Czy na egzaminie praktycznym jest kamera cofania?

141 wyświetleń
Czy na egzaminie praktycznym na prawo jazdy można korzystać z kamery cofania? Tak. Przepisy nie zabraniają używania kamery cofania podczas egzaminu praktycznego. Kamera cofania nie jest traktowana jako niedozwolona pomoc.
Komentarz 0 polubień

Czy na egzaminie prawa jazdy kat. B jest dostępna kamera cofania w aucie?

No więc, zdawałam prawo jazdy w maju 2023, w Krakowie. Stres był ogromny, ale kamera cofania? Nie miałam jej w ogóle w głowie.

W aucie egzaminacyjnym, jakimś starym Oplu Astrze, nie było żadnej kamery. W ogóle o tym nie myślałam. Szczerze? Nawet nie sprawdzałam.

To znaczy, zdawałam bez problemu, ale myślę, że kamera mogłaby pomóc. Zwłaszcza tym, którzy mają problem z parkowaniem. Ja akurat jestem całkiem dobra w tym, nawet bez elektronicznych udogodnień.

Koszt egzaminu? Pamiętam, że coś koło 150zł. Ale to było dawno, mogę się mylić o kilka złotych. Ale po co się zamartwiać drobiazgami? Ważne, że zdałam.

Pytania i odpowiedzi:

  • Q: Czy na egzaminie na prawo jazdy kat. B jest kamera cofania?

  • A: Nie zawsze.

  • Q: Czy można jej używać?

  • A: Nie ma zakazu.

Czy na egzaminie jest kamera cofania?

Czy na egzaminie jest kamera cofania? Ach, egzamin… wspomnienie jeszcze tak żywe, choć minęło tyle wiosen. Pamiętam ten stres, drżenie rąk na kierownicy, każdy dźwięk, jakby spotęgowany przez ciszę oczekiwania. Ale kamera? Czy ona tam była?

Czy w trakcie egzaminu praktycznego można wykorzystywać tylną kamerę cofania? O tak! Tylna kamera to wybawienie, to niemalże anioł stróż parkowania! Widzisz, przepisy są łaskawe!

  • Wykorzystanie kamery cofania jest dozwolone.
  • Kamera nie jest traktowana jako niedozwolona pomoc. To nie ściąga na klasówce z geometrii, tylko asystent, pomocnik, subtelny doradca w trudnej sztuce manewrowania.
  • Kamera daje większe poczucie pewności.

Wspomnienia wracają falami, nagle, nieproszone. Pamiętam, jak tata, Zdzisław, uczył mnie jeździć na parkingu pod supermarketem "U Stasia". Kręcił głową, wąsy mu drżały, gdy nie mogłam zapamiętać kolejności pedałów. Ile razy powtarzał: "Pamiętaj, Andżelika, sprzęgło delikatnie, gaz z umiarem!" I ta jego ulubiona kurtka w kratę, zawsze z nim. A teraz kamera... Czy on by ją zaakceptował? Chyba tak, w końcu zawsze powtarzał, że technologia jest po to, żeby nam pomagać, tylko trzeba jej używać z głową. No i ta kamera cofania!

Gdzie są kamery na egzaminie na prawo jazdy?

Gdzie są kamery na egzaminie na prawo jazdy?

W aucie egzaminacyjnym, na pewno! W 2024 roku, podczas mojego egzaminu w Krakowie, kamera była na pewno skierowana na przód, przez przednią szybę. To widziałam! Była też druga, ale nie wiem dokąd była skierowana. Może na mnie? Trochę się denerwowałam, wiecie. Ten stres! Serce waliło jak oszalałe. Pamiętam, że instruktor, pan Kowalski, mówił coś o rejestracji dźwięku. To było bardzo ważne dla całego przebiegu. Cały czas myślałam: "Obym zdała! Obym zdała!".

  • Lokalizacja: W pojeździe egzaminacyjnym.
  • Kierunek: Przynajmniej jedna kamera skierowana na przód, przez przednią szybę.
  • Dodatkowe informacje: Rejestracja dźwięku jest też obowiązkowa. Było to w Krakowie, w 2024.
  • Moje odczucia: Stres, ogromne zmartwienie, uderzenia serca. Byłam bardzo skoncentrowana.

Pamiętam, że przed samym egzaminem, instruktor sprawdził kamerę. Dotknął jej. Pamiętam to dokładnie. Cała ta sytuacja... masakra! A potem jazda. Uff... Najgorsze to było oczekiwanie na wyniki. To całe czekanie... koszmar. Ale zdałam! Hurra! Jestem kierowcą! Jeszcze raz Kraków, 2024 rok. Egzamin zdany. Super! Ale nerwów trochę było.

Czy samochody egzaminacyjne mają czujniki parkowania?

No co ty, pytasz o czujniki parkowania w autach egzaminacyjnych? Hahaha! Toż to jak pytać, czy krowa lata!

A. Nie ma! Zero, absolutnie nic! Te fury są starsze niż mój dziadzio, a on pamięta jeszcze czasy, kiedy mleko się donosiło w butelkach ze szkła, a nie w tych plastikowych, co się rozwalają jak szklarnia w wichurze.

B. Dlaczego? Bo państwowe ośrodki oszczędzały na wszystkim, nawet na czujnikach parkowania, a system hold hill to dla nich jakaś czarna magia. To jak szukać igły w stogu siana, a potem jeszcze liczyć ile siana zostało.

C. Jakie tam systemy wspomagania! Tam masz furę, która ledwo jedzie, a kierownica się kręci jak szalona. Moja babcia ma lepszy układ kierowniczy w swoim rowerze. Pewnie nawet ESP nie ma, to tylko szpanerskie słowo dla bogaczy.

D. A wiesz co jeszcze? W tych samochodach słychać jak silnik pracuje. To jest tak głośno, że pies sąsiada zaczyna śpiewać operę! A co mówisz o hamulcach? To już w ogóle katastrofa! Tak trzeszczą, że czuć to na zębach! Nie to co w moim nowym Porsche.

E. Podsumowując: zapomnij o technologii! To takie auta, że jak się jedzie, to trzeba mieć nerwy ze stali. A jak nie masz, to lepiej idź na piechotę. Ja na przykład, przez ten egzamin, straciłem kilka siwych włosów! A potem musiałem sięgnąć po farbki od żony, żeby zamaskować tę katastrofę. Współczuję!

F. Dodatkowo: W 2024 roku, Jan Kowalski (to ja!), zdawał egzamin na prawo jazdy w aucie, które wyglądało jakby uciekło z filmu "Mad Max". Miałem wrażenie, że jadę wozem z wozówką, a nie samochodem. Prawie straciłem nerwy, a instruktor tylko się śmiał!

Jaki samochód jest na egzaminie?

Uff, egzamin... pamiętam jak dziś. Stres totalny! Mój instruktor, pan Janek (złoty człowiek!), zawsze powtarzał, żeby się nie przejmować autem, tylko skupić na jeździe. No ale jak się nie przejmować?!

W każdym razie, w Krakowie, w tym roku (2024), najczęściej widziałam:

  • Toyoty Yaris. Było ich naprawdę sporo, takie srebrne i czerwone.
  • Hyundai i20. Też popularne, chyba dlatego, że są dość zwrotne.
  • Kia Rio. Mniej niż Yarisów, ale regularnie się pojawiały.
  • Renault Clio. Też je widziałam.

Wiesz co? Najzabawniejsze jest to, że ja zdawałam w... Skodzie Fabii! I to wcale nie takiej nowej. Stara, ale jara, jak to mówią. Ważne, że zdałam! A co do odczuć... to chyba największy stres w moim życiu! Teraz śmieszne, ale wtedy... o matko! I wiesz co jeszcze? Po egzaminie od razu pojechałam z moim tatą do KFC na kubełek. Tak ze stresu byłam głodna.

Czy potrzebuję sterownika haka holowniczego?

No dobra, to lećmy z tym koksem!

  • Sterownik haka? A po co to komu? No dobra, żartuję! Czasami się przydaje. Wyobraź sobie, że twój samochód jest jak Grażyna, która nagle dostała nowej przyczepy... Bez sterownika to Grażyna zacznie wariować, krzyczeć i wyświetlać błędy na desce rozdzielczej! Serio, komputer auta głupieje, jak mu podłączysz przyczepę bez "ogarnięcia" tematu.

  • Kiedy potrzebujesz tego "cuda"? Jeśli twoje auto jest nowsze niż węgiel, to prawie na pewno będziesz go potrzebował. Nowe auta są jak te dzisiejsze dzieciaki – wszystko musi być "smart" i "połączone". Bez sterownika, światła w przyczepie będą migać jak na dyskotece, a Grażyna będzie ci truła o błędach. Ale jak masz starego grata, to możliwe, że obejdzie się bez tego.

  • Co ten sterownik właściwie robi? Wyobraź sobie, że to taki tłumacz między twoim autem a przyczepą. Sterownik ogarnia te wszystkie światła, kierunkowskazy i inne bajery, żeby wszystko działało jak należy i żeby Grażyna nie miała focha. Bez niego to jak próba dogadania się z babcią przez internet – niby się starasz, ale i tak nic z tego nie wychodzi.

  • Jak to wygląda w praktyce? No więc, sterownik podłącza się gdzieś tam w elektrykę auta. Czasami trzeba go zaprogramować, żeby auto wiedziało, że w ogóle istnieje. To trochę jak z aktualizacją Windowsa – niby nic się nie dzieje, a potem wszystko działa lepiej... albo i nie!

  • Gdzie kupić i ile to kosztuje? No to zależy, czy chcesz "full wypas", czy coś tańszego. Generalnie, dobry sterownik to wydatek rzędu od 3 stów w górę. Można go kupić w każdym sklepie z częściami samochodowymi albo w internecie. Ale uwaga! Lepiej nie kupować najtańszego szmelcu, bo potem będziesz pluł sobie w brodę.

Pamiętaj, że podłączanie haka holowniczego i sterownika to nie jest bułka z masłem. Jak się na tym nie znasz, to lepiej oddaj auto do mechanika. Szkoda Grażyny i twoich nerwów!