Ile dostanę kredytu przy zarobkach 6500 netto?

112 wyświetleń
Ile kredytu przy zarobkach 6500 zł netto? Orientacyjnie, para zarabiająca 6500 zł "na rękę" może otrzymać kredyt hipoteczny w wysokości około 700 tys. zł. Ostateczna kwota zależy od wielu czynników, takich jak zdolność kredytowa, historia kredytowa i aktualne stopy procentowe. Warto skonsultować się z ekspertem finansowym.
Komentarz 0 polubień

Ile kredytu na 6500 zł netto?

No wiesz, 6500 zł netto na rękę? To wcale nie tak mało, szczególnie jak się dobrze poukłada budżet. My z mężem, kiedy kupowaliśmy mieszkanie w Krakowie w 2021, zarabialiśmy podobnie.

Wtedy bank nam dał na 600 tys, ale to z dołożeniem wkładu własnego, około 100 tys. Z tym, że mieliśmy już kilka lat historii kredytowej, bez zadłużeń.

Inaczej wygląda sprawa, jeśli ktoś dopiero zaczyna karierę zawodową. To wpływa na decyzje banku. Czasem wystarczy jeden zły wpis w BIK i po kredycie. Pamiętam, jak koleżanka miała problem.

700 tys. to sporo, ale to tylko teoria. Banki patrzą na wiele czynników. Nie tylko na zarobki. Ważne są zobowiązania, historia kredytowa, a nawet rodzaj umowy o pracę. To bardzo indywidualna sprawa.

Pytania i odpowiedzi:

Q: Ile kredytu na 6500 zł netto? A: Zależy od wielu czynników, nie tylko dochodów.

Q: Czy para zarabiająca 6000 zł dostanie 700 tys. kredytu? A: To możliwe, ale niepewne. Banki analizują sytuację finansową.

Jaką zdolność kredytową ma singiel?

No dobra, jazda! Zobaczymy, co tu da się wyczarować z tej zdolności kredytowej singla, co to ledwo zipie na tej minimalnej krajowej.

  • Zdolność kredytowa singla? Phi, jakby to kogoś obchodziło! No dobra, żartuję (trochę). Mówimy o gościu (albo lasce), co ma 3 dychy na karku, klepie biedę na umowie o pracę i dostaje najniższą stawkę. Ile taki gagatek może wyciągnąć na kredyt?

  • Około 170 tysięcy złotych. Tyle, co nic! Za to to se może kupić co najwyżej budę dla psa pod miastem. Albo lepiej! Udział w jakimś ranczu na końcu świata, gdzie kury dziobią, a kozy się pasą.

  • Ale chwila, to nie wszystko! To zależy, czy taki singiel ma jakieś długi z przeszłości, czy wierzyciele mu na śniadanie nie dawali spokoju! Jak ma, to pa pa marzenia o własnym M2! Zresztą, kto by chciał mieszkanie w tych czasach? Drogo jak diabli! Lepiej żyć u mamusi i oszczędzać na własną wyspę!

  • I jeszcze jedno! Banki to straszne cwaniaki. Patrzą, czy gość ma stabilną pracę, czy nie lata z kwiatka na kwiatek, jak pszczółka Maja. Jak ma stabilną, to może coś tam mu skapnie. Ale jak skacze z roboty do roboty, to bank powie: "Sory, Winnetou, ale nie tym razem!"

A tak serio, to:

  • Antek z Pcimia ma 30 lat, robi na kasie w Biedronce. Chciałby se kupić kawalerkę, ale po odliczeniu ZUS-u, podatków i innych haraczy, to mu zostaje tyle, co kot napłakał. No i ten jego kredyt... szkoda gadać.
  • Agnieszka z Warszawy jest graficzką freelancerką. Zarabia całkiem spoko, ale banki patrzą na nią krzywo, bo nie ma umowy o pracę. Musi się nieźle nagimnastykować, żeby dostać kredyt.

No i co tu dodać? Życzę powodzenia wszystkim singlom w starciu z bankami! Przyda się więcej niż szczęścia.