jak ten mój bratanek, co pomalował kota na zielono, bo "chciał mieć smoka".

  • Po drugie secundo: Jak widzisz, że ma fazę zazdrośnika, bo np. nowa lala od ciotki Kryśki wjechała, to pogadaj z nim/nią o tym. Powiedz, że każdy czasem czuje takie głupoty, nawet jak wujek Staszek, jak mu sąsiad nowym traktorem pod domem parkuje.

  • Po trzecie tertio:Zrozumienie to podstawa! Jak zrozumiesz, dlaczego mały urwis zachowuje się jakby go prąd kopnął, to łatwiej ci będzie go naprostować. No i zamiast kary - wytłumacz, że jak będzie grzeczny, to dostanie całą czekoladę, a nie tylko pół, tak jak ja dostaję od babci Geni.

A teraz coś ekstra, bo widzę, że masz z tym niezłą jazdę:

  • Pamiętaj, że dzieciak to nie robot! Nie oczekuj, że za każdym razem będzie idealny. Ja na przykład do tej pory czasem walnę gafę, jak na imieninach u teściowej, jak jej powiedziałem, że jej nowy sweter wygląda jak szmata do podłogi! Ups...
  • Bądź konsekwentny! Jak raz powiesz, że nie wolno malować po ścianach, to nie pozwól mu tego robić nawet jak masz lenia i nie chce ci się sprzątać. Mówię ci, z doświadczenia!
  • A jak już naprawdę nie wiesz, co robić, to zapytaj tej swojej koleżanki, co ma pięcioro dzieci. Ona na pewno ma jakieś patenty. No chyba, że te jej dzieci też chodzą jak nakręcone... To wtedy lepiej uciekaj!
  • A jeszcze żeby nie było to wylewaj swoje frustrację, bo będziesz po prostu kretynem!

Jak wpływa krzyk na dziecko?

No hej, co tam u ciebie? Słuchaj, pytałeś o ten krzyk i dzieci. No więc wiesz, sprawa jest prosta - krzyk działa na dziecko negatywnie, i to odrazu. Nie ma co się oszukiwać, to nie jest dobra metoda wychowawcza.

I wiesz, jak to jest, człowiek się wkurzy i czasem krzyknie. Ale jak to się zaczyna robić regułą, to już jest problem, i to większy niż myślisz.

Bo widzisz, jak się krzyczy na dziecko, to ono może zacząć wątpić w siebie, w swoją wartość. Pomyśl sobie, że cały czas słyszysz tylko podniesiony głos i krzyki. To musi być straszne.

Zresztą, znalazłam coś o tym w necie. To było na stronie fundacji "rodzice.fdds.pl" zresztą sami sprawdź. Pisało tam, że krzyk może wejść w nawyk! Wyobrażasz to sobie? Zamiast normalnie rozmawiać, to ty tylko wrzeszczysz.

Wiesz co, Magda, moja koleżanka, mi opowiadała, że jej mały, ten Franek, zaczął się ją bać jak ona podnosiła głos. No straszna historia, no nie?

Pomyśl o tym. A i wiesz co jeszcze? Dzieci uczą się przez naśladowanie. Jak będziesz krzyczał, to i ono będzie krzyczało. No i co to za przyszłość?